Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hospodarstwo wołoskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hospodarstwo wołoskie. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 września 2018

Czerwoni drabanci




[rysunek tylko poglądowo, żeby był ktoś z okolicy w czerwonym stroju...]


Kontynuując przeglądanie zapisków Pawła z Aleppo, tym razem okruchy informacji o wojskach mołdawskich i wołoskich w 1653 roku. W sumie nic nowego, ale zawsze jestem łasy na drobiny źródłowe o wojskach hospodarstw.

W Jassach, kiedy patriarcha miał udać się na audiencję do hospodara, przybyła po niego eskorta około pięćdziesięciu żołnierzy [pieszych] czyli janczarów, wszyscy ubrani na czerwono.

W opisie bitwy pod Popircani, stoczonej 1 maja 1653 roku,  wspomina o tym, że nowy hospodar Jerzy Stefan wysłał do ataku na tabor kozacki pewną liczbę swoich Drabantów, ubranych w czerwone wełniane stroje, a było ich z 800. Paweł zaznacza, że mieli być oni wyposażeni w muszkiety.

Przy okazji wizyty na Wołoszczyźnie często są wspomniani drabanci i tzw. „Sakams” (nie mam pojęcia co angielski tłumacz tu wymyślił, może chodzi o semenów?), jako piechota uzbrojona w muszkiety i szable. Niestety brak informacji o barwie.


piątek, 18 listopada 2016

Dzida, buzdygan i trzy kopije


Opisy XVII-wiecznej wojskowości mołdawskiej i wołoskiej są na blogu zawsze w cenie – armie interesujące, a materiałów jak na lekarstwo. Dużą pomocą są tu opisy poselstw przejeżdżających przez hospodarstwa, z  reguły w drodze do lub z Turcji. Znalazłem kilka takich ciekawych wyjątków z 1640 roku, kiedy to polskie poselstwo Wojciecha Miaskowskiego, w drodze do sułtana, zawitało do Jass.
Na pół mile od miasta naprzeciwko JMci P. Posłowi hospodar[1] wysłał brata swego i hetmana, i kanclerza, i wszystkich senatorów, i 6 chorągwi Kozaków żołnierza, z wojskową muzyką.
Owi ‘Kozacy’ mogą być zarówno najemnymi Zaporożcami jak i po prostu jazdą (kozakami) najemną, która była złożona z dość międzynarodowego towarzystwa.
Kilka dni później hospodar Lupu postanowił po wizycie w cerkwi wybrać się na przejażdżkę, oczywiście z odpowiednią eskortą.
Tym krajem przed nim szło trzy chorągwie Kozaków. Po tym kilkadziesiąt janczarów piechotą szło z muszkietami. Po nich dwa konie powodowane. A sam hospodar za nimi na siwym koniu wołoskim jechał w sobolej szubie, złotogłowy, haftowany wierzch, podle niego dwaj janczarów w szumakach czerwonych, aksamitnych biegło po błocie z dzidami, za nim pokojowy z jego buzdyganem i z szablą jechał i trzy kopije niesiono.
Polskie poselstwo odprowadzał wspominany już niegdyś karałasz, który 4 konie w kolasie cisawe miał, a koń za kolasą.
Po przejściu na multańską (tj. wołoską) stronę, także i tu Polakom towarzyszyła liczna eskorta: raz 3, potem 4, a nawet 7 chorągwi wojska, mamy też nieco opisów wołoskich żołnierzy. W Gorgicach (St. Gheorghe) poselstwo miał przywitać kapitan tego miasta i 4 chorągwi żołnierzów na wałachach dobrudzkich porzannych, koń konia lepszy. Przed miastem samym piechoty 2 chorągwi z muszkietami wyszły.
Z kolei eskorta w Bukareszcie to bojarów osobistych z dziesięć osób, a 7 chorągwi żołnierza, na koniach wszystko dobrych, koń konia lepszy. Z kolei żegnało Polaków kilkanaście bojarów hospodarskich, chorągwi wszystkich 20 – 10 chorągwi konnych, a 10 pieszych – beło pod wszytkimi więcej niż półtora tysiąca.






[1] Bazyli Lupu czyli pan na ilustracji powyżej. 

piątek, 22 stycznia 2016

Z muzyką polską i turecką


Hospodarstwa mołdawskie i wołoskie rzadko goszczą na blogu, dziś znalazłem jednak bardzo ciekawe opisy, więc nieco nadrobię. Latem 1678 roku hospodarowie, jako lennicy sułtana, pojawili się ze swoimi wojskami w obozie armii tureckiej w czasie wyprawy na Czehryń. Polecam przy okazji bardzo ciekawy artykuł autorstwa Dariusza Milewskiego, tłumaczący zawiłą kwestię nazewnictwa źródłowego, czyli (cytując) w źródłach staropolskich kraj, zwany obecnie Mołdawią, to Wołoszczyzna, zaś państwo które dziś mienimy Wołoszczyzną – to Multany.
Jako pierwszy – 28 czerwca – przybył hospodar mołdawski (w diariuszu z którego pożyczam opis to oczywiście Hospodar Wołoski) Antoni Ruset[1]. Jego wojska rozbiły obóz dwie mile od tureckiego, a oficerom sułtańskim prezentowali się partiami, zapewne by nieco zafałszować prawdziwą liczbę wojska. Więc powiadano jakoby ośm tysięcy wszystkich Wołochów[2]być miało, wysłano jednak inspekcję by policzyć ich we własnym obozie. Okazało się, że jest ich tylko ok. 2000, podzielonych na 32 chorągwie: ludzi coś nad dwa tysiące i to barzo nużnych[3]. Do tego ich przydatność wojskową oceniano bardzo słabo, więcej z koszami i inszym do mostów i przepraw [niż do] robienia rynsztunkiem.
Sam Ruset pokazał się jednak z jak najlepszej strony, wjeżdżając z 200-osobową eskortą do obozu tureckiego. Tu pozwolę sobie na dłuższy fragment:
Naprzód szedł znaczek turecki, przed nim Turków koni 30, za Turkami bojarów 12, za bojarami buńczuków 2, po tym muzyka; trębaczów polskich 4 z kotłami usarskimi. Za muzyką koni powodnych 4, jeden po kozacku ubrany, drugi pod dekiem czerwonem, trzeci po turecku, czwarty z polska po usarsku[4], wszytkie konie mierne, jednak dość bogato ubrane.
Po tym sam jachał Hospodar na koniu dzielnym i bogato ubranym, około konia 4 paików[5] w purpurowych żupanach w srebrnych złocistych pasach z [h]andżarami oprawnemi, w czapkach polskich sobolich, z berdyszami nie wielkimi obosiecznymi, w rękach w srebro oprawnemi. Za Hospodarem dwóch młodszi przybranych, z łubiami oprawnemi na dobrych koniach, na ostatku dwie chorągwie w kupie z muzyką turecką.
Dwa dni później nadciągnął hospodar wołoski (czyli według źródła Hospodar Multański) Jerzy Duca na czele 4000 żołnierzy. Tu dysponujemy jeszcze ciekawszym opisem – włącznie ze sztandarami wołoskimi.
Miał chorągwie dość okryte i prawie wszyscy z strzelbą, dzidami, munderowni, insi zaś po petiorsku[6]. Miasto draganów był ze dwa tysiące ludzi z muszkietami, z bębnami dragańskimi i manierą dragańską. Przed Hospodarem szło pięćset petiorców po armaucku; za nimi dwieście w pancerzach z dzidami, wszyscy w kontuszach musułbasowych czerwonych pod rękę. Było i dwie chorągwie Tatarów Lipków, była siła Polaków. Prowadzono przed nim pięć koni po turecku pod kałkanami, sam siedział na koniu dropiatym pięknym; paików sześć około niego, w purpurowych żupanach z złocistymi pasami i [h]andżarami.
Na chorągwiach wszytkich krzyże, a na dwóch co przed samym Hetmanem Multańskim niesiono: na jednej św. Jerzy, na drugiej św. Michał malowany. Pod każdą chorągwią muzyka polska: kotły, surmy, trębacze, a za samym Hospodarem muzyka turecka.
Co ciekawe, w tym samym roku Jerzy Duca miał zastąpić Ruseta w Mołdawii, hospodarem wołoskim na jego miejsce został Serban Kantakuzen.



[1] Antonie Ruset (Rosetti), który zresztą w tymże 1678 roku utracił hospodarstwo.
[2] Czyli Mołdawian.
[3] Zmęczonych.
[4] Jak widać mieli słabość…
[5] Paziów.
[6] Petyhorsku. 

sobota, 28 stycznia 2012

Waleczni, Bestie i Czerwoni

Armia wołoska rzadko gości na blogu, więc tym bardziej ciekawy wydał mi się fragment który dziś znalazłem. Co prawda pochodzi z wydanej w 1861 roku pracy Leona Rogalskiego ‘Dzieje księstw naddunajskich…’ niemniej jednak zawiera na tyle interesujące szczegóły, że pozwolę sobie zacytować spory fragment. Dotyczy on wojskowości za panowania Michała Walecznego (1557-1601)
Wojsko było przedmiotem pieczołowitości i troskliwość książąt XVI wieku. Oprócz wojsk stałych, cala massa ludu obowiązaną była wystąpić zbrojno, pod dowództwem bojarów i tysiączników, gdy ojczyzna była w niebezpieczeństwie. Michał II szczególniej zajmował się wojskiem, gdyż przez całe swoje życie ustawicznie prowadził wojny, i miał żołnierza dobrze wyćwiczonego, zaprawionego do trudów i zwyciężania nieprzyjaciół. Pod nim, wojsko stało się karniejszem, chociaż
Wołosi mieli, iż tak rzekę, wrodzonego ducha rabunku. Ale w owych czasach, najlepsze wojska krajów cywilizowanych nie były wolne od tego zarzutu. Michał II postanowił surowe kary dla przyzwyczajenia Wołochów do tego, iżby byli żołnierzami, nie zaś rozbójnikami; powiodło się mu przez połowę- ale zły przykład najemników, służących także w wojsku wo-łoskiem, szkodliwie wpływa! na wszystkich żołnierzy. Ponieważ Siedmiogrodzianie zawsze pochopniejsi od Wołochów byli do rabunku, kazał w czasie kampanii Multańskiej roku 1600 rozstrzeliwać wszystkich Siedmiogrodzian, schwytanych na rabunku, Wołochów zaś karano tylko chłostą. Michał II zaprowadził dwa nowe rodzaje pułków w swojej jeździe; naprzód Deli, albo Waleczni, na podobieństwo huzarów [tak w tekście, chodzi o husarzy]; powtóre, wybrał dwóchset najcelniejszych jezdnych, dał im tureckie nazwisko Bestia albo Bescłdi [zapewne chodzi o turecką formację jazdy Beszli] i oddał pod dowództwo Stefana Petnahazi, Węgra, męża doświadczonej odwagi, godnego rozkazywać wojownikom, którzy okazali już dowody niepospolitej waleczności. Książe ten zreformował także jazdę Curteni, albo gwardye konną, tudzież Czerwonych. W ogólności, jazda, była zawsze wyćwiczeńszą i użyteczniej sza niżeli piechota; ona działała przy natarciu, piechota zaś złożona z massy ludu, strzegła tylko wąwozów i attakowała nieprzyjaciela z wysokości gór, stanowiła silę odporną, nie zaś zdobywczą; a Michał ligi pragnął bydź zdobywcą. Pisarz spółczesny, Jakób Geuder, który w roku 1601 wydał we Frankfurcie dzieło o środkach pomyślnego walczenia z Turkami, tak mówi o wojsku Michała: Michał ma pod swemi rozkazami nie tylko Wołochów (których odwagę poznali Turcy w wojnach prowadzonych za panowania Dracu), ale też niemało Węgrów, Siedmiogrodzian, także Albańczyków, Bułgarów i Serbów. Niewielu ma kanonijerów, czego też brakuje Siedmiogrodzianom, bo te narody, a zwłaszcza Węgrzy, chętniej używają szabli niżeli strzelby, i po większej części służą wjeździe: noszą długie lance, i niełatwo pierzchają na widok nieprzyjaciela.

środa, 4 stycznia 2012

Malarze znani i nieznani - cz. XLV

Kolejne prace Abrahama de Bruyna, wciąż pozostajemy w 'naszej' części Europy. Powyżej szlachcic węgierski, nacierający na wroga z rohatyną w dłoni. Efekt szarży potęguje rozwiany płaszcz. Zwracają uwagę także długaśne pióra przy magierce. Brak jakiegokolwiek uzbrojenia ochronnego.
U dołu jeździec wołoski, który zapewne także dobrze oddaje Mołdawian z drugiej połowy XVI wieku. Także uzbrojony w rohatynę (tak chyba najłatwiej określić tego typu włócznię), bok osłania mu charakterystyczna bałkańska tarcza.  

sobota, 30 lipca 2011

Zgraja lekczejsza, młódź i petyhorcy

Wspomniałem ostatnio, że nieco więcej miejsca poświęcę opisom wojsk mołdawskich i wołoskich. Zgodnie z obietnicą więc, tym razem krótka notka przedstawiająca wyborowe oddziały hospodara wołoskiego Radu Mihnei, witające poselstwo księcia Krzysztofa Zbaraskiego, podróżujące do sułtana. Rzecz ciekawa, pochodząca z utworu Samuela Twardowskiego Przeważna legacyja, Jaśnie Oświeconego Książęcia Krzysztofa Zbaraskiego…, ważna o tyle, że Twardowski był uczestnikiem poselstwa i naocznym świadkiem wydarzeń.  Oto jak przedstawił on jazdę wołoską (multańską):
Przed nim zgraja lekczejsza, młódź i petyhorcy,
W pancerzach i misurkach, pod kilką proporcy;
Po ustroniu kopijnik pod chorągwi dwiema,
Którym syn hospodarski hetmani obiema.
Być może owe dwie chorągwie kopijników to regularne oddziały na służbie hospodara, Saracei i Scuelnici? Ciekawe jest użycie określenia petyhorcy na określenie jazdy w kolczugach (pancerzach) i misiurkach – interesujący przyczynek do opisów tego typu formacji w armiach RON.