Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pancerni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pancerni. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 kwietnia 2024

Mój artykuł w tomie 'Cavalry Warfare. From Ancient Times to Today'

 


Praca zbiorowa 'Cavalry Warfare. From Ancient Times to Today', pod redakcją prof. Jeremy'ego Blacka, jest już dostępna do darmowego ściągnięcia ze strony Italian Society of Military History (SISM). Wśród 20 artykułów znalazł się także i mój, 'Organisation, tactics and the role of the cavalry in the Polish-Lithuanian Commonwealth's warfare in 17th century'. Pracę tę, a także pozostałe tomy serii, można znaleźć na stronie SISM.

 

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Wielką w nich szkodę uczynili

 


Czasami wojsko koronne biło Tatarów, czasami zaś bywało przez nich bite. Poniżej epizod z marca 1674 roku, kiedy dotkliwą porażkę poniosła niewielka grupa jazdy polskiej. Wymienione w tekście chorągwie to:

- pancerna Andrzeja Franciszka Gembickiego, starosty nowodworskiego

- pancerna Mikołaja Daniłowicza, starosty czerwonogrodzkiego

- pancerna Jana Gałęzowskiego, starosty wąwolnickiego




poniedziałek, 15 marca 2021

Z wojewodą łęczyckim do Stambułu

 




[Blogowy tydzień z poselstwami – wpis 2/7]

Tym razem służba dyplomatyczna prowadzi nas do Stambułu (czy, jak kto woli, Konstantynopolu), gdzie zawitamy w 1700 roku z „posłem wielkim” Rafałem Leszczyńskim. Okazja niebyle jaka, wszak chodzi o ratyfikację traktatu pokojowego z Karłowic, kończącego rozpoczętą w 1683 roku wojnę z Turcją. Nic dziwnego, że wojewoda łęczycki zabrał ze sobą nader godną eskortę:

Tak tedy w imię Boże, po rannym barzo nabożeństwie, ruszyłem się z wielkim porządkiem. Szła najpierwej chorągiew wołoska 80 koni, okryta, z dzidami i w pancerzach, za nimi powodne, towarzyskie i przyjacielskie konie, w tym dobosz z srebrnemi kotłami i sześcią trębaczami, za któremi koniuszy w pancerzu, który dziesięć rumaków powodnych dobrze strojnych, a masztalerze w karmazynowej barwie prowadzili. Potym dwanaście pokojowych w cynamonowej barwie, i za temi starszy pokojowy prowadził drugich pokojowych dwunastu w aksamitnych, sobolami opuszonych, popielicami srokato podszytych, z szablami złocistemi i sobolowemi czapkami przybranych. Za nimi towarzystwa ośmnaście w pancerzach strojno ubranych. Potym dwanaście kompanii usarskich w obojczykach, naręczakach, w lampartach porządnie. Potym przyjaciele: ichmość panowie kasztelanowie czernichowski, srzemski, sątecki, sądecki, spicymrski i małogoski, Jegomość Pan Ernest Kahal doktor, Jegomość Pan Conte Mariani podstoli owrucki, ichmościowie oo. jezuici, Jegomość Pan kasztelan srzemski, Jegomość Pan kasztelan żydaczewski. A Jegomość Pan sekretarz z lewej strony jadąc cursu equi trochę mię poprzedzał. Przede mną samym piąciu biegunów koło konia z obudwóch stron sto trzydziestu kuruców. Jam na wilczatym koniu, na którym kita i sam pod kitą jachałem. Za mną draganiej konnej sześćdziesiąt, oprócz oficerów, fajfrów, z któremi trębacze na krzywych trąbach równo marsz grali. Potym kareta moja i kolasa, za któremi przyjacielskie karety, a potym ośm karawanów karmazynowych moich i insze wozy, jako to kuchnia, piwnica karawany i skarbniki przyjacielskie etc

poniedziałek, 22 lutego 2021

Gdy chorągiew pancerną po rodzicu swoim…

 



W dzisiejszym wpisie nieco inny typ listu przypowiedniego, opisuje on bowiem przejęcie przez syna chorągwi w której rotmistrzem był jego zmarły właśnie ojciec. Chodzi o zmarłego w marcu 1673 roku Jana Klemensa Branickiego (1624-1673), po którym chorągiew pancerną przejął Stefan Mikołaj Branicki (1640-1709). Oddział ten służył w armii koronnej do 1683 roku, kiedy to chorągiew została pohusarzona, spóźniła się co prawda pod Wiedeń, wzięła jednak udział w kampanii na Słowacji i w późniejszych kampaniach Sobieskiego.

 


środa, 17 lutego 2021

Nie było was więcej? Było. Ale się sfilcowało

 


Wpis zatytułowany jest cytatem z „Bożych wojowników” Andrzeja Sapkowskiego dosyć nieprzypadkowo. Chciałbym bowiem napisać o pewnym oddziale jazdy koronnej, który się właśnie tak ‘sfilcował’. Rzecz dotyczy chorągwi pancernej Michała Rylskiego, służącej od czwartej ćwierci 1673 roku w szeregach armii koronnej. Oddział zaczął służbę od etatu 94 koni, a w drugiej ćwierci 1675 roku miał jeszcze na popisie solidne 64 konie (+ dwóch muzykantów). Zatrzymajmy się właśnie przy owych 64 koniach i przyjrzymy strukturze chorągwi:

- poczet rotmistrz – 8 koni

- poczet porucznika – 3 konie

- dobosz

- surmacz

- 13 pocztów 3-konnych

- 5 pocztów 2-konnych

- 4 poczty 1-konne

Łącznie 24 poczty z 64 końmi + dobosz i surmacz.

Wiosna-lato 1675 roku okazały się jednak mało łaskawe dla oddziału, być może wpadł on w jakąś tatarską zasadzkę, albo towarzystwo rozjechało się do domów? Niestety nie znam szczegółów, za to jak widzimy poniżej, w nowej ćwierci służby oddział praktycznie już nie istniał. Mamy tu bowiem ledwie cztery poczty, liczące łącznie 11 koni, a także nieodłącznych dobosza i surmacza. Poczet rotmistrz zmniejszył się z 8 do 3 koni, a towarzysz Zawadzki miał w poprzedniej ćwierci poczet 3-konny, podczas gdy tutaj już tylko 2-konny. Co ciekawe, spis zawiera jeszcze trzy inne poczty, które jak widzimy wykreślono. Nic więc dziwnego, że tak pomniejszona chorągiew została zwinięta. Co ciekawe, już po likwidacji jednostek, do obozu armii koronnej miały dojść uzupełnienia dla zdziesiątkowanej chorągwi, czyli owe ’56 koni supplementu’. Ciekawe czy przygarnęła ich jakaś inna jednostka?

 


sobota, 19 września 2020

Ostatnia szarża pana Andrzeja


 

W czasie szarży ‘rozpoznawczej’, którą pod Wiedniem wykonała chorągiew husarska królewicza Aleksandra, zginął towarzyszący jej Andrzej Modrzewski, podskarbi koronny. Jego dworzanin, Stanisław Chróściński wspomina, że Modrzewski miał pancerz y misiurkę y szablę[1], a co do stroju: między trupami zaledwie uznałem ś. P. Jegmści Dobrodzieia po kaftaniku łosim, który sprawowałem w Krakowie; bo kontusz w sztuki poszarpany. Co ciekawe, zwłoki mieli obrabować dragoni: na głowie dragońską przyrzucony liberyą, zkąd dorozumiewałem się, że ci y inne rzeczy przy nim pozabierali, bo i szkaplerz był na nim rozpruty, znać dla pieniędzy. Chróściński bardzo obrazowo opisał śmierć swojego pana. Modrzewski miał zapędzić się przed atakującą chorągiew, próbując dotrzeć do stanowiska Wielkiego Wezyra. Dzidę w poganinie utopiwszy, y pistolety wystrzeliwszy, podskarbi miał walczyć potem z szablą w ręku. Dzielny szlachcic nie miał jednak najmniejszych szans w obliczu przeważających sił tureckich: zaraz dzirydami pod lewe oko na wylot w głowę, y na prawey stronie pod szczękę kilką także dzid przebitego na wylot, iak snopek z siedzenia podnieśli, w tym rzuciwszy się większem tłumem, w piersi buzdyganem uderzyli, w lewą rękę okrutnie posieczonego, w prawą łopatkę y po udach przebitego, zwalili na ziemię. Turcy mieli mu wtedy zabrać pancerz, misiurkę i szablę, nie zdołali jednak mu odciąć głowy, gdyż w tym momencie dopadła ich szarża husarii królewicza. Chróściński wspomina także straszliwy stan zwłok swego pana, głowa wszytka we krwi, ręce porąmbane, nogi poprzebijane, ledwie znać że człowiek!

 



[1]              W kompucie Modrzewski miał chorągiew pancerną.

środa, 20 maja 2020

Husarze i pancerni Jagiełły



Dzisiejsze znalezisko źródłowe wskazuje na duże poczucie humoru XVII-wiecznych Polaków i Litwinów. Ma to być bowiem wypisany w 1678 roku popis… pułku husarskiego króla Władysława Jagiełły, funkcjonującego rzekomo w wojsku Wielkiego Księstwa Litewskiego pod dowództwem Bazylego Kościałkowskiegoz 1420 roku. Mamy tu zarówno ogromne chorągwie husarskie jak i pancerne, z opisem ilości pocztów (skany są zamieszczone nie po kolei, więc musicie lekturę zacząć od końca). Dokument miał służyć jako potwierdzenie szlachectwa jednego z Litwinów, o czym czytamy na kartach 18 i 19. Sam opis jasno wskazuje, że został stworzony w XVII wieku. Co jednak jest w nim interesujące, to opis wyposażenia owych husarzy i pancernych. Wypiszę fragmenty poniżej, bo oczywiście odnoszą się do znanego nam wyposażenia XVII wiecznego:

- chorągiew husarska na dobrych koniach (…), w kirysach żelaznych z hełmami i kopijami, z mieczami i pinczykami[1] (?) ciężkiemi żelaznemi
- inna chorągiew husarska w kirysach z hełmami bez kopij z harkabuzami ze strzelbą z mieczami y pinczykami cięzkiemi żelaznemi
- na każdych czterech towarzyszy jeden wóz (jeden woźnica i dwóch luźniej czeladzi zwanej rabami) z podkowy, uchnale[2], siekiery, motyki, rydle,
- pancerni w pancerzach i misiurkach z naręczakami i nakolankami żelaznemi z pułhakami strzelbą z mieczami
- oprócz jazdy ów mityczny pułk miał jeszcze swojej strzeleckiej piechoty przy wozach i przy obozie dla rozbijania namiotów 200 z pułhakami i z siekierami na długich toporzyskach



[1] Nie mam pojęcia o co chodzi? Jakaś dziwna nazwa koncerza?
[2] Zapewne chodzi o hufnale.

poniedziałek, 17 lutego 2020

Bo warowniejszy i cieplejszy przy lada czapce





Na blogu znów zagości Andrzej Maksymilian Fredro, tym razem skupi swoją uwagę na pomysłach dotyczących jazdy kozackiej (pancernej). Fragment o kopiach i rohatynach zapewne dobrze znany, ale mnie zaciekawiła przede wszystkim pierwsza część, dotycząca uzbrojenia ochronnego.







piątek, 19 kwietnia 2019

W pancerzach z dobrą strzelbą



W laudum sejmiku halickiego z 22 września 1671 roku znajdujemy bardzo ciekawe informacje o wystawieniu wyprawy dymowej przeciw ustawicznym najazdom i niebezpieczeństwom tatarskim i kozackim. Zdecydowano się podług sił naszej ziemie na zaciąg dwóch chorągwi jazdy kozackiej/pancernej, liczących łącznie 120 koni. Rotmistrzami mieli zostać Walenty Kalinowski i Bogusław z Potoka Potocki, którzy mieli za swoją służbę otrzymać po 1500 złotych. Najciekawszy fragment dotyczy oczywiście zaciągu i wyposażenia oddziałów. Rotmistrzom przykazano, aby szlachtę dobrą nie Wołochów pod swoje zaciągali chorągwie z rynsztunkami słusznymi na dobrych koniach z czeladzią dobrą w pancerzach z dobrą strzelbą. Kozakom wyznaczono też żołd w wysokości 100 złotych/ćwierć. Chorągwi miały służyć przez dwie ćwierci.

piątek, 25 stycznia 2019

Z hetmanem na Tatara


Datowana na 1687 rok kopia Dodacameronu czyli wyprawy na czambuły tatarskie w 1672 roku, autorstwa Romeyna de Hooghe. Znajdziemy tu samego hetmana Jana Sobieskiego, husarię, pancernych i dragonów, walczących z Tatarami i odbijających jasyr.

Co ciekawe, w Rijksmuseum, w którego zbiorach online znalazłem ten fragment, opisany jest jako walka oddziałów Karola Lotaryńskiego i margrafa Badeńskiego z Turkami w 1687 roku. Jest to oczywiście opis błędny – Sobieski i jego husarze są zbyt charakterystyczni. Wysłałem już do muzeum email w tej sprawie, może wezmą pod uwagę i zmienią?



























poniedziałek, 3 września 2018

Elearzy ze strzelbą długą



18 września 1693 roku hetman wielki koronny Stanisław Jabłonowski  podpisał ordynans do poruczników[1] chorągwi jazdy koronnej – husarii, pancernych i lekkich – nakazujących wybranie ze swoich oddziałów żołnierzy desygnowanych do garnizonu Okopów Świętej Trójcy. Mieli oni utworzyć formację „elearów okopowych”, która w kolejnych latach zasłynęła w walkach z Tatarami. Z każdej chorągwi miano wysłać dwóch towarzyszy (z ich pocztami)[2]. Bardzo interesujący jest wymóg uzbrojenia dla tak utworzonych oddziałów, wskazujący że będą one przeznaczone do „małej wojny”[3]:
- wyposażenie husarii to w lamparcie, w zbrojej z karwaszami, ze strzelbą długą, munsztukiem i ostrogami na koniech dobrych, po parze pistoletów, tak towarzysz, jako i pachołek, mający
- uzbrojenie pancernych to pancerz, z tąsz długą strzelbą, z pistoletami, tak towarzysz, jak i poczet
- jazda lekka także miała być wyposażona w długą strzelbę i pistolety, nie posiadała jednak wymogu uzbrojenia ochronnego.
Oprócz husarzy, pancernych i lekkiej jazdy, w Okopach nie zabrakło i rajtarii[4], utworzono bowiem kompanię wybraną z wszystkich jednostek koronnych. Każda z nich miała wysłać 33 żołnierzy, z munderunkiem i porządkiem rajtarskim.  Oznacza to zapewne, tak jak i w przypadku pozostałej jazdy, posiadanie trojga strzelby, nie wiem jednak jak przedstawiała się kwestia uzbrojenia ochronnego.


[1] Będących de facto dowódcami chorągwi.
[2] W kolejnych latach ulegało to zmianie, wysyłano np. 4 towarzyszy.
[3] Za niezwykle ciekawym artykułem Marka Wagnera Kawaleria koronna w dobie panowania Jana III Sobieskiego. Lata 1683-1696 [w:] Do szarzy marsz, marsz… Studia z dziejów kawalerii, tom III, Toruń 2012.
[4] Czy raczej, używającej ówczesnej terminologii, arkabuzerii,

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Każdy chował po kilkanaście luźnych czeladzi


Bardzo ciekawa notka dotycząca armii litewskiej z przełomu XVII i XVIII wieku. Dotyczy ona luźnej czeladzi panoszącej się po kraju i żyjącej z rabunku, często de facto utrzymując z tego swojego towarzysza. Nic dziwnego że szlachta była bardzo zainteresowana zwinięciem tak uciążliwego komputu:
Był też abusus[1] w wojsku litewskim, że towarzysz husarski, petyhorski albo pancerny, chował po kilkanaście luźnych czeladzi, którym nie panowie, ale oni panom od siebie płacili, dawając każdy od siebie po taleru bitym i więcej drudzy, na tydzień, do tego i siebie i pana sustentowali[2]; a takim wolno było rabować, co chcieli na czaty wychodząc. Tu ztąd snadno zważyć, co za spustoszenie kraju za taką licencyą działo się w ciągnieniach.



[1] Nadużycie.
[2] Utrzymywali. 

środa, 8 marca 2017

A ten pan miał taki zwyczaj...


W pamiętniku Jana Floriana Drobysza Tuszyńskiego znalazłem zapis dotyczący dosyć unikalnej kary stosowanej przez jednego z oficerów polskich – ot idealne na krótki wpis. Gabriel Silnicki, rotmistrz własnej chorągwi pancernej a także porucznik chorągwi husarskiej Dymitra Wiśniowieckiego[1], jesienią 1674 roku miał poprowadzić podjazd wojsk koronnych pod Kamieniec. Nie zdziałano tam wiele, jak wspomina rozżalony Drobysz Tuszyński małośmy tam ci sprawili, oprócz kilkaset bydła zajęła czeladź, z którego mało co się dostało na chorągwie, starszyna [większość] zabrała. Pamiętnikarz postanowił więc chyba wbić szpilę dowódcy swojego podjazdu, bo dalej tak oto opisał jego zachowanie:
A ten pan Silnicki miał taki zwyczaj, kiedy pachołcy na bandoletach ognia krzesali do tytoniu, a że który z nich w tym nieostrożnie strzelił, to go kazał za nogi uwiązać u ogona końskiego i pomiędzy wojskiem włóczyć na wznak położywszy.
Nader ostra to kara, ale też pamiętać trzeba, że podjazd zawędrował na terytorium zajęte przez Turków i takie nieostrożne zachowania mogły łatwo zwrócić uwagę przeciwnika. Pan Jan Florian ma dużo takich ciekawostek, muszę chyba częściej coś z jego pamiętnika wynotowywać.



[1] W tym okresie hetmana polnego koronnego. 

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Bernard M.D. - gawęda o jeździe polskiej


Nasz dobry irlandzki doktor opowie dzisiaj nieco o polskiej armii. Strasznie tam czasami miesza, niemniej jednak ciekawie wygląda wojsko koronne widziane z tej perspektywy. Na dobry początek jazda…

Podział armii, a w pierwszym rzędzie jazdy
Zanim przejdę dalej, powinienem zapoznać Waszą MIŁOŚĆ z podziałem polskiej armii i zaznaczyć, że złożona jest ona z różnego rodzaju żołnierzy: po pierwsze, z pospolitego ruszenia; po wtóre, z najemników; po trzecie, z oddziałów posiłkowych; po czwarte, z zaciężnych oddziałów kwarcianych; i po piąte, z ochotników.
Składa się zarówno z jazdy, jak i piechoty, tak z miejscowych, jak i cudzoziemców. Miejscowi w największej mierze tworzą jazdę czy kawalerię, która dzieli się na cztery rodzaje jeźdźców, i to wedle dwóch kategorii – po pierwsze, ciężkozbrojnych, po drugie, lekkozbrojnych. Pierwsi to „Hussartze”, którzy wraz ze swoimi końmi są odziani w zbroję, a drudzy „Towarzysze”, mający jedynie pancerz, hełm i obojczyk. I jedni, i drudzy to ludzie wybrani; a nazwa tych drugich pochodzi od polskiego słowa, które odpowiada angielskiemu companion.

Ciężkozbrojni
Pierwszy rodzaj uzbrojony jest w krótkie lance, szable i pistolety, drugi natomiast w muszkiety, łuki i strzały itd. Polacy zwą te krótkie lance kopiami, więc oddział, który ich używa, znany jest pod nazwą „Kopiynick”. Owe kopie mierzą około sześciu stóp i przywiązane są jedwabnymi sznurkami do nadgarstków jeźdźców. Kiedy ci ostatni zbliżą się do wroga, z całej siły rzucają weń lance, a jeśli nie trafią w jego ciało, natychmiast przyciągają lancę z powrotem do siebie za pomocą jedwabnego sznurka. Natomiast gdy kogoś już śmiertelnie zranią, wówczas zaraz zrywają sznurek i zostawiają lancę wbitą w ciało aż do czasu, kiedy mogą do niego podjechać i pozbawić je głowy dużą, dobrze zaostrzoną szablą, która zawsze wisi przy ich siodłach. Zarówno husarze, jak i towarzysze i ich konie wyglądają przerażająco z przypiętymi wszędzie skrzydłami bociana, żurawia, indora itd. Ich zbroje pokryte są skórami lampartów, tygrysów, niedźwiedzi, lwów itd. Wszystko to służy wywołaniu jeszcze większego przerażenia u wrogów. Większość tych kawalerzystów nosi także wielobarwne płaszcze, które często połyskują klejnotami, złotem i srebrem. Husarii jest w Polsce tylko pięć chorągwi, z których każda składa się z trzystu ludzi uzbrojonych od stóp do głów. W każdej chorągwi jest jeden porucznik i jeden chorąży czy trębacz posiadający specjalny rodzaj trąbki, zwanej kornetem[1]. Jedną z tych chorągwi sprowadził do swojego królestwa obecny król Francji[2] z zamiarem stworzenia takiej samej u siebie, ale ze względu na olbrzymie koszty i niezbyt dużą wartość bojową podczas ataku działami pomysł ten porzucił.

Lekka jazda
Lekka jazda jest również dwojakiego rodzaju i może być opancerzona lub nie. Pancerni noszą kolczugi, a ich nazwa różni się od tej spotykanej w innych krajach. Polacy zwą ich chorągwiami pancernymi, natomiast Litwini – petyhorcami; ci drudzy różnią się nieco od pierwszych pod względem wyposażenia. Są oni dużo liczniejsi zarówno od husarzy, jak i towarzyszy. Obydwa typy lekkiej jazdy tworzą odrębne chorągwie i nie wchodzą w skład żadnych większych oddziałów. W sumie liczą około 6 bądź 7 tysięcy ludzi, wszyscy są uzbrojeni w strzały i szable, mogą również, jeśli chcą, przypinać skrzydła i pióra. Ci, którzy nie mają pancerza, stanowią czwarty rodzaj jazdy i noszą tzw. burki, czyli szorstkie obojczyki okrywające szyje. Za broń służą im łuki, strzały i szable. Są oni najliczniejsi i stanowią główny trzon armii, którą Polacy obdarzają mianem wojska. Ich liczbę zawsze
określa sejm. Żaden z nich, jak również z pozostałych oddziałów, nigdy nie nosi uniformu, tak jak to się dzieje w innych krajach, ponieważ są oni polskimi panami. Gdyby byli lepiej zdyscyplinowani i opłacani, tworzyliby być może najznakomitszą kawalerię na świecie.



[1] W oryginale nasz dobry doktor zupełnie się zamieszał, co niestety w tłumaczeniu polskim także nie wyszło najlepiej: zapis to ‘one Korazy, or Trumpeter, with a particular sort of Trumpet, which they call Koronzy’.
[2] Ludwik XIV. 

sobota, 7 maja 2016

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XI


Z dużym zainteresowaniem przyjąłem wydanie w tym roku pracy Bartosza Głubisza Jazda kozacka w armii koronnej 1549-1696. Temat to wszak szalenie interesujący, do tego bardzo ambitny cel – opisanie formacji która była swoistym koniem roboczym armii koronnej. Co prawda nieco mnie zdziwiło zdanie na obwolucie, mówiące o tym że jazda kozacka walnie się przyczyniła do zwycięstw pod Kircholmem i Kłuszynem – pomyślałem jednak, że może to być tylko reklama ze strony wydawcy, nijak mająca się do treści. Spójrzmy więc co możemy znaleźć w samej pracy.

Oprócz wstępu i zakończenia, praca podzielona jest na trzy rozdziały (każdy liczący mniej więcej podobną ilość stron):
I. Pierwsze roty kozackie. Jazda kozacka w latach 1549-1579.
II. W cieniu husarii. Jazda kozacka w latach 1598-1647.
III. Kawaleria uniwersalna. Jazda pancerna w latach 1648-1696.
W każdym z nim możemy znaleźć podobne podrozdziały: Organizacja, Uzbrojenie, Skład społecznyu i narodowościowy, Finanse i sytuacja materialna żołnierzy, Udział jazdy kozackiej/pancernej w działaniach zbrojnych w wybranym okresie. Do tego w rozdziale trzecim mamy jeszcze „Przyczyny upadku jazdy pancernej pod koniec XVII wieku.

Tym razem zacznę jednak od końca, czyli kwestii bibliografii. Jest to o tyle ważne, że od razu pokazuje sposób w jaki do badań nad tematem podszedł autor. Na liście bibliograficznej mamy rozliczne źródła drukowane, jeszcze więcej opracowań (czasami dość zaskakujących, jak np. wiele prac popularno-naukowych z serii „Historyczne Bitwy”) za to w pozycji „starodruki” znajdziemy zaledwie dwie (sic!) pozycje, dotyczące zresztą tylko jednego konfliktu (powstań kozackich z okresu 1637-38). Porównajmy to teraz z buńczucznymi zapowiedziami autora, który we wstępie pisze o „kompleksowym obrazie jazdy kozackiej” i „wnikliwiej analizie wojskowości staropolskiej”, od razu możemy zacząć podejrzewać, że coś tu jest nie tak. Temat niezwykle obszerny, co najmniej na pracę doktorską czy habilitację (podczas gdy mamy do czynienia z pracą magisterką), napisany bez wizyt w archiwach? Żadnego studiowania dostępnych listów przypowiednich, komputów, rozlicznej korespondencji? Autor wspomina we wstępie o używaniu w swoich badaniach komputów, popisów wojska oraz akt wojskowo-skarbowych  -problem tylko, że korzystał wyłącznie z tych które już ktoś przed nim opracował i opublikował, brak tu więc jakiegokolwiek wkładu własnego.

Widać to zwłaszcza przy okazji – zupełnie jak dla mnie bezsensownego – publikowania obszernych fragmentów komputów, które jednak nic nie wnoszą do treści pracy. Chyba że mają służyć jako wypełniacz miejsca? Kilka przykładów:
- przy wyprawie mołdawskiej Zamoyskiego autor serwuje nam (oczywiście za artykułem opracowanym przez kogoś innego) listę pułków i wymienia wszystkie obecne tam chorągwie kozackie
- absolutnie kuriozalne to publikowanie na stronach 123-132 pełnego komputu na wojnę chocimską, który opracowali Z. Hundert i K. Żójdź (źródło to zresztą jest źle opisane w przypisie, gdzie autor zignorował Z. Hunderta jako jednego z redaktorów). Mamy więc wypis wszystkich pułków, włącznie z husarią, rajtarią czy piechotą. Po co to? Czemu to ma służyć?
- jeszcze gorzej jest w przypadku drugiego rozdziału, gdzie mamy wszystkie chorągwie kozackie pod Żółtymi Wodami i Korsuniem (str. 194-195), wszystkie z zaciągów wojewódzkich 1648 roku (str. 196-198), Beresteczkiem (205-209) czy Batohem (210-211). Totalne wodolejstwo, nic nie wnoszące do treści pracy.Aż się prosiło o jakąś analizę liczebności  jazdy kozackiej na tle innych formacji jazdy w armii: tak w przypadku całej armii jak i poszczególnych pułków. Zamiast tego mamy przydługi fragmenty przepisane z innych prac.

Co gorsza, autor nie zadał sobie trudu i nie próbował identyfikować oficerów jazdy, pozostawiając oryginalne zapisy jak ‘chorągiew pancerna jp. wojewody sandomierskiego” czy „chor. pancerna jp. podczaszego”. Podpowiem: spisy urzędników koronnych są dostępne, opracowano je lata temu i wydano drukiem, naprawdę można je znaleźć i wyjaśnić czytelnikom kim jest ów tajemniczy podczaszy w danym roku. Rozumiem jednak, że jak nie było tego w opracowaniu na którym oparł się autor, to już nie było sensu marnować na to czasu?

Autor w swej „wnikliwej analizie” pełnymi garściami czerpie od innych autorów, podając po prostu swoimi słowami to co inni napisali już przed nim. Klasyczny przykład to str. 63-66, gdzie dwanaście kolejnych przypisów odnosi się do  pracy M. Plewczyńskiego, czy też str. 103-105 z kolejnymi dwunastoma przypisami do innej pracy M. Plewczyńskiego.

We wstępie wspomniano o „kompleksowym obrazie”, nic więc dziwnego że autor stawia różne tezy dotyczące jazdy kozackiej. Przyjrzymy się niektórym, bo też są niezwykle ciekawe:
- dla okresu 1598-1647 jazda kozacka to według autor a tylko roty zaciężne służące  w armii koronnej, otrzymujące żołd, formowane sposobem towarzyskim, których dowódca wybierany był przez króla bądź hetmana wielkiego koronnego. Oznacza to więc, że np. chorągwie lisowczyków wchodzące w skład w armii koronnej (np. w czasie wojny o ujście Wisły) już nie były kozackimi? A co z chorągwiami powiatowymi czy pospolitym ruszeniem służącym po kozacku? Jazdą kozacką nie były też według takiej definicji chorągwie prywatne, nieprawdaż? Oj kłania się brak znajomości źródeł…
- lisowczycy to tu zupełnie odrębna formacja, a jednym z ich wyróżników jest poruszanie się komunikiem. Tak jakby oddziały kwarciane czy komputowe nigdy komunikiem nie maszerowały na wroga
- nie wiedzieć czemu autor upiera się, by całość jazdy kozackiej od 1648 roku nazywać jazdą pancerną. Ech, znów należy odesłać do źródeł, chociażby komputów i popisów armii, gdzie nazwa kozacy czy jazda kozacka występuję nagminnie
- według autora od 1647 roku jazda kozacka zaczęła ewoluować w kierunku formacji średniozbrojnej . Podstawą tej tezy nie jest jednak analiza listów przypowiednich czy źródeł ikonograficznych, a fakt wyodrębnienia w ramach jazdy kwarcianej dwóch chorągwi wołoskich. Dziwny tok rozumowania…
- z wojny o ujście Wisły autor wysnuwa wniosek, że jazda polska miała małą odporność na zmasowany ostrzał z broni strzeleckiej. Naprawdę, nie chcę się nad tym rozwodzić, bo czy jest sens?

Co do składu społeczno-narodowościowego chorągwi kozackich: dopóki autor może korzystać (dla XVI wieku) z pracy M. Plewczyńskiego wszystko jest w porządku, wszak badacz ten wszechstronnie zanalizował owo zagadnienia. W dwóch kolejnych rozdziałach mamy jednak na ten temat bardzo ogólne informacje, bez żadnej dogłębnej analizy. Autor nie podjął próby przeanalizowania rolli popisowej chociażby jednej  chorągwi kozackiej – znów kłania się podejście do źródeł.

Bardzo słabe są fragmenty dotyczące udziału jazdy kozackiej w działaniach bojowych. Oparte głównie o opracowania (np. „Historyczne Bitwy”), są bardzo pobieżne a i dobór starć dziwi. Przykład z mojego podwórka: z wojny o ujście Wisły mamy pierwszą fazę bitwy pod Trzcianą i walki pod Malborkiem w 1629 roku, do tego dwa zdania o podjazdach jazdy kozackiej w sierpniu i wrześniu 1626 roku, a także trzech chorągwiach kozackich pod Puckiem. A aż się prosi o działanie Moczarskiego w 1626 roku (chociaż pewnie według autora, jako że to chorągiew lisowczyków, to już nie jest to jazda kozacka), udział kozaków w operacji zakończonej tryumfem pod Hammerstein w 1627 czy „małą wojną” w 1628 roku. Powtórzę niczym popsuty zegar: wystarczyłoby poczytać więcej źródeł…

Uwaga do korektora i redaktora: w tekście można znaleźć nieco literówek, nie jest jednak ich zbyt wiele. Za to za stwierdzenie, że w 1626 roku w Prusach wylądował król Gustaw August to ktoś powinien się mocno zaczerwienić…  Polacy w Danii nie zdobyli Koldingu, a Koldyngę (jak się kiedyś pisało), ewentualnie Kolding.

Rozpisałem się chyba nawet za mocno, pora więc na podsumowanie.  Praca Jazda kozacka w armii koronnej 1549-1696 niestety mocno rozczarowuje. Jest to kompilacja różnego rodzaju opracowań, często już mocno nieaktualnych, bez oparcia się o ważne materiały źródłowe. Wbrew szumnym zapowiedziom nie jest gruntowana analiza. Być może gdyby autor ograniczył się raptem do jednego z trzech omawianych przez siebie okresów i wykonał porządną kwerendę, można by jego wysiłek jakoś docenić. Na dzień dzisiejszy jednak jest to rozczarowująca i raczej nieudana próba kompleksowego ujęcia historii jazdy kozackiej w armii koronnej.


Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to niestety lepiej odpuścić, w kierunku do zdecydowanie unikać.

czwartek, 29 listopada 2012

Gruby i niezwyczajny Rusin albo Mazur



6 marca 1673 roku Jan Sobieski, hetman wielki koronny i marszałek koronny, przedstawił projekt armii którą miałaby wystawić Korona przeciw Turcji. Zakładał zaciągnięcie aż 60 000 regularnego żołnierza, a jako że przeciwnikiem mieli być Turcy, proponował by połowa armii składała się z jazdy. Wśród 30 000 kawalerzystów husarzów przynajmniej 6000, a imby mogło być najwięcej, tym by lepiej było. Kolejne 3000 (podzielone na 30 chorągwi) miała stanowić lekka jazda. Reszta, czyli 21 000, to jazda pancerna, wszystkie jednak Pancerne [chorągwie] mają być z dzidami; dlaczego koniecznie im potrzeba podwyższyć cokolwiek żołdu. Niestety hetman był przeciwny wystawieniu mojej ulubionej formacji – na Rajtarów nie pozwalamy. Druga połowa proponowanej armii to piechota – 6000 dragonii i 24 000 piechurów (niemieckiej). Do tego Sobieski chciał wystawić 80 dział, a także odpowiedni korpus inżynieryjny potrzebny gdy Kamieniec odbierać potrzeba.
Hetman proponował uzupełnienie już istniejących chorągwi i regimentów, co w prosty sposób powiększyłoby liczebność armii. Zwłaszcza w przypadku pozostających na stanie regimentów, które miały niskie stany liczebne (były de facto jednostkami kadrowymi) tylko po półtrzecia albo po trzysta, procedura taka miała być w miarę prosta. Regimenty miały być nie tylko duplikowane, ale tryplikowane. W ten sposób stare wojsko miałoby osiągnąć stan 30 000 ludzi.
Ważną rolę w formowaniu armii miały odegrać zaciągi wojewódzkie. Tutaj znajdujemy niezwykle ciekawą sugestię hetmana: to bym jednak rozumiał, aby te Województwa, które są oddalone od Śląskich, Pomorskich i Pruskich granic, nie zaciągały piechot; bo gdzieżby to podobna w tak krótkim czasie z grubego i niezwyczajnego Rusina albo Mazura uczynić Niemca, a daleko bardziej dobrego i ćwiczonego żołnierza; gdyż te wszystkie piechoty życzę, aby manierą Niemiecką, nie Węgierską, był zaciągnione. 
Co ciekawe sejm przyjął projekt Sobieskiego i chociaż w części udało się go zrealizować. Armia komputowa została powiększona (tak przez zwiększanie istniejących jednostek jak i tworzenie nowych) z nieco ponad 16 000 starego wojska do 33 337 koni i porcji. Nie udało się jednak wystawić proponowanych przez hetmana 30 000 w wyprawach dymowych. Prof. Jan Wimmer ocenia że udało się wystawić ok. 10 000 ludzi w wyprawach dymowych. Jazda wystawiona była na sposób kozacki, acz z dzidami, piechota dymowa moderowana była na sposób niemiecki i części z niej użyto do zwiększenia (suplementowania) regimentów regularnych. Do tego możemy doliczyć ok. 1000 piechoty wybranieckiej, przeznaczonej do służby inżynieryjnej.