Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamachy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zamachy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 października 2018

15 mgnień (moskiewskiej) wiosny



Tydzień z wojnami Stefana Batorego zakończymy notatką szpiegowską. Jeżeli wierzyć polskim przekazom, w przededniu wyprawy pskowskiej w 1581 roku Iwan IV Groźny wysłał swoich szpiegów, by sabotowali polsko-litewskie przygotowania wojskowe , włącznie z zorganizowaniem zamachu na samego króla:
Powiedział i to, że [Iwan IV] rozesłał szpiegi, których jest w Litwie nie mało, którym rozkazał, aby tu szkodzili, skorno Król JMć odjedzie. W tym tygodniu kilku ich ścięto, którzy wyznali na mękach, że po odjeździe królewskim spalić Wilno chcieli a potem dróg takowych szukać, jakoby króla o gardło przyprawić. Powiedzieli i to, że ich 15 Kniaź wszystkich posłał. Gdziekolwiek są, ukryć się przecież nie będą mogli…
Historia niczym z powieści szpiegowskiej, gotowy scenariusz na jakieś opowiadanie czy film – walka XVI-wiecznego polskiego „kontrwywiadu” z grupą zamachowców.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Trucizna, sztylet, pistolet - cz. VII


Dawno nic nie pisałem o sir Francisie Walsinghamie i spiskom przeciw Elżbiecie I. O tzw. spisku Babingtona z 1586 roku – którego bezpośrednim następstwem było skazanie i egzekucja Marii Stuart – warto poczytać chociażby na Wiki, nie będę więc zajmował się szczegółami. Spiskowców ujęto i po krótkim procesie skazano na powieszenie, rozciąganie i ćwiartowanie. Znalazłem jednak ciekawą anegdotę dotyczącą spiskowców, ukazującą dobrze realia epoki. Kiedy jeden z głównych autorów spisku, jezuita John Ballard, wpadł w ręce ludzi Walsinghama, wśród jego towarzyszy wybuchła panika. Grupa przywódców spotkała się na pośpiesznie zwołanym zebraniu, z którego pochodzi ten oto znakomity dialog[1].
Anthony Babington: Ballard pochwycony, zdradzi wszystko [o spisku]! Cóż czynić?
John Savage: Nie ma innego wyjścia, jak tylko natychmiast ją [królową Elżbietę] zabić.
AB: Dobrze więc. Udasz się więc jutro na dwór i tam dokonasz tego czynu.
JS (wyraźnie zalękniony): Nie mogę… Mój strój... Nie jestem godnie przyodzian. W tym stroju nigdy nie dopuszczą mnie w pobliże królowej.
AB (wściekły): Maszi! (podaje mu pierścień ściągnięty z palca i mieszek z pieniędzmi) Do dzieła!
Niedługo po tym (jakże owocnym) spotkaniu, Babington w towarzystwie dwóch przyjaciół uciekł z Londynu. Ukrywał się w Middlesex, skróciwszy włosy i zabarwiwszy twarze wyciągiem z orzechów włoskich. Dziesięć dni później wpadli jednak w ręce ludzi królowej, a 20 września pierwsza grupa 5 spiskowców (w tym Babington. Ballard i Savage) stanęła na szafocie. Rozwścieczona Elżbieta I nakazała dodatkowe tortury w czasie egzekucji. Wywołało to jednak takie oburzenie widzów, że kiedy następnego dnia miała miejsce kaźń kolejnych 7 spiskowców, ukrócono ich męki już przez powieszenie. W październiku tegoż roku przed sądem stanęła Maria Stuart, a kat pozbawił ją życia przez ścięcie 8 lutego 1587 roku.




[1] Nieco ubarwiając, acz w oparciu o zeznania spiskowców -  za wspaniałą książką Roberta Hutchinsona „Elizabeth’s Spy Master” (London 2006). 

środa, 2 września 2015

Mission Impossible MDLXXXII


W czasie oblężenia Pskowa przez wojska króla Stefana Batorego dochodziło nie tylko do krwawych szturmów, ale i mniejszych potyczek czy różnego typu forteli. Dzisiaj chciałem przedstawić swoistą akcję specjalną, którą mieli przeprowadzić Polacy dowodzeni przez starszego nad armatą, Jana Ostromęckiego. Wymyślił on bowiem  - i przedstawił Janowi Zamoyskiemu – plan machiny piekielnej.
W skrzyni żelaznej umieścił 12 rur żelaznych, niezmiernie cienkich, żeby tem łatwiej pękały. W skrzynię te i w rury nasypał prochu, a na środku przytwierdził kurek z krzemieniem. Skrzynie tę mieli zapakować w inną drewnianą a kurek przywiązać dwoma sznurkami do spodu drewnianej i żelaznej skrzyni. Tym sposobem czy drewnianą czy żelazną skrzynię będzie chciał kto otworzyć, zawsze się proch zapali, wybuchu nastąpi i bliskich pozabija.
Ostromęcki uzyskał po długich namowach zgodę hetmana na użycie tego wynalazku, mając nadzieję, że w ten sposób uda się zniszczyć dowództwo moskiewskiej twierdzy. Namówił jednego z jeńców moskiewskich do udziału w spisku: przedstawił mu się jako Jan Moller, który niegdyś służyć carowi i który teraz chce wrócić na służbę moskiewską. Planuje więc oto zamach na Zamoyskiego, a owego jeńca wysyła do Pskowa ze skrzynią napełnioną wielkiemi kosztownościami, nakazując jednocześnie, by jej nie otwierano do jego przybycia. List o takiej samej treści napisał też do dowodzącego obroną Szujskiego. Według Heidensteina kilku bliskich współpracowników Szujskiego miało się pośpiesznie rzucić do otwierania skrzyni, w wyniku czego straszliwy wybuch nastąpił (…) wielu śmierć znalazło, a miedzy niemi Choroszczyn i Kossecki.
Według samych Moskwicinów w skrzyni znalazły się 24 samopały, jednak nie wystrzeliły gdyż skrzynię otworzyli ślusarze którzy rozbroili machinę piekielną.

Polskie czaty krążące wokół Pskowa doniosły jednak o jakieś eksplozji wewnątrz miasta, a obrońcy niedługo potem wystrzelili z murów strzałę z przymocowanym listem, w którym lżyli okrutnie samego Zamoyskiego jak i jego żołnierzy. Może więc faktycznie ‘przesyłka’ Ostromęckiego eksplodowała, zabijając nieco moskiewskich żołnierzy? 

środa, 18 lipca 2012

Trucizna, sztylet, pistolet - cz. VI

Kilka słów o zamachu o którym praktycznie nic nie wiem; jest to raczej moja prośba do Czytelników – a nuż ktoś wie coś więcej i zechce się podzielić? Na początku kwietnia 1667 roku Szczęsny Morsztyn w liście do Bogusława Radziwiłła wspomniał o próbie zamachu na króla Jana II Kazimierza. Podczas jednego z nabożeństw w Warszawie tylko przytomność eskorty uratowała władcę od ataku. Bezimienny zamachowiec uzbrojony w siekierkę  [może nadziak?] został zatrzymany przez rotmistrza Tadeusza Daniela Boubonombeka (z pochodzenia Persa): naprzód go Pers jedną ręką za pierś, drugą za siekierkę porwawszy odwiódł a scelere [od przestępstwa]. Delikwenta przejęli potem drabanci królewscy i porwali na wartę. Jak więc widać nie posiadam zbyt wiele informacji – kim był zamachowiec, czemu chciał zaatakować króla, jak zakończyła się ta cała afera… Jeżeli ktoś z Was wie coś więcej na ten temat, zapraszam do komentowania.

wtorek, 24 stycznia 2012

Trucizna, sztylet, pistolet - cz. V

Nie jesteśmy w stanie doliczyć się ile razy próbowano dokonać zamachu na królową Elżbietę I. Duża w tym zasługa ‘uberszpiega’ sir Francisa Walsinghama, który przy pomocy rozgałęzionej siatki szpiegów, agentów i prowokatorów likwidował spiski zanim miały one szanse na realizacje. W źródłach możemy jednak znaleźć informacje, jakimi to metodami planowano zgładzić władczynię, poniżej kilka co lepszych przykładów:
- wysadzenie za pomocą beczek z prochem – zapewne chodzi o jakąś machinę piekielną, nie zachowały się jednak szczegóły
- zatrucie królewskiej pościeli
- zatrucie królewskich mebli – ta i powyższa metoda miała zadziałać poprzez wystawienie Elżbiety na długotrwałe działanie trucizny
- zatrucie buta lub strzemiona – to jak sądzę miało zadziałać natychmiastowo
- metodą na Księcia Orańskiego – czyli zastrzelona
- inne italskie wynalazki – to intrygujące i mocno enigmatyczne, być może chodzi jakąś formę trucizny?
Nie zdziwiłbym się, gdyby nie była to wyczerpująca lista...

niedziela, 9 października 2011

Trucizna, sztylet, pistolet - cz. IV

Elżbieta I miała szczęście w nieszczęściu do niedoszłych zamachowców. Nieszczęściem był fakt, że katoliccy spiskowcy (rodzimi i zagraniczni) próbowali pozbyć się władczyni, mając nadzieję, że jej śmierć pozwoli na powrót Anglii w obręb wpływów Rzymu. Szczęściem królowej był sir Francis Walsingham, szef jej wywiadu, kontrwywiadu i tajnej policji, który za pomocą szerokiej sieci szpiegów (Kit Marlowe anyone?) dusił wszelkie spiski w zarodku. Dziś opowiastka o niedoszłym zamachu na Elżbietę, który skończył się na fazie planowania – czy raczej chwalenia się planowaniem – ale miał nader niemiłe skutki dla kilku gentelmanów.
Szlachcic z Warwickshire, niejaki Somerville (lub Somerfield) w gronie znajomych podał pomysł, ze uda się do Londynu i zastrzeli królową podczas jej przejażdżki konnej. Miał on zamiar podjechać do królowej i zastrzelić ją z swojego dagga (pistoletu). Chwaląc się pomysłem miał też powiedzieć, że ma nadzieję ujrzeć głowę królowej nabitą na pikę, jest ona albowiem wężem i żmiją [nie był chyba najlepszym ofiologiem). Jak się zdaje niedoszły zamachowiec nie miał zbyt równo pod sufitem, przechwalając się pomysłem w dosyć szerokim gronie. Jakiś usłużny doniósł o całej aferze jednemu z psów gończych sir Francisa i szlachcic, a na dokładkę jego teść a także kapelan, trafili do lochu. W trybie przyśpieszonym skazano ich na karę śmierci. Sommervile/Somerfield jednak na szafot nie trafił, znaleziono go bowiem powieszonego w celi. Co prawda zarzekał się wcześniej, że pomysł był wyłącznie jego autorstwa i że nie reprezentował większej grupy, jeden z agentów Walsinghama podał teorię, że to nieznani wspólnicy Sommervile’a pozbyli się go w obawie przed wsypą. Cała ta afera okazała się więc w sumie nader tragiczną farsą…

sobota, 2 lipca 2011

Trucizna, sztylet, pistolet - cz. III

Wilhelm I Orański szczęśliwie przeżył zamach w 1582 roku:
jednak dwa lata później fortuna odwróciła się od niego – 10 lipca 1584 roku padł ofiarą kolejnego, tym razem śmiercionośnego zamachu. Balthasar Gérard, znany w środowisku księcia pod przybranym nazwiskiem Francois Guyon, podszedł do Wilhelma rozmawiającego z kilkoma oficerami, po czym wyciągnął pistolet i wystrzelił. Zamachowiec wyciągnął wnioski z nieudanej próby sprzed dwóch lat, naładował bowiem pistolet aż trzema kulami. Dwie z nich przeszyły ciało księcia, trzecia utknęła w piersi. Wilhelm zmarł kilka minut później…
Gérard próbował uciec z miejsca zamachu, ścigany przez oficerów i gości księcia. Legenda głosi że miał na sobie improwizowane koło ratunkowe ze świńskiego pęcherza – zamierzał bowiem skoczyć do zamkowej wieży i przeprawiwszy się uciec konno. Ucieczkę udaremnili jednak przyboczni Wilhelma, którzy zaczęli brutalne przesłuchanie zamachowca. Ten miał powiedzieć, że nie jest zdrajcą, lecz lojalnym sługą swego władcy, króla Hiszpanii.  W toku dalszego przesłuchania Gérard uderzył nawet w ton biblijny, twierdząc że niczym Dawid zabił Goliata. W czasie śledztwa nie wydał żadnego współtowarzysza, twierdząc że działał samodzielnie. W świetle badań nie wydaje się to jednak możliwe – Gérard został umiejętnie wprowadzony w środowisko niderlandzkiej ‘służby wywiadowczej’, został przez swych mocodawców (hiszpańskich) wyposażony w odpowiednie dokumenty wskazujące, że jest lojalnym protestantem i idealnym kandydatem na niderlandzkiego szpiega na terenach zajętych przez Hiszpanów.
Nie udało się więc uzyskać od niego żadnych informacji mogących obciążyć Hiszpanów, postanowiono jednak ukarać go nader przykładnie. Oddajmy głos naocznemu świadkowi tej trwającej cztery dni (sic!) egzekucji:
Pierwszego dnia poddano go na rynku torturze Strappado [ręce Gérarda związano z tyłu, po czym podciągano go w takiej pozycji na belce – tortura ta była niezwykle bolesna, doprowadzając do wyłamania rąk ze stawów]. Drugiego dnia biczowano go i [rany] solono, odcięto mu też prawą dłoń. Trzeciego dnia rozcięto mu skórę na piersi i [ranę] solono, po czym odcięto mu lewą dłoń. Ostatniego dnia kaźni przywiązano go nago do dwóch pali, tak że nie mógł się ruszać. [teraz następuję drastyczny opis wyrywania fragmentów ciała Gérarda za pomocą rozgrzanych do czerwoności obcęgów…] Po czym odwiązano go od pali, położono na ziemi i tam przywiązano do czterech palików. Następnie, wciąż w jego przytomności, otwarto mu brzuch i wyciągnięto wnętrzności i podsunięto mu je pod oblicze, po czym poćwiartowano go.
Straszliwie pokazowa kara…



niedziela, 19 czerwca 2011

Trucizna, sztylet, pistolet - cz. II

Wilhelm I Orański (1533-1584), znany pod przydomkiem Cichy, Milczący lub Milczek (zależy jak przetłumaczymy), jako przywódca niderlandzki w czasie wojny z Hiszpanią był niezwykle narażony na zamachy ze strony przeciwników politycznych. Książę zginął w 1584 roku z ręki katolickiego zamachowca, jednak o tym napiszę kiedy indziej, dziś za to opis zamachu z 1582 roku, mającego miejsce w Antwerpii.
W niedzielę 18 marca 1582 roku, po porannych modłach, książę w otoczeniu licznej świty udał się do swojej rezydencji . Po wystawnym obiedzie, na cześć przebywającego u niego z gościną duka de Anjou, Wilhelm udał się na chwilę do pokoju gdzie miał się spotkać z petentem, który zwrócił się do niego z osobistą prośbą. Petentem tym był osiemnastoletni Jean Jauregay, który jednak zamiast listu czy pisemnej prośby, wymierzył w księcia pistolet i wystrzelił (co widać na rycinie). Młodzieniec przesadził jednak z ładunkiem prochu, pistolet bowiem eksplodował mu w ręku, urywając kciuk. Kula przeszyła jednak szyję księcia tuż pod szczęką, przeszła przez usta (nie uszkadzając jednak ani zębów ani języka) po czym wyszła przez policzek. Na domiar nieszczęścia broda i włosy Wilhelma zajęły się ogniem. Książę przeżył ten zamach, jednak rekonwalescencja była długotrwała, lekarze przez wiele miesięcy zabraniali mu mówić, więc w kontaktach ze współpracownikami musiał korzystać z formy pisanej.
Zszokowany Jauregay nie miał szansy na ucieczkę, został zmasakrowany przez niderlandzkich szlachciców goszczących u księcia. Niedługo potem jego ciało zostało poćwiartowane i w kawałkach wystawione na pokaz w różnych dzielnicach Antwerpii. Żmudne śledztwo wykazało, że Jauregay został namówiony do zamachu przez hiszpańskiego agenta, Gaspara de Anastro, u którego pracował jako skryba. De Anastro był kupcem operujący w Antwerpii, zdołał on jednak uciec przed niderlandzkimi śledczymi, faktycznie opuszczając miasto kilka dni przed zamachem. W  ręce  Holendrów wpadł jednak   sekretarz agenta, Antonio de Venero, który znał szczegóły spisku. Wraz z nim aresztowano Antonina Temmermana, jezuitę który w przeddzień zamachu wyspowiadał Jauregaya i  udzielił mu rozgrzeszenia. Tak de Venero jak i Temmerman po długich przesłuchaniach i torturach zostali skazani na karę śmierci, którą wykonano 28 marca 1582 roku. Książę Wilhelm wydał jednak polecenie, by egzekucję przeprowadzono szybko, nie zadając im dodatkowych cierpień. Skazańców przywiązano więc do pali na miejskim szafocie, po czym kat podciął im gardła, a ich ciała zostały poćwiartowane i wystawione na widok publiczny na bramach miejskich. Miały wisieć tam, jako groźne memento, aż do zdobycia miasta przez Hiszpanów trzy lata później. 

sobota, 11 czerwca 2011

Trucizna, sztylet, pistolet - cz. I

W nowym cyklu, o dosyć złowieszczym tytule, chciałbym się przyjrzeć słynnym zamachom, których ofiarami padały osobistości XVI i XVII-wiecznej Europy.  W każdym wpisie będę się starał pokazać rycinę z epoki, ukazującą zamach, a także pokrótce wspomnieć kto, kogo i z jakim skutkiem atakował. O ile to możliwe, postaram się także napisać coś o losie zamachowca/zamachowców.
Jako pierwszego witamy Franciszka de Guise (może dokładniej - François Ier de Lorraine, 2e duc de Guise), francuskiego polityka i żołnierza. Pochodzący z katolickiej rodziny, odegrał bardzo ważną rolę w początkowej fazie wojen religijnych, które wstrząsnęły Francją w drugiej połowie XVI wieku. De Guise walczył przeciw hugenotom i to z ich ręki miał odnieść śmiertelną ranę. 18 lutego 1563 roku, w obozie nieopodal Orleanu, Franciszek  został postrzelony przez Jeana de Poltrot de Mere, szlachcica udającego dezertera z armii hugenockiej. Na rycinie z epoki widzimy jak miał wyglądać zamach. Ciężko ranny de Guise zmarł sześć dni później, w odejściu do Krainy Wiecznych Łowów mieli mu pomóc lekarze, którzy zbyt radośnie zajęli się upuszczaniem krwi z pacjenta. Hugenocki zamachowiec nie przeżył zbyt długo swej ofiary. Złapany już dzień po zamachu, po procesie został skazany na śmierć przez utopienie i rozerwanie końmi. Kaźń odbyła się 18 marca i nie do końca przebiegła zgodnie z planem. Koniom nie udało się rozerwać skazańca, kaci musieli więc go poćwiartować mieczami.