Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacje nuncjuszy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacje nuncjuszy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 grudnia 2019

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XXVII



Dziś w kąciku recenzji praca na której wydanie czekałem z dużą niecierpliwością. To Krzyż i karabela. Polityka zagraniczna Rzeczypospolitej Obojga Narodów w ocenie dyplomacji papieskiej w latach 1623-1635, autorstwa Pawła Dudy. Mój ulubiony okres historyczny czyli panowanie Zygmunta III, do tego liczne konflikty z udziałem wojsk Rzplitej, a wszystko to opisane z punktu widzenia nuncjuszy apostolskich w Koronie. W latach 1623-1644 papieżem był Urban VIII (Maffeo Barberini), a jego pontyfikat przypadał na okres ciągłych konfliktów europejskich. Nic więc dziwnego, że nuncjusze odgrywali ważną rolę zarówno jako posłowie, mediatorzy jak i źródło informacji na temat zewnętrznej i wewnętrznej polityki kraju w którym przyszło im rezydować.
Książka obejmuje okres rezydentury pięciu nuncjuszy: w Polsce de Torresa, Lancellottiego, Santa Croce, Viscontiego i Flonardiego.  Praca podzielona jest na cztery rozdziały:

1 - obejmuje okres 1623-1625, przybliżając sytuację polityczną walk Rzplitej ze Szwecją w Inflantach, a także aspektów Wojny Trzydziestoletniej  i próby zawiązania koalicji antytureckiej.
2 – to okres 1625-1629, gdzie opis koncentruje się na konflikcie ze Szwecją, sojuszem polsko-habsburskim i kolejnymi fazami Wojny Trzydziestoletniej.
3 – przybliża znów krótszy okres, czyli 1629-1632. Mamy tu min. wybuch otwartego konfliktu Szwecji z Habsburgami, próby zachęcenia Zygmunta III do większego poparcia obozu katolickiego w Rzeszy, a także zawiązanie sojuszu szwedzko-moskiewskiego. Rozdział ten przynosi zmianę na tronie Rzplitej, gdzie po śmierci Zygmunta III rozpoczyna panowanie Władysław IV.
4 – w ostatnim rozdziale autor przybliża działania dyplomacji papieskiej w czasie pierwszych lat panowania Władysława IV (1633-1635). Mimo że dotyczy to relatywnie krótkiego okresu, Rzplita była zaangażowana w wiele konfliktów: wojnę smoleńską, starcia z Turcją a wreszcie „wojny” ze Szwecją w 1635 roku.

Praca ma bardzo przejrzystą konstrukcję, dzięki czemu czytelnik może z łatwością śledzić rozwój sytuacji czy danego konfliktu. Ogromnym plusem jest obszerne wykorzystanie zasobów źródłowych, w oparciu o bogate zbiory korespondencji nuncjuszy, przechowywane w Archiwum Watykańskim.  Mimo że autor często cytuje listy, podając ich oryginalny zapis, każdy fragment jest przez niego przetłumaczony w przepisach, ogromnie ułatwiając lekturę. W kolejnych rozdziałach widzimy rozległą sieć łączności pomiędzy Rzymem i papieskimi nuncjuszami, rezydującymi w różnych krajach katolickich a także próby wpływania na politykę europejską.  Wspomniana już powyżej korespondencja jest źródłem niezwykle cennych informacji: od przebiegu kampanii i wyników bitew, przez spory wewnętrzne w Polsce aż po kwestię sukcesji Zygmunta III. Pozwala to spojrzeć na okres 1623-1635 w nieco innym świetle, zwłaszcza w kontekście roli Rzymu i jego przedstawicieli w kształtowaniu sytuacji w Rzplitej.  Osobiście najbardziej zainteresował mnie okres wojny o ujście Wisły i tego jak był on postrzegany przez nuncjuszy w Polsce, Cesarstwie i Hiszpanii,  przynosząc kolejne źródła dotyczące tego konfliktu.  Przyznam szczerze, że nie jestem w stanie do niczego się w tej pracy ‘przyczepić’ . Jest napisana bardzo sprawnie, w oparciu o niezwykle obszerną bazę bibliograficzną, opisując okres który jest mi szczególnie bliski. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że autor nie spocznie na laurach i w przyszłości będziemy mieli okazję zapoznać się z kolejnymi pracami o podobnej tematyce.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to jak dla mnie trzeba mieć. Bardzo interesująca praca, która powinna przypaść do gustu wszystkim zainteresowanym panowaniem Zygmunta III i Władysława IV czy wpływem dyplomacji papieskiej na zewnętrzne i wewnętrzne sprawy Rzplitej.  Opisywany okres czyli lata 1623-1635, ukazany jest z bardzo ciekawej perspektywy, prezentując nieco inne spojrzenie i mechanizmy polityczne. 

wtorek, 30 kwietnia 2019

Zastawszy jednych pijanych, drugich bez żadnej ostrożności stojących



6 września 1689 roku turecko-tatarska załoga Kamieńca Podolskiego dokonała zaskakującego wypadu, atakując oblegające oddziały polsko-litewskie. Atak miał wypaść na Litwinów, którzy ponieśli spore straty. Znalazłem dwie relacje dotyczące tego wydarzenia, które zresztą miało być przyczynkiem do zwinięcia oblężenia.

Jako pierwsza notka z listu nuncjusza papieskiego Giacomo Cantelmo, datowana na 13 września i napisana we Lwowie:
Rano 6 dnia tego miesiąca część załogi wypadła na Litwinów strzegących przykopów, i zastawszy jednych pijanych, drugich bez żadnej ostrożności stojących, ośmudziesiąt trupem położyła, między którymi dowodzącego podpułkownika, któremu głowę ucięto, wielu strąciła ze skały, niemało zabrała w niewolę, resztę przymusiła do ucieczki. Zrzucono także ze skały sześć dział, które potem wprowadzono do twierdzy z wielką liczbą broni ręcznej zostawionej przez zbiegów na pobojowisku.
W tymże samy czasie Tatarzy lipkowscy zrobili drugą wycieczkę. Uderzywszy na dwie kompanie na forpocztach stojące, wielkie w nich sprawili zamieszanie, ale gdy nadbiegło dwudziestu towarzyszów, zostali odparci ze stratą kilkudziesięciu zabitych i wziętych w niewolą, między którymi jeden ze starszych zeznał, że załoga nie przechodziła dwóch tysięcy, tak piechoty jak jazdy, ale gotowych zginąć raczej, niżeli się poddać.

Autorem drugiej relacji jest sam hetman wielki koronny Stanisław Jabłonowski, który tak pisał do króla Jana III Sobieskiego, w liście datowanym na 7 września:
Wczora z rana o dziesiątej sprowadziłem Jchmciów Panów hetmanów i pułkowników do rady co dalej czynić, jeno co propozycją uczyniłem, aż przybiegają dając znać, że wycieczka (a pierwszy to raz dopiero była) na szańce wojska WXL wypadła i ze szańców żołdaci ustępują, wpadliśmy na konie, ale już się byli rejterowali nimeśmy przybiegli. Piesza to była wycieczka, nie było ni jednego konnego między nimi. Uczyni szkodę, bo zabili Pana oberszterlejtnanta JMPana w[ojewo]dy wileńskiego[1] [Władysława?] Judyckiego, kapitanlejtnanta jegoż i kapitana, żołdatów kilkadziesiąt i dział polnych małych kilka wzięli.
W tenże czas właśnie wypadli Lipkowie, których było sto koni, na tę kwaterę od Ruskiej Bramy, gdzie Pan [Krzysztof] Łasko[2] stoi z dwudziestą chorągwi przy Panu [Wacławie Wilhelmie] Dobczycu generale[3]. Ale ich nasi wsparli zaraz i w plecy im pistolety wkładli. Porwali znacznego Lipkę, niejakiego Mikołajowicza, który że był postrzelony z tyłu w pół, dziś w nocy umarł.

Jak widać nuncjusz dysponował bardzo dobrymi źródłami informacji, nic zresztą dziwnego – Stolica Apostolska była bardzo zainteresowana przebiegiem polskich kampanii w tym okresie.



[1] Kazimierz Jan Sapieha.
[2] Rotmistrz koronnej chorągwi pancernej, liczącej w tym czasie 115 koni.
[3] Miał w owym czasie w kompucie koronnym liczący 360 porcji regiment piechoty cudzoziemskiej.

czwartek, 2 listopada 2017

Polacy z postępem czasu ugłaskani


Cytowałem kiedyś fragmenty relacji nuncjusza Ruggieri, dotyczące potencjału militarnego państwa rządzone przez Zygmunta Augusta. Był tam i fragment o wadach i zaletach Polaków, tym razem chciałbym zamieścić większy kawałek z tej rewelacji.  Zobaczmy ile z jego obserwacji przetrwało próbę czasy. Monsignore, prosimy...


poniedziałek, 16 października 2017

Zamierzając się pięścią chciał mu wyciąć policzek


W czasie obrad XVII-wiecznego sejmu i senatu Rzplitej nierzadko dochodziło do utarczek słownych między posłami i senatorami, czasami brano się jednak dosyć dosłownie „za łby”. Taki  oto przypadek z kwietnia 1689 roku przytoczył w swoim liście nuncjusz papieski Jacob Cantelmi:
Tymczasem król siedział na tronie, cały senat był w izbie, gdzie odnowiły się wzajemne przycinki pomiędzy posłami koronnymi i litewskimi, do których przyczyniali się także senatorowie, a w szczególności biskup wileński (Konstanty Brzostowski), który słysząc że jeden z Litwinów (Dąbrowski) nazwał posłem królewskim kogoś (Grothusa kasztelana żmudzkiego) krzątającego się po izbie, ostro zgromił rzeczonego Litwina, nazywając go, jak mówią, skurwysynem, na co gdy ten zuchwale i podobnym wyrazem odpowiedział, przybiegło wielu w pomoc biskupowi, między innymi wojewoda malborski[1] przyskoczył do posła litewskiego i zamierzając się pięścią chciał mu wyciąć policzek. Nie przyszło wprawdzie do tego, dzięki kardynałowi prymasowi[2], który mających rzucić się na siebie rozbroił, ale wszyscy porwali się do szabel i cudem stało się, że nie przyszło do krwi rozlewu.



[1] Ernest Denhoff.   
[2] Michał Stefan Radziejowski. 

środa, 15 lutego 2017

Ludzie waleczni i nieustraszeni


Kardynał Hipolit Aldobrandini, który w latach 1588-1589 odbył z ramienia papieskiego poselstwo do Polski, pozostawił po sobie ciekawy opis tej wizyty. Można tam znaleźć bardzo interesujący opis oddziału jazdy, spotkanego w lipcu w okolicach Krakowa:

Spotkaliśmy potem znaczny oddział jazdy tatarskiej, złożony z ludzi walecznych i nieustraszonych, i w rzeczy samej widać im było z twarzy że takimi byli. Mieli u boku szablę, na barkach zawieszone łuki i sajdaki, broń której zwyczajnie używają, gdy w rozsypce ucierają się z nieprzyjacielem. Byli z resztą przystojnie ubrani, wielu z materyą jedwabną ze skrzydłami na plecach dla straszenia koni, gdy wpadną w szeregi nieprzyjacielskie, i które im służą także za obronę od cięcia pałaszem.

Oddział ten poprzedzał dworzan królewskich i liczne poczty magnackie. Kim jednak byli owi skrzydlaci jeźdźcy? Skrzydła skonfundowały redaktorów wydających w 1864 roku relacje nuncjuszów papieskich, jeden z nich dodał bowiem przypis, że zapewne nie chodzi i o Tatarów a husarzy. Brak jednak wzmianki o kopiach, które były tak charakterystyczne dla ‘skrzydlatych jeźdźców’. To że oddział prowadził kolumnadę dworzan i pocztów prywatnych może wskazywać, że byli to królewscy Kozacy-Tatarzy, których dla okazji przybrano w skrzydła. Mógł to być też jeden z oddziałów prywatnych, których sponsor nie skąpił pieniędzy na barwne ozdoby. Wizerunki lekkich jeźdźców ze skrzydłami znamy przecież chociażby z holenderskiej relacji z 1627 roku. Tak czy inaczej, chorągiew na pewno zrobiła wrażenie...  

środa, 8 lutego 2017

Halabardnicy zwani także drabantami


Wspomniany już kiedyś na blogu opat Ruggieri pozostawił nam bardzo ciekawy opis dotyczący gwardii nadwornej Zygmunta Augusta.  Aż dziw bierze, że tego wcześniej nie zamieściłem, pora więc naprawić to niedopatrzenie:
Jest prócz tego[1]dwiestu żołnierzów płatnych po cztery złote na kwartał do pilnowania wozów królewskich, których bez liku, bo król ma zwyczaj wozić ze sobą swe klejnoty, suknie i mnóstwo innych rzeczy. Za straż przyboczną ma stu pięćdziesięciu halabardników zwanych także drabantami, a mają [żołdu] złoty na tydzień, a oprócz tego 20 [złotych] na rok, odziewani są dwa razy w do roku, w drodze towarzysząc królowi biorą konie ze stajni królewskiej, nawet dają im buty i ostrogi.
To ‘podragonienie’ drabantów będzie się zdarzało i później, do tego stopnia że Zygmunt III i Władysław IV będą mieli swoich rajtarów-drabantów. Co ciekawe, zachował się wizerunek halabardników Zygmunta Augusta: widzimy ich w lewym dolnym rogu ryciny z 1570 roku.



[1] Wstępna część opisu, która pomijam, dotyczy dworzan i paziów. 

wtorek, 1 marca 2016

Hajduk toruński sztuk 100


Wczoraj obiecałem jeszcze jedno ciekawe znalezisko, pora więc na krótki wpis. Od pewnego czasu mam ogromną przyjemność korespondować z doktorem Pawłem Dudą z Uniwersytetu Śląskiego[1], polecam Czytelnikom artykuły jego autorstwa bo też warte są uwagi, zwłaszcza jeżeli ktoś interesuje się wojną 1626-1629. Z naukowych wojaży po Italii otrzymałem od dra Dudy (raczej jeszcze wielkie dzięki!) wspaniały materiał źródłowy, dotyczący oblężenia Torunia przez Szwedów w 1629 roku. Ówczesny nuncjusz papieski w Polsce, Antonio Santacroce (Santa Croce) wspomina w jednym ze swoich listów o oblężeniu miasta.  Nuncjusz znacznie zawyżył liczebność sił szwedzkich, opisując je jako 3 tysiące piechoty i 6 tysięcy jazdy, nie dziwi jednak że ‘strach miał wielkie oczy’ po klęsce wojsk koronnych pod Górznem. Co przykuło moją uwagę to informacja o siłach garnizonu Torunia. Santacroce podał ją jako 600 Niemców (Alemani), 100 hajduków (Aiduchi) a także (nieznana liczba) uzbrojonych mieszczan.  Jest to pierwsza wzmianka o hajdukach w składzie garnizonu; co ciekawe, mogłoby to wskazywać na obecność chorągwi koronnej, bo jest mało prawdopodobne by mieszczanie zaciągali taki rodzaj piechoty. Żadne ze znanych mi źródeł nie wspomina do tej pory o rozmieszczeniu takiego oddziału w Toruniu[2], jest to jednak – jak widać – kierunek który warto zbadać. Ile takich wątków, do tej pory nieznanych, może spoczywać po archiwach w Europie? Aż strach się bać…




[1] Kłaniam się nisko czapką służbową z czaplim piórkiem!
[2] O czym wspominałem tutaj - http://kadrinazi.blogspot.co.uk/2015/12/kacik-polemiki-odsona-i.html

czwartek, 26 lutego 2015

Łóżkowe zwyczaje króla


Wczoraj mieliśmy kolejną rocznicę zwycięstwa Władysława IV w wojnie smoleńskiej, jakoś na blogu nic się o tym nie pojawiło. Pisałem jednak o tym  konflikcie sporo, można też wiele ciekawych wpisów znaleźć na poświęconym owemu tryumfowi Rzplitej blogu Tomka Rejfa (pozdrawiam!). Wrzucę więc dzisiaj coś lżejszego, wiążącego się jednak zarówno z władcą jak i z tą wojną.
Nuncjusz papieski Visconti tak miał oto napisać o zwyczajach króla Władysława IV:
Z zadziwieniem dodać muszę, że od wielu lat król inaczej nie jada, jeno w łóżku, czyli raczej nie wstaje z łóżka, aż po obiedzie, do czego tak przywykł, że nie mógł się pozbyć tego nałogu, lub potrzeby wtenczas nawet, kiedy Polacy uważali w tem przeszkodę do osiągnięcia tronu. Mówią także, że w czasie ostatniej wojny pod Smoleńskiem, gdzie sam ważniejszemi kierował obrotami, gdy znużony po bezsennie przepędzonej nocy, lub zaledwie trochę przespawszy się w powozie, mógł powrócić do namiotu na obiad, żadnej nie wziął do ust potrawy, póki go nie rozebrano i w łóżku nie położono.
W momencie objęcia tronu Władysław miał 37 lat, jak widać „podłapał” w międzyczasie dziwne zwyczaje. Swoją drogą ciekawie by to wyglądało, jakby król wyruszył w 1646 roku na wojnę turecką – trzeba by pewnie w taborze transportować nieliche łoże, żeby biedaczyna nie głodował.


piątek, 17 grudnia 2010

Polacy zawsze są ochoczy do woyny, w boiu niewypowiedzenie gorący i waleczni

W 1568 roku opat Giulio Ruggieri, nuncjusz papieża Piusa IV na dworze polskim, złożył swemu zwierzchnikowi bardzo interesującą Relacye o stanie Polski. Nuncjusz opisał kraj, ludzi, polskiego monarchę oraz siły zbrojne na jakie mógł liczyć polski władca. Wśród wielu ciekawych uwag czytamy np. w czasie woyny [są Polacy] wytrwali i mężni, urodziwego wzrostu, żyią długo i  dłużej jeszcze żyliby gdyby obżarstwo i piaństwo nietargało sił ich. Wychylać kielichy bez miary, znakiem jest dobrego wychowania, powściągać się od nich znakiem nieszczerości i grubiaństwa. Jak więc widzimy, pewne rzeczy, mimo upływu stuleci, nie ulegają zmianie…
Ja jednak wszak nie o tym chciałem pisać, miast tego skupię się na części relacji opisującej potencjał militarny kraju. Piękna to bowiem laurka a i ciekawe informacje o rumakach naszych kawalerzystów możemy tu znaleźć. Jak rasowy szpie… znaczy się dyplomata, nuncjusz zanotował wiele ciekawych szczegółów.  Monsignore Ruggi, prego…
Każdy szlachcic obowiązanym iest służyć na woynie. Woiewodowie są wodzami szlachty Woiewództwa swego. Odprawiają oni popisy, ściągać się powinni na pospolite ruszenie kiedy tylko Króla rozkaże. Ciężko iest dociec, do iakiey liczby iazda ta wynosi, powinnoby ich być 200 000, lecz że wszyscy niestaią, że szlachta pod zwierzchnictwem Biskupoów będąca nie zwykła wychodzić, liczyć można konnicy [polskiego] pospolitego ruszenia na 100 000, Litwa przystawić może 70 000, Inflanty iak nowo przybyłe nieściągaią się ieszcze.
Od liczby woyska, idąc do zalet onego, powiem, że Polacy zawsze są ochoczy do woyny wierni swym Królom, w boiu niewypowiedzenie gorący i waleczni: zaprawili się w przeszłych latach, na woynach z Niemcami, Wołochami, Moskalami, Węgrami i Turkami. Widzieliśmy że 3000 Polaków będących na żołdzie Cesarza Karola V w Austrii złamali i znieśli 13 000 Turków.
Konie Polskie, acz niezbyt rosłe, są pełne ognia, prędsze nad konie Tureckie, a nierównie piękniejsze i zwinniejsze iak konie Niemieckie. Konie Litewskie nierównie są pośledniejsze od Polskich tak dalece że 4 konie Polskie warte są 20 Litewskich. Nie są one bynaymniey ujeżdzone w konnicach, nieznaią Polacy uieżdzayców z professyi, maią ich tylko niektórzy wielcy Panowie. Króla ma trzech lub czterech Włochów do tego. Za szczególność i to uważać należy, że uieżdzają konie, umyślnie dla pijanych [sic!] uczą ie, jak drapać się na przykre skały, na schody nawet, latać w górę i na dół, i tysiąc podobnych szaleństw.
Cała ta Jazda, dzieli się na poważną i cieszką Hussarów, i na lżejszą kozakami zwanych. Żaden kray tyle iazdy wystawić nie może, nayprzód że tu pospolite ruszenie darmo staie, a gdzie indziey żołnierz płatnym być musi, powtóre, żaden kray nie ma tyle pastwik i tyle konie wychować nie może.
Ma Król Polski liczną Artyleryę z dział różnego gatunku, między temi niektóre niesłychaney wielkości: twierdze atoli w małey są liczbie. W Prusiech Malborg, dość mocny, Gdańsk i Elblong: w Polszcze Kazimierz liczy się za mocny, Lwów także dobrą iest twierdzą, w Litwie na granicach Moskiewskich są zamki drewniane opasane wałami. Tikocin utwierdzony iest także, tam się chowają pieniądze, klejnoty i inne drogie skarby. W Inflanciech więcey iest zamków mocnych. Król w tych wszystkich zamkach chowa załogi, lecz niemość liczne, by długo się oprzeć.
Powymierali wprawdzie dawni Hetmani, lecz młodzisz wielkie daie nadzieie. Polacy zwykli zimą woyny prowadzić, nayprzód że są wytrwali, powtóre że w kraiu pełnem błot i jezior, gdy te zamarzną, łatwiejsze są poruszenia i dowozy wszystkiego.
Lubo w tem kraiu, nie tylko ogromne rzeki lecz ieszcze znayduią się porta i morza, drzewa do budowy, obfitość żelaza, nigdy jednak Polacy niemyśleli, o wystawieniu siły zbroyney morskiey.