Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kircholm 1605. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kircholm 1605. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 października 2020

Szwedzi, Finowie, a z nimi garść Szkotów, Polaków i Węgrów

 

 


W toku jednej z dyskusji na forum historycy.org padło pytanie o proporcję oddziałów szwedzkich/fińskich i najemnych w armii Karola IX pod Kicholmem w 1605 roku. Jako że dzięki pracom  Mankella i Barkmana mamy dostęp do bardzo szczegółowych danych, można więc przedstawić zestawienie jednostek i przyjrzeć się proporcjom w jakich występowały w bitwie poszczególne nacje:

 

I.                     Piechota:

 

Batalion gwardii (drabanci i straż pałacowa) – 150 + 244 = 394 ludzi

 

Regiment Andersa Stuarta (10 chorągwi szwedzkich) – 1872 ludzi

 

 

Regiment Josefa Mikaelssona (4 chorągwie szwedzkie + 1 jedna niemiecka) – 534 ludzi (w tym 73 ludzi w chorągwi niemieckiej)

 

Regiment Hansa Rechenbergera (4 chorągwie szwedzkie) – 951 ludzi

 

 

Batalion piechoty fińskiej – 500 ludzi

 

Regiment Jespera Andersona Cruusa (9 chorągwi szwedzkich) – 1590 ludzi

 

 

Regiment (najemny) Fryderyka księcia luneburskiego (3 chorągwie) – 400 Niemców

 

Regiment (najemny) hrabiego Johana Friedricha Mansfelda (5 chorągwi) – 725 Niemców

 

 

Regiment (mieszany) Andersa Lenartsona (1 chorągiew szkocka, 2 chorągwie polskie, 4 chorągwie niemieckie, 2 chorągwie szwedzkie) – 1402 ludzi (186 Szkotów, 178 Polaków, 113 Węgrów, 564 Niemców, 361 Szwedów)

 

Straż przy artylerii – 134 ludzi

 

II.                   Jazda:

Regiment króla (7 chorągwi szwedzkich, 1 inflancka) – 1055 ludzi (w tym 74 Inflantczyków)

Regiment Andersa Lenartsona (4 chorągwie fińskie, 1 szwedzka, 4 inflanckie) – 1035 ludzi (98 Szwedów, 532 Finów, 405 Inflantczyków)

Regiment hrabiego Johana Friedricha Mansfelda (4 chorągwie szwedzkie) – 410 ludzi


wtorek, 17 lipca 2018

Szkocka szarża której nie było





Dzisiejszy wpis to coś lżejszego, chociaż głowa od tego może rozboleć. To fragment książki Jana Meysztowicza Husaria pod Kircholmem 1605, wydanej w 1970 roku w serii Bitwy-Kampanie-Dowódcy. Oj rozczytywał się kiedyś w tym człowiek że hej, sam nie wiedział ile głupot tam czytał. Fragment z którym możecie się zapoznać poniżej dotyczy piechoty szkockiej walczącej w armii szwedzkiej w czasie bitwy pod Kircholmem. Mamy tam opis niczym z powieści fantasy, rozrywka naprawdę przednia. Chorągiew piechoty złożona ze Szkotów (186, żeby być dokładnym) faktycznie walczyła w szeregach armii szwedzkiej, dowodził nią Hopman Forbus. Nie była to jednak część regimentu szkockiego (bo też takowego Karol IX w tej bitwie nie miał),  była za to jedną z 10 chorągwi tworzących regiment zaciężny Andersa Lenartsona. Szkoci mieli w tej jednostce ciekawe towarzystwo: 2 chorągwie polskie i chorągiew węgierską. Nie mam jednak pojęcia skąd Jan Meysztowicz wziął opis zarówno uzbrojenia, taktyki jak i szalonej szarży Szkotów pod Kircholmem. Może coś kiedyś przeczytał o szarżach górali w powstaniach szkockich jakobitów i postanowił to przenieść do Inflant? No nic, zapraszam do lektury, te BKD to jednak - mimo wszystko - wciągały czytelnika że hej!



sobota, 27 września 2014

Kircholm po francusku

Wypadłoby coś rocznicowo skrobnąć, wszak dzisiaj rocznica bitwy pod Kircholmem. Zrobię sobie więc autoreklamę, a co. W 116 numerze francuskiego magazynu gier planszowych Vae Victis ukazała się gra 'Kircholm 1605' autorstwa Florenta  Coupeau. Miałem przyjemność wymienić z Florentem kilka maili i nieco pomóc z historyczną stroną gry, zwłaszcza w kontekście armii hetmana Chodkiewicza.


Jako że Florent był także zainteresowany artykuł historycznym, który mógłby przybliżyć francuskim graczom i czytelnikom dosyć egzotyczną dla nich wojnę w Inflantach, była to dla mnie szansa debiutu w nowym języku. Napisałem więc kilkustronicowy artykuł w języku angielskim, który Florent (merci!) przetłumaczył następnie na język francuski. Mam nadzieję,  że wyszło to dobrze :)
Troszkę mi redakcja zmieniła nazwisko, ale jakoś przeżyję, Wyszło z tego niecałe sześć stron, suto okraszonych ilustracjami. Mam nadzieję, że chociaż w ten sposób udało się przybliżyć chwalebne zwycięstwo armii polsko-litewsko-kurlandzkiej (nie zapominajmy o rajtarach!) nad Szwedami.

środa, 22 sierpnia 2012

Malarze znani i nieznani - cz. LI

Wpisy o 'Bitwie pod Kircholmem' Pietera Snayersa generują na tyle duże zainteresowanie Czytelników, że wypadałoby do nich powrócić. Dzięki uprzejmości Radka Sikory (serdecznie pozdrawiam) wszedłem w posiadanie dwóch bardzo dobrych jakości kopii obrazu. Całość bitwy widzimy teraz na samym dole bloga - zastąpiłem niezbyt dobrej jakości obraz który widniał tam do tej pory. Blog się przez to nieco 'rozjechał', ale chyba warto...
Z kolei powyżej husarska chorągiew stojąca na prawym skrzydle - oddział ten już kiedyś widzieliśmy, acz nie w całości, warto może teraz o nim podyskutować. Tuż przy nim grupa muzyków, czterech trębaczy i kotlarz. Pomiędzy szeregami postać z buławą, z czerwonym płaszczu - czyżby oficer ustawiający chorągiew? A może to 'towarzysz rząd czyniący', o którym Radek wspominał kiedyś w komentarzach:
http://kadrinazi.blogspot.co.uk/2010/08/malarze-znani-i-nieznani-cz-vii.html
Mnie osobiście bardzo zaciekawił oficer (?) z tyłu chorągwi, w kapeluszu i czarnym stroju (nie mogę się tam dopatrzyć zbroi), przepasany czerwoną szarfą, a w ręku trzymający buławę (chyba Snayers miał płacone od buławy na tym obrazie). Czyżby kurlandzki książę Fryderyk? Wiem że tak Jerzy Teodorczyk jak i Zygmunt Żygulski junior widzieli księcia tuż obok hetmana - na prawo od muzyków na samym dole), ten jednak pasuje mi z wyglądu na Kurlandczyka. Co ciekawe jednak, na obrazie widzimy podobne postaci za innymi chorągwiami husarii, więc może to jednak kolejny 'rząd czyniący' (albo Snayersowa wariacja na jego temat).
Interesujący są też dwaj husarze zajmujący miejsce w drugim szeregu - nie mają oni bowiem szyszaków, czyżby to próba ukazania pocztowych?
Jak zwykle zapraszam do dyskusji, komentowania, wskazywania błędów, etc.

poniedziałek, 23 maja 2011

Święty pod Kircholmem

Nareszcie wiem, dlaczego wojskom hetmana Chodkiewicza udało się z tak dużą łatwością zwyciężyć pod Kircholmem. Litewski hetman miał bowiem wstawiennictwo na samej górze, które zapewniło mu tryumf. Tak oto napisał o tym Szymon Starowolski:
Tak Karol Chodkiewicz pod Kircholmem do Stanisława ś. nabożnym będąc, gdy w dzień przeniesienia jego bitwę z Szwedy zwiódł, na powietrzu go z mieczem krwawym ujrzał posiłkującego wojsko polskie, i zwycięstwo chwalebne otrzymał, i wielkie upominki do kościoła wileńskiego oddał, kędy wróciwszy się z wojny, dzięki Panu Bogu czynił.
Z takim wsparciem po stronie Litwinów faktycznie Szwedzi nie mieli żadnych szans. Swoją drogą święty Stanisław (ze Szczepanowa) to bardzo wojowniczy patron. Nie dość że jego motto to Victor sub gladio (zwycięzca pod mieczem) to jeszcze wspierał naszych rycerzy pod Grunwaldem – przynajmniej jeżeli zawierzymy Janowi Długoszowi. Dobrze mieć takiego świętego po swojej stronie…

czwartek, 30 grudnia 2010

Malarze znani i nieznani - cz. XIII


Wracamy do mistrza Snayersa i jego 'Bitwy pod Kircholmem'. Tym razem dwa fragmenty ukazujące kawalerię szwedzką. Rajtarzy są bardzo dobrze uzbrojeni,  u praktycznie każdego jeźdźca widzimy długą broń palną - jeden oddział ostrzeliwuje z niej Litwinów, drugi ma ja w pozycji 'na spocznij'. Ciężko jednak dopatrzyć się u nich olstrów z pistoletami, widzimy za to pałasze. Podejrzanie dużo tu uzbrojenia ochronnego, praktycznie wszyscy mają hełmy, u wszystkich widzimy napierśniki i napleczniki  - nie wydaje się jednak, by kawaleria Karola IX była aż tak dobrze wyposażona. Stroje żołnierzy są w różnych kolorach, co jest zgodne z zasadami panującymi w tym okresie, gdzie rajtar ubierał się w to na co było go stać. 

czwartek, 4 listopada 2010

Niedźwiedź, gryfy i trzy sumy (acz nie ryby)...

Adam Naruszewicz w swoim Żywocie J.K. Chodkiewicza… przytoczył nader interesujący opis kilku chorągwi szwedzkich w bitwie pod Kircholmem. Oparł się w swojej pracy o Carolomachię skąd pochodzą owe opisy. Napisałem w tej sprawie do specjalisty od (nie tylko) armii szwedzkiej czyli Daniela Staberga, Daniel z kolei znalazł w swoim archiwum fragment Carolomachii z owym opisem i kilka rzeczy w opisie Naruszewicza ‘wyprostował’. Jako że Kircholm zajmuje jakże ważne miejsce w historii naszego oręża, pozwalam sobie poniżej zamieścić fragmenty z pracy Naruszewicza, z odpowiednim komentarzem (many thanks to Daniel for proper description!). Co prawda nie da się zweryfikować owych informacji w oparciu o szwedzkie źródła z epoki, jednak biorąc pod uwagę, że w bitwie uczestniczyło wiele krajowych oddziałów, fakt używania przez nie sztandaru z herbem prowincji wydaje się dość logiczny.
Już się były poczęły ukazywać wojska Szwedzkie około południa pod roztoczonemi chorągwiami:
uplańską królewską ze światem białym na czerwonem polu – ów ‘świat biały’ to de facto jabłko królewskie (globus cruciger) z herbu prowincji Uppland. W bitwie wzięły udział trzy chorągwie piesze i jedna konna z tej prowincji.
Sudermańską ze lwem łuk trzymającym – lew trzymający kuszę (a nie łuk) to herb prowincji Småland i tak też jest w oryginale Carolomachii. Naruszewiczowi najwyraźniej pomyliły się prowincje, poza tym nie ma tam łuku a jest kusza, która była tradycyjnie kojarzona w Szwecji jako narodowa broń. Dwie chorągwie jazdy reprezentowały ową prowincję pod Kircholmem.
Ostrogocką z gryfem białym na dnie czerwonym – gryf w prowincji Östergötland jest żółty a nie biały, ale to detal. Dwie chorągwie jazdy i dwie piesze to ‘ostrogockie’ oddziały w bitwie.
Sudermańską drugą ze lwem czarnym – ‘królewska’ prowincja Södermanland, w oryginale lew był czarny i uskrzydlony – czyli był to po prostu czarny gryf z tegoż herbu. Södermanland wystawił jedną chorągiew jazdy.
Fińską z gwiazdami i niedźwiedziem miecz trzymającym – tak uzbrojony misiek to herb fińskiej prowincji Satakunda, ze stolicą w Björneborg czyli ‘Zamku Niedźwiedzia’). Oddziały fińskie pod Kircholmem to zarówno piechota jak i jazda.
Chorągiew gwardii samego Sudermana wyrażała dwie ręce i koronę, z napisem łacińskim Sum, Sum, Sum, któremi on słowami swoję w wojsku bytność przypominał – czy mi się wydaje, czy Henryk Sienkiewicz użył tego jako inspiracji do ‘Potopu’?
Niemcy zaciężni mieli chorągiew białą z herbem księcia Lunneburskiego – jako jeden z ważniejszych oficerów, mógł sobie pozwolić na taką prezentację własnego herbu
 sam Suderman także białą z herbem Szwedzkim trzema koronami – tu klasyczne trzy korony, na ‘królewskim’ białym tle.
Daniel znalazł także jeszcze jeden sztandar, także fiński (z prowincji Egentliga Finland) z hełmem z zatkniętymi dwoma chorągwiami.




poniedziałek, 27 września 2010

Kircholm 1605 - in memoriam


[mam dziwny nastrój, więc będzie nietypowo – acz mam nadzieję, że i tak interesująco…]

Historię piszą zwycięzcy, czyż nie tak mówi stare przysłowie? Dla zwyciężonych pozostaje tylko kilka słów w szkolnym podręczniku nad którym będzie przysypiał znudzony uczeń… to i dwa metry ziemi, którą zasypano zbiorową mogiłę do której wrzucano zwłoki poległych. O tryumfatorach powstaną pieśni, poematy, ich będzie wieczna chwała i sława… przegrani zaś będą szczęśliwi, jeżeli uniosą cało kark z miejsca klęski. Tych którzy zginęli, okryje swym skrzydłem anioł śmierci, a ten przynajmniej będzie sprawiedliwy – nie rozróżni na lepszych i gorszych, zwycięzców i przegranych. Złoży im na czole zimny pocałunek, zabierze ostatnie tchnienie, wsłucha się w końcowe bicie serca. I niezależnie od imienia, pochodzenia i narodowości nie zapomni o nich, nie ominie żadnego. Czytając o słynnych bitwach, wielkich tryumfach i straszliwych porażkach pamiętajmy tych wszystkich, którym nie dane było przeżyć, ginąc w bezimiennej masie za chwałę królów i generałów. Dla wszystkich poległych na równinie pod Kircholmem 27 (czy 17 jak kto woli) września Roku Pańskiego 1605…

Książę Fryderyk Luneburski, który oburzony przed bitwą na zarzut o tchórzostwo miał powiedzieć do Karola IX – Niesłusznie mię, królu, nazywasz tchórzem i niewiastą. Wtenczas będę takim, kiedy dziś z placu, jak ty nieraz, ucieknę. Na dowód tego, że się Polaków nie lękam, zsiadam z konia i pieszo mój regiment przeciwko nim powiodę. Próbował uratować swych knechtów, prowadząc pikinierów w próbie przedarcia się przez otaczającą ich jazdę litewską. Rotmistrz Tomasz Dąbrowa dopadł go i w scenie żywcem wyjętej z poematu Homera ciął pałaszem przez głowę, następnym ciosem odrąbując rękę szwedzkiego oficera. Jak napisał po bitwie hetman Chodkiewicz ubolewam zaś najwięcej nad losem ks. Luneburskiego Fryderyka, którego w kwiecie młodości, a w żołnierstwie mało ćwiczonego, Karol ks. Sudermanii jako ofiarę na rzeź wystawiając, na czele piechoty swej stanąć przymusił.

Towarzysz husarski Strepkowski, z chorągwi rotmistrz Wojny, którego wiernego Pałasza zabiła muszkietowa kula wystrzelona przez szwedzkiego knechta z regimentu Stuarta. Nim litewski husarz zdołał się podnieść z ziemi, trzy kolejne kule zadały mu śmiertelne rany. Padł tuż przy swym rumaku, umierając ostatnim gestem pogładził jeszcze wyciągniętą szyję zabitego wierzchowca. Zawsze razem, nawet u bram śmierci…

Carl Frederiksson Piper, z Aspelands w prowincji Kalmar. Szwedzki rajtar służący w Hovfanan ujrzał swoją śmierć w lufie pistoletu który wymierzył w niego litewski husarz. Piper szepnął tylko ‘Brigitta’ - imię ukochanej  która już nigdy nie miała go zobaczyć – po czym świat eksplodował w huku wystrzału.

Bracia Jurahowie – na polu walki zawsze razem, pilnując jeden drugiego jak przykazał ojciec leżąc na łożu śmierci. Pierwszy padł Jan, przeszyty pałaszem inflanckiego kirasjera z Dorpatu. Adam pomścił brata, jednak wtedy  kolejny Inflantczyk zajechał go z boku, strzelając z pistoletu w twarz. Po bitwie znaleziono braci leżących ramię w ramię, z twarzami zwróconymi w stronę wroga.

Anders Lenartsson, doświadczony szwedzki oficer odradzający Karolowi IX stoczenie bitwy, wypełnił jednak swój żołnierski obowiązek do końca. Próbując uspokoić panikujących knechtów zsiadł z konia, z piką w ręku walczył w szeregu prostych żołnierzy. Jego pikinierów złamali husarze, jeden z Litwinów zranił go ciosem szabli. Lenartsson padł na kolana, krew zalewała mu twarz, ale wciąż nieugięty wyciągnął przed siebie pałasz, rzucając wyzwanie przeciwnikom. Gdyby go rozpoznano, być może wpadłby do niewoli, jednak kolejny z husarzy pochylił się w siodle i przeszył go koncerzem. Chodkiewicz uhonorował poległego generała kiedym Lennartssona w kościele katedralnym ozdobnie pogrześć rozkazał.

Maćko,  młody pocztowy towarzysza Skalskiego z chorągwi husarskiej Teodora Lackiego. Kula strzaskała mu kolano, szok i upływ krwi powoli ucinały nić jego żywota. Skalski trzymał go w ramionach, odmawiając modlitwę, którą ostatnim tchnieniem  powtarzał czeladnik. Nie wybrzmiało jeszcze  ‘amen’, gdy towarzysz delikatnym gestem zamknął niewidzące już oczy chłopaka.

Axel Henriksson  Roos, z Lojo w prowincji Nyland. Uciekając po szarży straszliwej husarii porzucił zmęczonego konia, zabierając ze sobą tylko pałasz i jeden pistolet. Zabłądził w nieznanej sobie okolicy, potknął się lądując z twarzą w błocie. Kiedy się podniósł, ujrzał jak zbliżała się do niego  grupka łotewskich chłopów, dzierżących w dłoniach cepy i kosy. Wiedział, że nie będzie z ich strony miłosierdzia, jednak po wszystkim czego tego dnia widział nie chciał już walczyć. Wyciągnął zza pasa pistolet, przystawił sobie do brody, modląc się w duchu, by zdołał wystrzelić. Bóg czasami spełnia nawet najdziwniejsze nasze modlitwy…

Otto von Sacken, rotmistrz pospolitego ruszenia z powiatu piltyńskiego, który u boku ks. Fryderyka Kettlera nadciągnął na pole bitwy tuż przed rozpoczęciem walki. Poprowadził do boju piltyńskich i litewskich piechurów.  Na białym koniu, w pięknej szmelcowanej zbroi, acz bez hełmu by żołnierze lepiej słyszeli jego komendy. Muszkietowa kula trafiła go w twarz, w jednej chwili osunął się z kulbaki na ziemię. Gdy dobiegli do niego najbliżsi knechci, Sacken już nie żył.

Inflancki szlachcic Henryk Wrede, uciekający wraz z Karolem IX w stronę okrętów. Ścigający Litwini zmasakrowali przybocznych rajtarów, roznosząc kornet w bitewnej furii. Ranny koń króla odmówił jednak posłuszeństwa. Wrede, widząc nadciągających litewskich jeźdźców, nie zawahał się. Oddał własnego fryza Karolowi, sam stanął na drodze pościgu. Nie miał najmniejszej szansy, ginąc na szablach husarzy i Tatarów, jednak uratował swego monarchę.

Książęta, szlachcice, czy zwykłe ciury – kim by nie byli, pamiętajmy o nich, wszak historia zawsze pisana jest krwią dzielnych ludzi…

niedziela, 26 września 2010

Na służbie wroga - cz.II



Na jutrzejszą rocznicę bitwy pod Kircholmem przygotowuję coś specjalnego, dzisiaj jednak krótki notka – przypomnienie. O czym nie każdy wie, w skład armii szwedzkiej walczącej w tej bitwie weszły dwa oddziały złożone z Polaków i Litwinów. Były to  fänikor (kompanie) dowodzone przez Påvfela (zapewne Pawła) Stilickena i Tidemana Schro (inna wersja nazwiska to Skrowe). Kompania tego pierwszego miała stan etatowy 194 żołnierzy, ale tylko 97 z nich miało brać udział w bitwie. Z kolei kompania Schro stanęła do boju w sile 81 żołnierzy. Obydwa oddziały weszły w skład regimentu Andersa Lennartssona, czyli przyszło im walczyć w centrum szyku szwedzkiego. Nie są mi znane dalsze losy tych kompanii, jednakże trzeba pamiętać, że regiment Lennartssona poniósł  ciężkie straty w walce przeciw husarii litewskiej, min. zginął sam dowódca, walczący pieszo z piką w ręku. Dziwne koleje losu musiały owych polskich i litewskich żołnierzy (przynajmniej część z nich mogła pewnie wcześniej służyć w inflanckich garnizonach) rzucić na służbę u Karola IX, gdzie zapewne przyszło im zginąć z rąk rodaków w słynnej bitwie…

czwartek, 19 sierpnia 2010

Malarze znani i nieznani - cz. X



Wciąż Snayers na tapecie... Tym razem litewski jeździec walczy ze szwedzkimi piechurami. Litwin w szyszaku i kopią (? lub rohatyną) być może jest to więc husarz? Ubrany charakterystycznie w czerwień, do tego zielony 'płaszcza' na ramionach - na skórę to zdecydowanie nie wygląda. Szwedzki piechur który ma pecha spotkać się z kopią nie ma żadnego uzbrojenia ochronnego ani hełmu czy nawet kapelusza (zgubił w ucieczce?). Obok niego widzimy porzucony bęben, być może jest to więc dobosz. Kolejny Szwed, tym razem szykujący się do walki, to opancerzony pikinier (acz bez hełmu), w klasycznej pozie 'do przyjęcia szarży'. Trzyma pikę lewą ręką, prawą zaś sięga po rapier. Tyle tylko, że stojąc tak samotnie wygląda dosyć dziwne by nie powiedzieć śmiesznie - wszak nie ma żadnych szans przeciw atakującej jeździe. Następnego nieuzbrojonego Szweda widzimy na drodze konia, ten delikwent wydaje się z kolei prosić o łaskę. Być może jest to rajtar którego konia widzimy po prawej stronie? Nie jestem tego pewien w zbliżeniu fragmentu, ale być może ma on naplecznik (a więc i napierśnik) wskazujący na rajtara właśnie.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Malarze znani i nieznani - cz. IX




Wracamy na pole bitwy pod Kircholmem według wizji mistrza Snayersa. Tym razem trzy fragmenty gdzie jazda litewska - prawdopodobnie mają to być kozacy/petyhorcy/Tatarzy - bezlitośnie ściga uciekających rajtarów szwedzkich. Skandynawowie wyglądają znośnie - szyszaki, napierśniki i napleczniki, pałasze walońskie, czasami nawet jakieś olstra widać - chociaż czasami dobór kolorów w przypadku strojów dziwi.
Za to Litwini to nader dziwna grupa, podobna do pierwszego oddziału jazdy jaki pokazałem. Cudaczne czapy, broń drzewcowa która jest chyba jakąś wariacją Snayersa na punkcie kopii husarskiej (chociaż petyhorcy raczej takiej broni by nie posiadali) - zobaczmy jednak, jak wysoko trzyma ową broń Litwin przebijający nią gardło szwedzkiego jeźdźca, poza tym drzewce wygląda jakby kończyło mu się w dłoni (chociaż oczywiście może być zakryte pod pachą). U niego i jeszcze jednego Litwina ostrze owej broni wygląda na żelazne (chociaż gdy rozmawiałem o tym z Arturem ten zasugerował, że to wina cieniowania). Jeden z kawalerzystów ma szyszak, podobny to tego jakie widzimy u oficerów husarii. Z kolei pan w zieleni, który zaraz zetnie szablą przeciwnika, ma na plecach dziwnego koloru 'płaszcz' - który kojarzy mi się li i jedynie z wiechciem słomy... Litwin paradujący w czerwieni ma z kolei ciekawego koloru dywdyk, nie jestem jednak w stanie się dopatrzyć detali.

sobota, 7 sierpnia 2010

Malarze znani i nieznani - cz. VII



Kontynuując wątek husarii i korzystając z fragmentów które udało się upolować Arturowi, tym razem wizerunki dwóch oficerów (zapewne rotmistrzów) husarskich. Jako że o wiele pewniej czuję się w przypadku piechoty czy rajtarii, proszę mnie śmiało i bez wahania poprawić jeżeli napiszę coś źle czy niedokładnie.
Obydwaj ukazani są na tle walczącej jazdy - jeden za husarzami atakującymi czworobok piechoty, drugi tuż obok starcia kawalerii. W dłoniach dzierżą buzdygany, u oficera ukazanego 'od lewej strony' przy boku widzimy szablę, a i coś przypominającego koncerz - acz raczej krótki. Husarze mają na głowach różniące się wyglądem szyszaki, w jednym przypadku hełm ozdobiony jest piórem. Na plecach zapewne skóry - przynajmniej cętki mogłyby na to wskazywać. Kontusze w obydwu przypadkach czerwone, dość powszechnie kojarzone z husarią. U oficera 'nadzorującego' atak na piechotę widzimy też, używając określenia pułkownika Gembarzewskiego, dywdyk wzorzysty, ciemno czerwony z białym zdobieniem. Jeden z oficerów ma buty barwy żółtej, drugi zaś brązowej. Brak olstrów na pistolety.

wtorek, 3 sierpnia 2010

Malarze znani i nieznani - cz. VI


Dajmy na chwilę spokój Szwedom, pora na husarię - trochę żeśmy o tym porozmawiali z Arturem, może jeszcze się ktoś przyłączy :) Jedna z chorągwi odwodowych, która jeszcze nie rzuciła się bić Skandynawów (opis opieram o zamieszczony fragment + jeszcze jeden gdzie widać resztę oddziału). Ustawiona płytko, bo zaledwie w dwa szeregi - to chyba jest nietypowe, wszak chorągwie w tym czasie stawały raczej głębiej urzutowane. Wszyscy w hełmach i czernionych zbrojach, coś co na pierwszy rzut oka kojarzy się z kirasjerami cesarskimi czy szwedzkimi tego okresu. Wszyscy mają kopie, bez wytoku, nie widać także kuli na kopii (poza jednym husarzem w przedniego szeregu - aczkolwiek może to być po prostu jego dłoń...). Kopie mają różnokolorowe proporce, co wydaje się błędne - wszak (proszę mnie poprawić jeśli się mylę) w danej chorągwi stosowano jeden wzór, jako sposób identyfikacji. Tu mamy kilka mieszanych kombinacji, co zbyt ciekawie nie wygląda. Kopie szare, bez żadnych zdobień - co jednak nie dziwi, wszak to broń użyta w kampanii a nie na popisie. Nie widzimy także żadnych pistoletów - być może nie była to w roku 1605, w obliczu problemów z wyposażeniem, z jakim borykała się armia litewska, broń podstawowa, jednak bez wątpienia wielu spośród husarzy pistoletów używało. Na plecach (zwłaszcza w drugim szeregu) husarze maja 'płaszcze' - być może Snayers miał tu na myśli skóry zwierząt, ale nie jestem tego w stanie dojrzeć. Szary odcień u kilku husarzy z drugiego szeregu mógłby wskazywać na wilcze skóry. Na innym fragmencie (który oczywiście 'ukaże się' przy innej okazji) widać jednak jasnobrązowe 'skóry' z czymś co wygląda jak cętki. Końskie rzędy proste, bez zbytków - znów praktyczne podejście w czasie trudnej kampanii. Co najważniejsze, ze względu na legendę naszych dzielnych husarzy - żadnych skrzydeł :)

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Malarze znani i nieznani - cz. V



Jak widzę pierwszy fragment 'Bitwy pod Kircholmem' zaowocował sporą ilością wejść na blog, więc chyba warto temat kontynuować. Co prawda póki co tylko Artur i ja komentujemy, ale liczę że jeszcze ktoś się przyłączy.
Tym razem bierzemy pod lupę kolejny szwedzki regiment piechoty - na dwóch wycinkach. W centrum grupa pikinierów, z wszystkich stron otoczonych muszkieterami. Pikinierzy mają hełmy i (przynajmniej część, jeśli mnie wzrok nie myli) zbroje - być może Snayers chciał w ten sposób ukazać piechotę najemną? Szwedzkie oddziały krajowe bowiem raczej nie miały uzbrojenia ochronnego, a i pik używały raczej z rozkazu królewskiego niż z przyzwyczajenia do tej broni.
Strzelcy znów wszyscy bez wyjątku mają muszkiety (o czym już wspominałem poprzednio), ale rzeczą która najbardziej rzuca się w oczy jest to, że praktycznie wszyscy mają jednakowe czerwone kasaki. Skąd taki pomysł? Chyba Snayers usłyszał coś o 'kolorowych' regimentach duńskich czy szwedzkich walczących na polach Wojny Trzydziestoletniej, bo też o jednakowym 'umundurowaniu' u żołnierzy Karola IX żadne źródło nie wspomina. Problemem było wyposażenie szwedzkich wojaków w dostateczne uzbrojenie, nikt się kwestią ubioru wtedy nie przejmował.
Muszkieterów musztruje gentelman z halabardą - biorąc pod uwagę że ma szyszak, napierśnik i naplecznik to zapewne oficer. Kolejny oficer - w jeszcze cięższej zbroi dodajmy - widoczny jest obok uciekającej kawalerii. Nad nim dwa kurioza - piechurzy w zbrojach i z tarczami. Do tej pory nigdy się nie spotkałem ze wzmianką o występowaniu takowych w armii szwedzkiej, za to (jakoby...) stanowić mieli pierwszy szereg oddziałów pikinierskich w regimentach cesarskich. Zapewne stąd inspiracja Snayersa, wszak to nie jedyny jego obraz z wizerunkiem takich panów. Poza tym stoją jakoś dziwne, tuż przed muszkieterami - chyba tylko po to, by lepiej ich było widać na tle tłumu.
Obok oficera widzimy dwóch uciekających kawalerzystów -tym jednak poświęcę osobny fragment, gdzie będzie ich lepiej widać.

niedziela, 1 sierpnia 2010

Malarze znani i nieznani - cz. IV


Tym razem zadanie czeka nas ciężkie - wszak trzeba będzie się zmierzyć z legendą. Flamandzki malarz Pieter Snayers (1592-1666/1667), uczeń Sebastiana Vrancxa, znany jest w Polsce przede wszystkim dzięki słynnej 'Bitwie pod Kircholmem'. Obraz ten, namalowany około 1630 roku, zawsze mnie fascynował, co zresztą widać na pierwszej stronie niniejszego bloga. Jednak ostatnio dzięki niezawodnemu Arturowi 'Dobywszypałasza' Świetlikowi (wielkie dzięki Arturze!) uzyskałem dostęp do dobrej jakości szczegółowych fragmentów obrazu. I tutaj od razu pojawiło się wiele wątpliwości i pytań, okazuje się bowiem, że im bardziej się przypatrzyć, tym gorzej to wygląda. W związku z tym kilka kolejnych odcinków cyklu 'malarze znani i nieznani' poświęcę owym fragmentom 'Bitwy pod Kircholmem'.
Jako pierwszy fragment ukazujący atak litewskiej kawalerii na piechotę szwedzką. I tu od razu problemy - Szwedzi nie wyglądają jak wojsko z roku 1605, ewidentnie Snayers ukazał ich w strojach ze swoich czasów, charakterystyczne są długie kasaki których jednak szwedzka piechota tej doby nie używała, na szerszą skalę pojawiły się one dopiero u Szwedów od 1630 roku. Snayers mógł się tu na przykład zasugerować rysunkami de Gheyna -być może by ukazać niemiecki regiment najemny? - jednak kasaki widzimy tu u muszkieterów w różnych regimentach. Przynajmniej są one różnego koloru u poszczególnych żołnierzy, przy innej okazji pokażę fragment w którym cały oddział jest ubrany w jeden kolor (zgroza...). Jeżeli już jesteśmy przy muszkieterach - właśnie, wszyscy mają muszkiety i strzelają używając forkietów, podczas gdy spora część krajowej piechoty szwedzkiej wciąż używała lżejszych arkebuzów, które forkietu nie wymagały. Jako uproszczenie możemy odebrać tu fakt, że strzelcy owi są niemal 'o krok' od szarżującej jazdy litewskiej - tak naprawdę w tym momencie na froncie byliby już pikinierzy, których widzimy tylko jako skłębioną masę z tyłu. Niemniej jednak pikinierom przyjrzymy się przy okazji innego fragmentu.
Teraz przechodzimy do atakujących Litwinów - i tu człowiek łapie się za głowę, bo co naprawdę tu widzimy? Pal licho wielkie haczykowate nosy, wszak to maniera Snayersa, z którą będziemy mieli jeszcze do czynienia. Problemem jest, jaki oddział tu atakuje? Ma to być zapewne jakaś jazda lekka - na pewno nie jest to husaria. Jeźdźcy mają na głowach dziwne czapy, na ramionach zaś różnokolorowe płaszcze. Gros uzbrojona jest w broń drzewcową (widzimy też w użyciu szable, jeden - czyżby oficer - ma buławę), czyżby miały to być rohatyny? Wskazywałoby to na atak chorągwi kozackiej/petyhorskiej, jednak atak takiego oddziału na niezmieszany czworobok piechoty byłby samobójstwem, poza tym nie mamy nawet potwierdzenia czy petyhorcy wzięli udział w tej bitwie. Nie udało mi się też znaleźć żadnego potwierdzenia, że jazda kozacka (głównie rekrutowana spośród Tatarów litewskich) w toku tej kampanii miała na wyposażeniu broń drzewcową. Zaiste dziwny jest ten fragment - a czeka nas jeszcze kilka innych...