Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szymon Starowolski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szymon Starowolski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Misiurki u pasa zawieszone




W dzisiejszym wpisie pochodzący z Reformacyi obyczajów Szymona Starowolskiego  przytyk w stronę magnatów i szlachty, dotyczący nadmiernej ‘militaryzacji’ ich służby. Interesująca jest zwłaszcza notka dotycząca anonimowego magnata, który po 1621 roku przybył ze swoimi przybocznymi do Warszawy –ciekawe kogo Starowolski miał na myśli?





poniedziałek, 11 marca 2019

Żołnierz jest harpią i tyranem nieubłaganym



Nowy tydzień zaczniemy od surowej połajanki, a któż lepiej się od tego nadaje od Szymona Starowolskiego? Sięgamy po Reformacye obyczajów polskich… Wyjątek z rozdziału XVI, czyli O zdzierstwie, które do ostatniej zguby przywodzi Polskę. Dostanie się żołnierzom, zresztą nie pierwszy już raz Starowolski ruga obrońców ojczyzny.





sobota, 10 marca 2018

Żołnierz nasz wszystek zdzierstwem żyje


Szymon Starowolski w swoich pracach (a trochę tego napisał...) niejednokrotnie wskazywał przywary polskich żołnierzy, piętnując je i namawiając do poprawy. Poniżej fragment z Prawego rycerza, opisujący szkody jakie wojacy wyrządzali we własnym kraju. Dostaje się tu zarówno oficerom jak i żołnierzom, Starowolski podaje bowiem przykłady które znał z pierwszej ręki.



wtorek, 23 września 2014

Piechoty natomiast mało mamy...


Szymon Starowolski i opisy jego autorstwa już kilkakrotnie gościły na blogu. Dziwnym jednak trafem, zapomniałem o fragmencie będącym ogólnym wstępem do charakterystyki armii polskiej. Pochodzi on z dzieła  Polska albo opisanie… po raz pierwszy wydanego w 1632 roku. W bardzo interesujący sposób mistrz Szymon kreśli tu wizerunek naszej armii, podkreślając specyficzny charakter i strukturę polskiej wojskowości w tym okresie:

Poprzestając na swoich posiadłościach, nigdy wojen najeźdźczych sąsiadującym z Polską narodom nie wydajemy, o ile przez nich pierwej siłą nie jesteśmy sprowokowani, a i to raczej w celu pomszczenia krzywd i odzyskania zagarniętych ziem niż dla zajęcia ich posiadłości i władania nimi. Dlatego także i wojsko nasze bardziej do obrony ojczyzny przysposobione mamy, niż do zdobywania miast cudzoziemskich i potężnych warowni, jakimi sąsiedzi nasi granice swoje przed nami zabezpieczają. Stąd też wojsko nasze po większej części z jazdy się składa, którą prawie wyłącznie szlachta stanowi, i służy do wypadów na otwartym polu, by, postępując naprzód, stawić nadciągającemu nieprzyjacielowi czoła pierwej, nim w granice nasze wejdzie.
Piechoty natomiast mało mamy, i tę w całości z chłopów, powoływanych nie tak do boju, jak do prac obozowych, a więc, oczywiście, do kopania fos i sypania szańców, wznoszenia wałów, budowy mostów, równania dróg, transportu taboru wojennego i armat oraz na koniec do pełnienia straży w samych obozach. Jeśli przeto zdobywanie jakiegoś miasta podejmujemy, wtedy zaciągamy z Niemiec albo Węgier najemnych piechurów, którzy są sprawniejsi od naszych.

W jeździe natomiast zawsze zadowalamy się naszymi, którzy, jeśli powszechnym zarządzeniem ze wszystkich prowincji do obrony ojczyzny są wezwani, nie mają obowiązku iść dalej niż pięć mil poza granice Królestwa. Jeśli zaś potrzeba iść dalej, tedy natychmiast na sejmach, które zawsze wojnę poprzedzać powinny, postanawiamy werbunek żołnierzy pieniężnych. Żołnierze tacy, zwłaszcza zwerbowani ze szlachty, w bitwach bywają zazwyczaj tak mężni, że nawet w największych niebezpieczeństwach nie poddają się i ducha nie tracą, a że zuchwale z losem swym igrać przywykli, na najsilniejsze wrogów wojska ze szczupłą swoich garstką wychodzą w pole i najczęściej zwyciężają. 

sobota, 13 sierpnia 2011

Białogłowy, które nierządem się bawią, i mężów rycerskich czynią niewieściuchami przez nieczystości swoje


Szymon Starowolski w swoim Prawym rycerzu wykładał jak powinien wyglądać idealny chrześcijański rycerz, a przy okazji piętnował różne zachowania, które według niego nie przystoją obrońcom wiary i kraju. Nic więc dziwnego, że musiało się dostać i paniom lżejszych obyczajów jak i żołnierzom którzy z ich usług korzystali:
Naprzód, aby [mężny rycerz] rozkoszy cielesne i miękkości pomiatał a sam siebie i złe skłonności swoje zwojował pierwej, niżeli nieprzyjaciela ojczyzny wojować zechce. Bo to wielka sromota rycerzowi nierządem się bawić i wozić z sobą nałożnicę, która go w pieszczoty wprawuje, i serce mu kazi do boju, a pijaństwem i wyśmenitemi potrawami paść mu się każe. I wielki grzech do tego; pierwsza, że majestat boski obraża, który w przykazaniu swojem ś[więtym] wszelkiej nieczystości zakazał. A w tem jeszcze bardziej wszetecznego cudzołóstwa, które sobie teraźniejszy żołnierze naszy tak za nic mają, iż niemniej się nie wstydają grzechu cielesnego, jako jedzenia, mówienia [sic!] i picia. I owszem z majętniejszych, który małżonkę poczciwą mając, nie ma nierządnice jakiej, lubo w domu lubo w mieście nie mają za kawalera dobrego. Tak świat do szaleństwa przyszedł, iż kto się jeno nie oponuje Panu Bogu i nie czyni że szczerej złości każdej rzeczy przeciwko przykazaniu jego ś[więtemu] tego nie mają między sobą za poczciwego. A te białogłowy, które nierządem się bawią, i mężów rycerskich czynią niewieściuchami przez nieczystości swoje i tchórzami, nazywają się kawalerkami, iż jeżdżą na ich głowie jako na ośle, rozkazują im to czynić, co one chcą, nie co słuszność i powołanie człowieka rycerskiego wyciąga.

sobota, 25 czerwca 2011

Z okręgów Rusi pobliskich Scytii...

Cytowałem już Szymona Starowolskiego piszącego o jeździe polskiej, wypadałoby teraz podać – do kompletu – jego opis BPP, dokładnie rzecz biorąc hajduków i Kozaków zaporoskich. Wpis ilustrowany pracą autorstwa Sergeya Shamenkova:
Z pieszych zaś jedni, których zaciąga się z Polski albo Węgier, zowią się hajdukami, drudzy to Kozacy zaporoscy, z okręgów Rusi pobliskich Scytii, którzy, również jako żołnierze kozakami nazywani, mają własnego wodza oraz własną taktykę obozową.
Wszyscy zaś oni spis albo szabel i rusznic w bitwie używają, tyle że ci pierwsi jednolitą odzieży barwę otrzymują od króla, tamci, w byle jakie płaszcze odziani, prawie wszyscy konie i wozy mają, którymi następnie otaczają swoje obozy i w bitwach jako szańców albo ogrodzeń przeciw impetowi wrogów ich używają (…) i w zależności od sytuacji czy konieczności bądź to na koniach, bądź pieszo walczą, bądź wreszcie na czółna swe wsiadłszy, morzemi płyną i niepokoją tureckie dzierżawy.
Jak przeto cała prawie jazda nasza (prócz ciurów) ze szlachty jest, tak cała piechota z pospólstwa, oprócz dowódców oddziałów i oficerów hajduków. U Kozaków zaporoskich przeciwnie, tak setnicy i tysięcznicy, jak nawet i wódz sam, którego spośród swoich wybierają, chłopem jest, byleby w sztuce wojennej był biegły i w boju szczęśliwy: w przeciwnym razie zaraz go zrzucają i kogo innego na jego miejsce obierają. Jak było powiedziane, lądem i morzem Scytów taurydzkich oraz Turków ustawicznie wojną niepokoją i najczęściej bardzo głośne zwycięstwa nad nimi odnoszą, do tego stopnia, że już kilka razy w naszym wieku Konstantynopol był w trwodze.

wtorek, 21 czerwca 2011

Okazałość i piękność rycerstwa tego - cz. II

Opis pewnej chorągwi husarskiej, autorstwa Szymona Starowolskiego, nie do końca może pełen splendoru, ale za to jaki charakterystyczny. Oj miota tu gromy na husarzy nasz słynny nauk wyzwolonych i filozofii bakałarz:
Wielka to bowiem niesprawiedliwość, iż żołnierz na parę koni służąc, rydwan [tu w znaczeniu wóz taborowy] sześcią koni ma, w którym się jego nierządnica wozi, i pacholików kilka z myślistwem, którym żywność ubogi chłopek dawać musi, sam od głodu z dziatkami swojemu umierając. Potkałem pod Rzeszowem roku przeszłego pana jednego chorągiew, która tylko sześćdziesiąt usarza miała, a wozów przy niej naliczyłem dwieście dwadzieścia i pięć, z których niemal połowa poczwórnych a poszóstnych była, nuż koni luźnych, psów, białych głów i chłopiąt pieszo, co nie miara; trzy albo cztery chorągwie piechoty w dobrym rządzie temby wyżwił, co ta zgraja na jednem stanowisku zjedli.

niedziela, 19 czerwca 2011

Modę swawolnych żołnierzy naśladują

Kolejny fragment dzieł Szymona Starowolskiego, tym razem dotyczący strojów. Rzecz bardzo ciekawa, bo ukazująca wpływy różnych nacji z którymi przyszło nam wojować, a także mówi nam o tym, jak moda ‘wojskowa’ wpływała na ‘cywilną’:
Zagraniczne [stroje] atoli szczególną cieszą się u szlachty popularnością; żołnierze zaś najbardziej owej różnorodności strojów są sprawcami. Tak więc, gdy wojna była między nami a Moskwą [chodzi o okres Smuty], tej ostatniej zwyczajem nosiliśmy szerokie i wydłużone kiereje, futra kosztowne, gronostajami, panterami albo sobolami podbite i bardzo wysokie czapki. Potem zaś, gdyśmy z Turkami w Wołoszy wojowali [wojna chocimska 1621 roku], przejęliśmy od nich i ich sprzymierzeńców Tatarów zwyczaj przystrajania koni, pewien rodzaj płaszczy żołnierskich wydłużonych, tudzież skrócone i mocno obciśnięte kurtki. Wkrótce potem, w czasie wojny [1626-1629] w Prusach ze Szwedami, przejęliśmy od nich szerokie buty, skórzane wydłużone nagolenniki, płaszcze i inne rodzaju stroju, niemieckiemu ubiorowi podobne. I w ten sposób na przestrzeni jednego tylko dziesięciolecia trzy albo czterokrotnie wygląd wierzchniej odzieży naszej poprawialiśmy, albo raczej szpecili ustawicznym zmienianiem, ponieważ modę swawolnych żołnierzy naśladują ci, którzy w domu pozostają, młodzi zwłaszcza, aby nie różnić się, albo przynajmniej nie narażać się na wzgardę tych, którzy na niejednej wyprawie bywali. 

czwartek, 9 czerwca 2011

Harcabusseri

Przepiękny kamień do ogródka w kwestii rajtarii i arkabuzerii w armiach RON. Podesłał mi go Michał Chlipała (serdecznie pozdrawiam!), który, mam nadzieję, nie obrazi się, że wrzucę to na bloga. Po prostu cytat jest zbyt interesujący, by go tu zabrakło. Szymon Starowolski w Polsce albo opisaniu Królestwa Polskiego miał napisać (tłum. A. Piskadło, Kraków 1976).
A jest jazda sama jakby czworakiego rodzaju, piechota zaś dwojakiego. Z  jeźdźców jedni są cięższego uzbrojenia, drudzy lżejszego; z tych, których nazywamy ciężkozbrojnymi, jedni są kopijnicy i pospolicie zwą się husarzami, a inni w arkebuzy także zbrojni i nazywani są arkebuzerami; i jedni, i drudzy zaś w żelazne pancerze oraz szyszaki są okryci.
 Żołnierze z arkebuzami pasowali idealnie na arkabuzerów, zastanawiałem się więc, czy może tłumacz czegoś nie nadintepretował? Michał był tu jednak niezawodny, podsyłając wersję łacińską, wskazującą na arkabuzerów właśnie:
 Ex equitibus, alii sunt graviori armaturae, & alii levioris & qui gravioris armaturae dicuntur, alii sunt hastati, & vulgo Hussari vocantur;  & alii sclopetis tantum armati, & vocantur Harcabusseri; utrique autem isti,ferreis toracibus atque galeis sunt vestiti.

poniedziałek, 23 maja 2011

Święty pod Kircholmem

Nareszcie wiem, dlaczego wojskom hetmana Chodkiewicza udało się z tak dużą łatwością zwyciężyć pod Kircholmem. Litewski hetman miał bowiem wstawiennictwo na samej górze, które zapewniło mu tryumf. Tak oto napisał o tym Szymon Starowolski:
Tak Karol Chodkiewicz pod Kircholmem do Stanisława ś. nabożnym będąc, gdy w dzień przeniesienia jego bitwę z Szwedy zwiódł, na powietrzu go z mieczem krwawym ujrzał posiłkującego wojsko polskie, i zwycięstwo chwalebne otrzymał, i wielkie upominki do kościoła wileńskiego oddał, kędy wróciwszy się z wojny, dzięki Panu Bogu czynił.
Z takim wsparciem po stronie Litwinów faktycznie Szwedzi nie mieli żadnych szans. Swoją drogą święty Stanisław (ze Szczepanowa) to bardzo wojowniczy patron. Nie dość że jego motto to Victor sub gladio (zwycięzca pod mieczem) to jeszcze wspierał naszych rycerzy pod Grunwaldem – przynajmniej jeżeli zawierzymy Janowi Długoszowi. Dobrze mieć takiego świętego po swojej stronie…

sobota, 21 maja 2011

Gobey, Yuffeki, Topey i koledzy

Bardzo interesujący opis Dworu cesarza tureckiego I rezydencyi jego w Konstantynopolu pióra Szymona Starowolskiego przynosi nam wiele szczegółów dotyczących otoczenia w którym przyszło żyć sułtanowi. Blog jest jednak przede wszystkim skupiony na kwestiach militarnych więc tym się zajmiemy, cytując fragment z rozdziały zatytułowanego O cekauzie i armacie tureckiej.
Osobno jest czternaście tysięcy rzemieślników, którzy ręczne bronie robią do szaraju ustawicznie, i powinni je chędożyć [w znaczeniu ‘porządkować’, proszę nie mieć żadnych dziwnych skojarzeń...] w sklepach co tydzień, aby nic pordzewiałego nie nalazło się, kiedy tam cesarz zajrzy. A tych rzemieślników zowią Gobey, którzy i na wojnę iść z cesarzem powinni za hajduki albo knechty.
Drudzy zasię są Yuffeki, to jest strzelcy z ruśnicami, albo arkebuzerowie którzy i na wojnę iść powinni, i strzelbę ustawnie robić są powinni, bo na to pieniądze biorą, a jest siedm tysięcy wszytkich.
Po nich są Topey, abo puszkarze, ośm tysięcy ich w liczbie, z których większa połowa mistrzów, co działa odlewają, organki, hakownice robią, na tamtej stronie kędy Galata, w jednym dworze wielkim murowanym, nazywanym Tofana, gdzie na podwórzu obaczy dział rzecz niezliczoną, a najwięcej chrześcijańskich, po rożnych królestwach nabranych, jako znać z ich herbów i napisów.
 Janczarowie też, których ustawnie jest trzydzieści i sześć tysięcy, we dwu dworach, jakośmy wyżej napisali, uczą się broni rozmaitych robić aby i nie próżnowali, i nie kupowali sobie rynsztunków potrzebnych w kramiech, ale je sobie sami gotowali czasu pokoju ustawnie.