Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tatarzy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 marca 2025

Nowa książka - 'Confrontations of Kings, 1656' - wreszcie dostępna

 

Miło mi poinformować, że ukazała się moja nowa książka w serii 'Century of the Soldier 1618-1721'. Zatytułowana 'Confrontation of Kings, 1656' i napisana wspólnie z Michaelem Fredholm von Essen, jest to monografia trzydniowej bitwy pod Warszawą w okresie 'Potopu szwedzkiego'. Temat dobrze opracowany w języku polskim, ale raczej do tej pory słabo opisany w języku angielskim, mamy więc nadzieję, że taka szwedzko-polska monografia bitwy przybliży ten temat anglojęzycznym czytelnikom.

Książka jest aktualnie dostępna w specjalnej promocyjnej cenie na stronie Wydawcy.

czwartek, 14 września 2023

‘The Khotyn Campaign of 1621’ właśnie się ukazała!



Dziś jest dla mnie wyjątkowy dzień: dziesiąte urodziny mojego syna Ezry i wydanie mojej nowej książki ‘The Khotyn Campaign of 1621’. To moja czwarta książka z serii ‘Century of the Soldier 1618-1721’ i czwarta współpraca z utalentowanym Siergiejem Szamenkowem, który przygotował kolorowe plansze z wizerunkami żołnierzy i dwie dodatkowe postaci na okładki.

Tym razem chciałbym przedstawić historię wojny pomiędzy Rzeczpospolitą Obojga Narodów a Imperium Osmańskim, która toczyła się w latach 1620-1621. Choć tytuł sugeruje jedynie bitwę pod Chocimiem w 1621 r., tak naprawdę zawarłem tu także dość szczegółowy rozdział opisujący ostatnią wyprawę hetmana Żółkiewskiego do Mołdawii w 1620 r.

W pracy znajdziecie opis głównych armii biorących udział w wojnie: polskiej, litewskiej, kozackiej, osmańskiej i tatarskiej; co jak mam nadzieję pomoże w lepszym zrozumieniu ich organizacji, możliwości i liczebności. Sama kampania chocimska opisana jest w trzech rozdziałach: pierwszy obejmuje przygotowanie wojsk, drugi ich przemarsz w kierunku Chocimia i pierwsze walki w Mołdawii, trzeci to kronika historia oblężenia obozu polsko-litewsko-kozackiego obejmująca wrzesień i początek października 1621 roku.

Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Jak zawsze zachęcam do przesyłania komentarzy i uwag. A w międzyczasie pracuję już nad kolejną pracą…

‘The Khotyn Campaign of 1621’ jest już dostępna na stronie Helion & Company w specjalnej promocyjnej cenie. 


 


wtorek, 8 marca 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLVIII

 


Tym razem recenzja, którą obiecywałem jakiś czas temu na moim blogowym FB. Chodzi mianowicie o książkę Armia Chanatu Krymskiego. Organizacja i taktyaka (XV-XVIII w.), której autorem jest Amet-chan A. Szejchumierow. Praca składa się z krótkiego wprowadzenia i z trzech rozdziałów. Pierwszy z nich opisuje dotychczasowy stan badań tytułowego zagadnienia i omawia najważniejsza źródła dotyczące wojskowości tematu. Pozostałe dwa rozdziały to omówienie organizacji armii i taktyki tatarskiej.

Rozdział opisujący organizację armii Chanatu jest z kolei podzielony na kilka podrozdziałów (te z kolei na kolejne części). I tam mamy tu zagadnienie struktury wojskowej, w której autor omawia gwardię chańską (tak pieszą jak i konną), artylerię, oddziały szlachty krymskiej, pospolite ruszenie, a także służbę (jak stajenni, pasterze, etc). Druga część tego podrozdziału mówi o organizacji wojsk, mamy tu omówienie takich zagadnień jak kosz, boluk, bayrak i ałaj. Następna część to omówienie cudzoziemców w armiach Chanatu, rekrutowanych spośród tych mieszkających na Krymie jak i poza nim (rozliczne ordy nogajskie). Sporo miejsca poświęcono tu różnego rodzaju Kozakom w armiach Chanatu, a także ludom z Kaukazu. Ostatnia część tego rozdziału to zagadnienie reform wojskowych Szahin Gereja z lat 1775-1783, zmierzających do wykształcenia zawodowej armii.

Rozdział trzeci to analiza taktyki wojsk krymskich. Także i tu znajdziemy podział na kolejne części. Pierwsza z nich to taktyka Tatarów ‘w walkach na polu’, od przygotowania do bitwy, przez harce, po taktyki w samej bitwie (np. taniec tatarski czy próby oskrzydlenia przeciwnika). Autor omawia tu zarówno walkę przy użyciu łuków jak i starcia wręcz; pozorowane ucieczki i ataki z zaskoczenia. Na koniec tej części możemy też poczytać o zmianach w taktyce tatarskiej na przestrzeni wieków. Druga część tego rozdziału to walka przeciw oddziałom używającym broni palnej, a także zagadnienie używania takiej broni przez samych Tatarów. Kolejna część to przykłady walki na wyczerpanie i osaczanie przeciwnika. Następna zaś dotyczy dowodzenia wojskami tatarskimi – ze szczególnym uwzględnieniem znaków bojowych i instrumentów. Piąta część rozdziału omawia walki z taborem i sposoby w jaki Tatarzy starali się go pokonać. Kolejna część to omówienie strat tatarskich w bitwach, gdzie autor analizuje różne przekazy źródłowe, wskazując jak często zawyżane były liczby tak walczących jak i poległych Tatarów. W części siódmej znajdziemy przykłady działań oblężniczych i szturmów. Rozdział kończy część mówiąca o stosunku zwycięstw i porażek tatarskich, gdzie autor często poddaje w wątpliwość to co źródła z epoki mogły podawać jako zwycięstwo nad Tatarami.Czytelnik znajdzie tu też jeden aneks, z liczebnością wojsk z bronią palną za panowania chana Sahiba-Gireja I (1532-1551). W tekście znajdziemy sporo ilustracji przedstawiających Tatarów, głównie z XVIII i XIX wieku.

Na końcu książki znajdziemy niezwykle obszerną bibliografię, składającą się z 850 pozycji (z tego 317 źródłowych). Jest ona ponumerowana, autor stosuje bowiem bardzo przeze mnie nielubiany sposób przypisów. Wszystkie odnośniki bibliograficzne zapisane są w tekście, np. w formie ‘poniesiono duże straty (12, s.68)’, więc chcąc się dowiedzieć skąd autor zaczerpnął daną informację, trzeba przewertować do końca książki i znaleźć odpowiednią pozycję. Jest to o tyle irytujące, że czasami taki cytat z przypisem podany jest bez kontekstu (np. daty rocznej), co jeszcze bardziej konfuduje w czasie lektury. A że jest ich naprawdę sporo (bo czasami mamy kilka takich odnośników w jednym akapicie) to bardzo szybko lektura staje się męcząca. Znalazłem też jeden błąd w bibliografii (być może przy składaniu wersji polskiej?), gdzie Żywot Tomasza Zamojskiego autorstwa Żurkowskiego został zaliczony do opracowań, podczas gdy powinien znaleźć się wśród źródeł. Odkładając jednak na bok zagadnienie irytujących przypisów, wypada skomentować treść książki. To bardzo interesujące opracowanie, niezwykle dokładnie analizujące różne zagadnienia dotyczące wojskowości tatarskiej: od liczebności do taktyki. Autor porusza tu wiele niezwykle ciekawych zagadnień, dodając wiele do dyskusji dotyczącej chociażby liczebności wypraw tatarskich i możliwości mobilizacyjnych Chanatu1. Bardzo duża ilość materiałów źródłowych dotyczących wojskowości tatarskiej sprawa, że praca ta bez wątpienia stanie się niezbędną dla każdego historyka badającego konflikty z udziałem Chanatu. Nieco słabiej wypadają fragmenty gdzie autor podaje – jako porównanie – fragmenty dotyczące innych konfliktów. A to cytuje nieaktualne już badania (rozstrzelanie husarii pod Gniewem w 1626 roku), wyciąga dziwne wnioski dotyczące taktykę wojsk polskich w czasie wojny 1626-1629, czy wreszcie podaje anegdotyczne wręcz wydarzenie jakim miało być przejść brandenburskiego regimentu kirasjerów na stronę Tatarów w czasie Potopu2. Nie wiedzieć też skąd, husaria według tej książki miała na uzbrojeniu ‘długie piki’ – nie wiem tylko czy to błąd autora czy tłumacza.

Podsumowując, mimo że wciąż będę narzekał na fatalny sposób zapisu przypisów bibliograficznych, jest to bardzo dobre opracowanie, omawiające w nader wyczerpujący sposób różne aspekty tatarskiej wojskowości. Ogromną ilość drobnych cytatów i odnośników do bibliografii może być nieco męcząca na czytelnika, ale jednocześnie pozwala na dogłębne zarysowanie tytułowych zagadnień. Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to w tym przypadku trzeba mieć, zwłaszcza jeżeli ktoś jest zainteresowany tatarską wojskowością lub konfliktami z Chanatem.

1 A to zawsze drażliwy temat, o którym można się było nawet ostatnio przekonać w komentarzach na moim blogowym FB. Cóż, historia to zawsze rzecz otwarta na interpretacje…

2 Po pierwsze armia brandenburska nie miała jednostek kirasjerów, po drugiej oficer nazwiskiem Kahlkopf nie figuruje w żadnym znanym spisie dowódców brandenburskich regimentów jazdy.

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XLV

 


Wypadałoby w końcu wrzucić coś na blog, a nie tylko koncentrować się na FB. Co może być tu lepszego, niż kolejna recenzja? Dziś przyjrzymy się najnowszej pracy autorstwa Michaela Fredholma von Essena, czyli ‘Charles X’s Wars. Volume I – Armies of the Swedish Deluge, 1655-1660’. Jest to początek nowej mini-serii w ramach ‘Century of the Soldier 1618-1721’, jako że tematyka Potopu obejmie trzy tomy autorstwa tego autora.

Jak zwykle najpierw przyjrzymy się ogólnej organizacji pracy, a potem dodam nieco więcej szczegółowych komentarzy. Po krótkim wstępie w którym autor opisuje podział na tomy a także ogólne wstępne informacje edytorskie, czytelnik znajdzie tu bardzo długie i szczegółowe kalendarium wydarzeń od stycznia 1654 roku do lipca 1657 roku, obejmujący początek konfliktu Rzplitej z Moskwą, agresję Szwecji a także wejście Siedmiogrodu do wojny. Kolejny ‘rozdział’ to ‘dramatis personae’, jedno-dwuzdaniowe opisy najważniejszych dowódców z wszystkich walczących armii. Kolejna część to biogramy ośmiu monarchów państw biorących udział w konflikcie do 1657 roku (poza Danią i Norwegią, jako że ta będzie opisana w tomie trzecim). Pierwszy ‘właściwy’ rozdział opisuje przyczyny wybuchu wojny, zarówno na linii Rzplita-Moskwa jak i Rzplita-Szwecja. Kolejne rozdziały zajmują się, zgodnie z tytułem pracy, armiami biorącymi udział w konflikcie. Są to po kolei (w nawiasie ilość stron poświęconych każdej armii): Szwecja (52), Rzplita (44), Brandenburgia-Prusy (14), Moskwa (35), Kozacy (11), Siedmiogród (7), Święte Cesarstwo Rzymskie (5) i Tatarzy (19). Autor starał się opisać każda armię w podobny sposób: od organizacji, rekrutacji, liczebności, po wyposażenie i taktykę. Jak widać po ilości stron niektóre armie są jednak opisane znacznie pobieżniej od innych. Zdecydowanie najlepszą częścią są opisy armii szwedzkiej, oparte o liczne dokładne opracowania autorstwa szwedzkich historyków. Nie brak tu organizacji jednostek do poziomu kompanii włącznie, informacji o umundurowaniu czy broni. Rzplitej poświęcono sporo miejsca, opisy są głównie oparte o prace Jana Wimmera, Roberta Frosta i Richarda Brzezińskiego. Bardzo obszerny jest rozdział o armii moskiewskiej, która zdaje się bardzo interesować autora. Dziwne wydaje się aż tak obszerne opisanie armii tatarskiej, biorąc pod uwagę relatywnie mały wpływ Chanatu na działania wojenne. Książka kończy się sugerowaną pozostałą literaturą z różnych krajów, a także obszerną bibliografią w której rzuca się jednak w oczy (co zdaje się być typowe dla tego autora) brak źródeł archiwalnych – są tylko drukowane, a i tak w tekście książki znajdujemy relatywnie mało odniesień do nich.

Książka jest bogato ilustrowana, znajdziemy tu dużą ilość czarno-białych ilustracji – tak obrazów z epoki jak i zdjęć zachowanych egzemplarzy broni i ekwipunku, a także zdjęć i rysunków sztandarów. Siergiej Szamenkow, znany dobrze czytelnikom serii, jest autorem kolorowych plansz. Mamy tu ciekawą mieszanką 16 żołnierzy z różnych armii (trzech Szwedów, jeden Siedmiogrodzianin, trzech Polaków, jeden Litwin, czterech Moskwicinów, jeden Brandenburczyk, dwóch Kozaków i jeden Tatar). Oprócz tego Siergiej narysował kilka bardzo ładnych czarno-białych szkiców z wizerunkami żołnierzy. Czytelnik znajdzie tu też trzy bardzo ogólne mapy, ukazujące głównie działania w latach 1654, 1655, 1656.

Książka bez wątpienia ‘daje radę’ jako wprowadzenia dla tematu dla czytelników anglojęzycznych, nie znających materiałów w języku szwedzkim, polskim czy rosyjskim. Bardzo dobrą częścią jest szczegółowe kalendarium, chociaż autor czasami stosuje bardzo dziwny zapis nazw miejscowości, np. Ujście występuje tu pod niemiecką nazwą Usch. Szczerze mówiąc nie bardzo widzę sens w podrozdziale ‘dramatis personae’, bo długa lista nazwisk niewiele to wnosi do lepszego zrozumienia konfliktu. Rozdziały o wojskowości są o bardzo zróżnicowanej jakości – Szwecja, co zrozumiałe, opisane jest najdokładniej i zawiera dużo ciekawych informacji. Niestety o wiele gorzej jest w przypadku Rzplitej czy Kozaków: po części wynika to zapewne z braku możliwości dotarcia do odpowiednich materiałów, a po części z właściwego zrozumienia mechanizmów wojskowości tych ‘frakcji’. Autor wychodzi z błędnego założenia że w czasie Potopu polscy dowódcy uczyli się ‘zachodniej’ wojskowości od Szwedów i pod ich wpływem zmieniali strukturę i organizację armii – wniosek który jest daleki od prawy bo oparty o błędne założenia i brak znajomości źródeł. Autor myli też polską królewską gwardię nadworną z komputową, pisząc że całość była finansowana z królewskiej szkatuły. W armii litewskiej widzi czerkieskich petyhorców, dragonów ‘prawdopodobnie’ wyposaża we włócznie obok muszkietów, twierdzi też że rajtaria w Rzplitej nie różniła się praktycznie niczym od szwedzkiej (chociaż mamy dowody źródłowe na to, że przynajmniej część polskich rajtarów służyła w systemie towarzyskim). Przy opisie Kozaków (których nie wiedzieć czemu autor uporczywie zapisuje jako ‘cossacks’ a nie ‘Cossacks’) mamy np. wzmiankę o wzorowaniu się na stroju moskiewskim, używaniu bufiastych spodni czy nawet w niektórych przypadkach o walce ‘na gołą klatę’ w czasie lata. Ktoś powie że to wszystko drobne rzeczy – pewnie dla niektórych tak, ale z drugiej strony po co za wszelką cenę opisywać z takimi błędami armie o których najwyraźniej ma się słabe pojęcie? Czasami nader kuriozalny jest dobór ilustracji, na czele z XVIII-wieczny szyszakiem z metalowymi skrzydłami (z epoki saskiej) jako przykładem typowego szyszaka husarskiego w czasie Potopu – chociaż na szczęście znaczna część ilustracji jest o wiele lepiej dopasowana.

Ocena w rankingu blogowym [trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to można mieć. To generalnie wprowadzenie do tematu, gdzie najlepszą częścią jest kalendarium i opisy niektórych armii (zwłaszcza szwedzkiej),  na pewno będzie dobrze przyjęte na rynku anglojęzyczny gdzie brakuje dokładniejszych opisów tego konfliktu. Co prawda tom nie zawiera opisów żadnych bitew, wydaje mi się jednak że to znajdziemy w części drugiej, więc nie zaniżałbym z tego powodu oceny niniejszego tomu.

poniedziałek, 2 sierpnia 2021

Owa tłuszcza Tatarów, szybkich jak wiatr łowców nieprzyjaciela



Wczoraj Ewlija Czelebi opowiada nam o kapykułach w armii tatarskiej. W dzisiejszym wpisie przyjrzymy się jego opisowi krymskich ordyńców. Będzie zarówno o wyprawach wojennych, strojach jak i wypasaniu koni:

Chanowie posiadają wojsko, z którego w rzeczy samej mogą być dumni. Nie ma tam koni jucznych, taboru, spiżarni ani też kuchni, wozów, wielbłądów, karawan, armat, muszkietów, namiotów lub ładunków. Jest tam tylko osiemdziesiąt tysięcy żołnierzy — samych jeźdźców, ochoczych do walki, z sahajdakami w ręku, oraz sześć albo i siedemkroć sto tysięcy koni i ogierów, podzielonych na kosze i powiązanych ze sobą ogonami. W każdym koszu, czyli co sto kroków, znajduje się kocioł zwany hoszczy  przytroczony rzemiennymi pasami do jednego konia, a także parę koni, które dźwigają zawiniętą w skóry owcze i kozie „fałszywą wędzonkę”, to znaczy uprażone jagły i ser suszony. Inne zaś zapasy żywności są im nie znane.

Owa tłuszcza Tatarów, szybkich jak wiatr łowców nieprzyjaciela, ma zwyczaj taki, iż drogę dziesięciu postoi zawsze w jeden dzień przebywa. Osobliwsza to rzecz, że nie mają przy tym żadnej paszy ani obroku, ani innej karmy dla koni. Gdy tylko bowiem z koni zsiądą, wypędzają je zaraz pod dozorem swoich chłopców w pole, te zaś, kiedy już się wytarzają, nawierzgają i wyhasają, zaczynają się paść. Jeżeli wyprawa zimową porą się zdarzy, konie wygrzebują spod śniegu trawę, czyli wyciągają i zjadają zeschłą trawę pozostałą z ubiegłego lata. Koni swoich Tatarzy jęczmieniem nie karmią, atoli gdy je do wyprawy wojennej szykują, wówczas przez czterdzieści albo i pięćdziesiąt dni nie dają im ani słomy, ani siana, jeno im na dzień cały i całą noc torby pełne jęczmienia zawieszają.

Podczas surowych zim, jakie w owych krajach bywają, Tatarzy namiotów nie używają. Związują oni rzemiennym pasem wierzchołki czterech żerdzi, zaczem grubsze ich końce w ziemię wtykają, a potem na owych żerdziach rozwieszają zdjęte z pleców wojłokowe jamurłachy swoje 300. Zrobiwszy w ten sposób coś na kształt namiotu, ścielą na śniegu czaprak z konia, a pod głowę siodło sobie podkładają. Potem odwiązują swoje szable z pochwą i sahajdak, a nawet zdejmują koszule, rozesławszy zaś je na kożuchu, układają się wszyscy do snu zupełnie nago. Rano naciągają oni te swoje płócienne koszule, czerwone i niebieskie. Kiedy zaś wstaną, zaraz ów jamurłach, u góry nad nimi jako namiot zawieszony, na końskim grzbiecie zamiast czapraka ścielą, a potem koniowi kulbakę nakładają i tę dwoma rzemieniami w dwóch miejscach przymocowują. Zaczem w oka mgnieniu koni dosiadają, a już wierzchem siedząc szablę i sahajdak przypinają sobie. Koń, raz i drugi kańczugiem smagnięty, w cwał rusza, od tego zaś na owym mrozie i koń, i sam jeździec się rozgrzewa, i tak w drogę ruszają.

Słowem, lud to przez Ałłaha umyślnie do wojen stworzony. 

niedziela, 1 sierpnia 2021

Potomkowie Abchazów, Czerkiesów i Gruzinów



Ewlija Czelebi, w typowym dla siebie gawędziarskim stylu, opowie o piechocie służącej w armii chanów krymskich, czyli tak zwanych kapyłukach. Za ilustrację posłużą modele tej formacji z gry „Ogniem i Mieczem” Wargamera:

Okrom wzmiankowanych osiemdziesięciu tysięcy wojska tatarskiego chan posiada stale przy swoim boku trzy tysiące kapykułów, którzy w Bagczesaraju tudzież w okolicznych wioskach i otarach mieszkają. To zbrojne w muszkiety wojsko przysłał był chanowi Mengli Gerejowi sułtan Bajezid Święty spośród sług Progu Szczęśliwości. W owych czasach kapykułów było równo dwanaście tysięcy, wszelako z biegiem czasu w oddziałach tych zapanowało rozprzężenie i zostało z nich niewiele ponad trzy tysiące. Mimo to ciągle się liczy, że na granicy z wrogami jest dwanaście tysięcy kapykułów krymskich. Obecnie są oni na służbie u chanów, wszakże nie są to Tatarzy, lecz potomkowie Abchazów, Czerkiesów i Gruzinów. Wobec dynastii osmańskiej nie dopuścili się oni nigdy wiarołomstwa. Dwanaście tysięcy złotych, które sułtanowie osmańscy wyruszając na wojnę posyłają chanom tatarskim jako tak zwane „ciżemkowe” przeznacza się na żołd dla tych właśnie kapykułów i pomiędzy nich też się rozdziela.


poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Wielką w nich szkodę uczynili

 


Czasami wojsko koronne biło Tatarów, czasami zaś bywało przez nich bite. Poniżej epizod z marca 1674 roku, kiedy dotkliwą porażkę poniosła niewielka grupa jazdy polskiej. Wymienione w tekście chorągwie to:

- pancerna Andrzeja Franciszka Gembickiego, starosty nowodworskiego

- pancerna Mikołaja Daniłowicza, starosty czerwonogrodzkiego

- pancerna Jana Gałęzowskiego, starosty wąwolnickiego




niedziela, 21 marca 2021

Kadrinazi radzi i odradza – cz. XXXIX

 



[Blogowy tydzień z poselstwami – wpis 5/7]

Było o posłach i poselstwach, teraz nieco szerzej o dyplomacji, do tego jeszcze coś do kącika recenzji. Profesora Dariusza Kołodziejczaka nie trzeba chyba przedstawiać nikomu kto interesuje się relacjami Rzplitej z Turcją i Chanatem, jest znanym i cenionym specjalistą, publikującym tak w języku polskim jak i angielskim. Właśnie w tym drugim języku została, w 2011 roku, wydana praca o której dzisiaj chciałem napisać kilka słów. Chodzi o The Crimean Khanate and Poland-Lithuania. International diplomacy on the European periphery (15th-18th century): a study of peace treaties followed by annotated documents. Książka ta ukazała się nakładem wydawnictwa Brill – można ją znaleźć i nabyć (w wersji drukowanej jak i e-booku) tutaj. Jest to 47 tom w serii The Ottoman Empire and its heritage. Jak zwykle w przypadku recenzji blogowych najpierw nieco o konstrukcji pracy, a potem przejdziemy do zachwytów…

Praca składa się z trzech głównych części. Pierwsza z nich to, podzielone na trzy rozdziały, obszerne wprowadzenie historyczne. W rozdziale pierwszym autor omawia kształtowanie się Europy Wschodniej w latach 1240-1523, na tle zmian geopolitycznych w regionie. W rozdziale drugim omawia relacje Rzplitej i Chanatu w latach 1523-1671, podczas gdy rozdział trzeci omawia politykę i relacje obydwu krajów w cieniu Stambułu i Moskwy, czyli w okresie 1671-1783.

Część druga to podzielone na sześć rozdziałów studium dyplomacji i jej narzędzi w relacjach Rzplitej i Chanatu. Autor omawia tu między innymi język w jakim prowadzona  była  korespondencja (np. bardzo ciekawe opis kancelarii chańskiej pod tym właśnie kątem), sposób formułowania zapisu dokumentów, procedury zawierania pokojów i traktatów, najczęstsze motywy pojawiające się w wymianie dyplomatycznej między tymi krajami. Znajdziemy tu też dokładny opis skąd pochodzą zachowane do naszych czasów dokumenty, które pojawiają się w trzeciej części pracy. Nie braknie też tu i analizy inwokacji od których zaczynały się listy, pieczęci na dokumentach czy też monogramów władców – tak ze strony tatarskiej jak i polskiej i litewskiej.

Jak niejaki wstęp do części trzeciej – czyli materiałów źródłowych – znajdziemy listę władców Chanatu, królów Polski i wielkich książąt litewskich w latach 1386-1795. Następnie wspaniały zbiór źródłowy, czyli aż 71 dokumentów z epoki – listów i dokumentów dotyczących traktatów, umów i tym podobnych, w okresie 1461-1742. Mamy je zawsze przedstawione w zapisie oryginalnym, ewentualnie zachowanym tłumaczeniu na język odbiorcy. Oprócz tego wszystkie materiały źródłowe w językach innych niż łacina są dodatkowo przetłumaczone na język angielski. Wszystkie dokumenty opatrzone są informacją bibliograficzną, mówiącą o wszystkich zachowanych kopiach; autor opracował je bardzo dokładnie, stąd też nie brak tu przypisów wyjaśniających różne aspekty przedstawione w dokumentach.

Do tego na końcu pracy mamy jeszcze zbiór fotografii oryginalnych dokumentów, wybraną bibliografię, a także dwie mapy. Mamy tu do czynienia z ogromnym tomem (ponad 1000 stron), wspaniale opracowanym i będącym niesamowitą skarbnicą informacji na tytułowy temat. Nie jest to oczywiście praca ‘do poduszki’, zdecydowanie jest to tom do którego można wielokrotnie wracać, znajdować w nich nowe interesujące materiały czy zapisy źródłowe. Dla kogoś kto interesuje się dyplomacją i polityką międzynarodową w regionie w omawianym okresie to wręcz Święty Graal. Czy ma jakiś mankament? Niestety, biorąc pod uwagę wielkość tomu i wydawcę, cena tej pracy jest dla wielu zainteresowanych mocno zaporowa, niemniej jednak jeżeli ktoś ‘siedzi’ w temacie, to warto sobie nieco na nią zaoszczędzić i dodać do kolekcji.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to oczywiście trzeba mieć. Książka jest naprawdę niezwykle ciekawa, temat wspaniale opracowany przez wybitnego specjalistę, który bardzo dogłębnie zbadał tematykę.

 

 


wtorek, 9 marca 2021

Nie ma nic szpetniejszego i pokracznego niż Tatarzyn



Bardzo ciekawy opis Tatarów którzy przeszli na stronę turecką w czasie buntu Lipków i pozostawali w tej służbie, głównie w Kamieńcu,  jeszcze po 1683 roku. Autorem jest Dupont, który tak oto ich scharakteryzował:

Z wiernych poddanych przedzierzgnęli się w bardzo niebezpiecznych wrogów. Czynili tym więcej szkód na pograniczu, że nie można ich było odróżnić od Polaków. Zachowali co prawda ojczysty język tatarski, ale znają też świetnie polski. By rabować z lepszym skutkiem, zachowali strój specyficzny dla krainy, z której wyszli.Nie ma nic szpetniejszego i pokracznego niż Tatarzyn. Zamiast oczu mają tylko wąskie szparki pod bardzo gęstymi brwiami. Nosy mają płaskie, skórę bardzo smagłą. Ale, rzecz zdumiewająca, czy to pod wpływem klimatu, czy potraw, ci, o których mówię, nie zachowali nic z tej brzydoty. Nie mają zupełnie cech swojego narodu, tak że trudno ich rozpoznać. To samo dotyczy ich koni, rzędów i oręża, którym się posługują równie sprawnie jak Polacy. To jedyni Tatarzy na świecie, którzy posługują się bronią palną. Będący tacy, jak ich opisałem, z łatwością wkradali się do miasteczek, klasztorów, dworów szlacheckich, a wszędzie wzniecali chaos i porywali jeńców. Dlatego nie mogli liczyć na pardon.


niedziela, 28 lutego 2021

Zplundrowali wszytkie to kraie tam

 


Dziś drobna notka źródłowa o bolesnych echach porażki Stefana Potockiego (to ten srogi pan powyżej) pod Sasowym Rogiem w 1612 i efekcie jaki utrata części wojska kwarcianego, którego poszło z magnatem do Wołoch, miało na obronę granic przez napadami Tatarów. Jeszcze w 1618 roku tak wspominano to co się stało po porażce wojsk polskich:

Po onei nam barzo nieszczesney pana Stephana Potoekiego w Woloszech porazcze, w tydzien zaraz Tatarowie na Podole wpadli, zplundrowali wszytkie to kraie tam, popalili, liudzie w niewola pobrali, stada y towary wygnali nemine sese opponente[1], chociai byl quareiany zolnierz y patrzyl na tho, y owszem otarl sie on nieprziiaciei.

Taka socordiam[2] naszych Wolochowie widzqcz, naiezdzali y oni tez sobie przylegle kraie, brali takze ludzie, lupili domy szlacheckie, pasieki wybijali,  stada, towary wygnali z ziemie. Czo trwalo całą zimę, a potym iuz y malemi zbyt wpadali kupami, a przedsię nie oponowal się im zaden...



[1]              Bez oporu.

[2]              Niedbalstwo.

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Kadłub tylko na placu zostawiwszy



Czasami przedbitewne harce czy starcia podjazdów okazywały się imprezą nader krwawą. W dzisiejszym wpisie taka oto nader nieprzyjemna sytuacja z 12 września 1691 roku. W rolach głównych Wacław Iskra, porucznik chorągwi husarskiej Kazimierza Ludwika Bielińskiego, kilku towarzyszy oraz mrowie ordy tatarskiej.

(…) ochoczo skoczył p. Iskra, porucznik jmp. oodkomorzego kor[onnego], samoszóst dwóch zbiwszy Tatarów, i drugi towarzysz, Bielecki, jm. ks. biskupa chełmińskiego, od ordy majaczący occubuerunt[1], osobliwie p. Iskra, gdy położył tych Tatarów, ogień wydał, dzidą tedy dwa razy pchnięty, ręka ucięta, salwowany trochę od towarzysza swego, p. Jabłońskiego, ale natarłszy na niego orda uprowadzić nie mógł, porwany od Tatarów dobity został na drugiej stronie przeprawy, głowę mu ucięto i serce wyrżnięto, kadłub tylko na placu zostawiwszy. Posiłku żadnego nie miał, lubo przednia straż niedaleko była i różne towarzystwo junacznie bokiem jadące.

Następnego dnia doszło do większego starcia wojsk Sobieskiego z ordą, ale o tym już przy innej okazji.    



[1] Zabity

środa, 10 lipca 2019

Oto mi wierny sługa!



Jan Sobieski miał niezwykłą słabość do Tatarów, czego dowody możemy znaleźć w wielu źródłach z epoki. W czasie kampanii 1684 roku przyprowadzono królowi kilku pochwyconych Tatarów, których przesłuchiwał sam monarcha. Sobieski zauważył, że jeden z ordyńców ma ucięty fragment ucha, zapytał go więc o przyczynę takiego ‘ubytku’. Tu wywiązał się bardzo interesujący dialog, który tak zapisał naoczny świadek wydarzenia:
Miałem – odpowiedział Tatar – w Krymie murzę, bardzo dobrego pana, który umierając zostawił mi parę sukien, broń, a w szczególności pałasz, któryś W.K.Mość kazał mi odebrać. Zwyczajem jest u nas po śmierci braci i najbliższych krewnych ucinać ogon koniowi, na znak smutku i żałoby, ale mnie się nie zdawało, aby to było dosyć, kiedy się traci tak dobrego pana, i dlatego nie przestając na ucięciu koniowi ogona, uciąłem sobie kawałek ucha.
Zdziwił się król i widać było, że mu się podobała cnota tego barbarzyńcy, który dał taki dowód wdzięczności zmarłemu panu. Kazał go potem zapytać, czy dostał drugiego pana i co by uczynił po jego śmierci.
Przystałem – rzekł [Tatar] – do syna mego dobroczyńcy, który jeżeli się ze mną tak dobrze jak ojciec obchodzić będzie, utnę po jego śmierci pozostałą część ucha.
Co tak się podobał królowi, że zawołał „Oto mi wierny sługa! Lubię tego Tatara!” i kazał mu dać sutą wieczerzę, do której sam dodał ze swego stołu parę półmisków w zamian za tak smaczną odpowiedź.
Swoją drogą ciekawe jakie były późniejsze losy tego Tatara? Kto wie, może trafił na służbę króla Jana?

środa, 10 kwietnia 2019

Uzdy na szyję od jednego do drugiego włożywszy



XVI-wieczny[1] opis tatarskiej metody forsowania rzek. Po co budować mosty, jeżeli ma się pod dostatkiem koni i trzciny? Sposób prosty i skuteczny, stosowany zapewne nie tylko przez Tatarów. 

Tatarowie gdy z wojskiem jadą przez tę rzekę tak się zwykli pławić: nawiążą dwa snopy trzciny, i sforują konie jako psy, uzdy na szyję od jednego do drugiego włożywszy, ogony im też jednego z drugim zwiążą; a tak na jednę wiąząń włożą łuki z sajdakami i z jarczakami, a sami na drugiej siedząc konie za ogon trzymają jedną ręką, a drugą ich poganiają; i tak gdy ony konie muszą przeciągnąć na drugą stronę.


[1] Acz z wersji wydanej w XVIII wieku, do tego nieco zmieniłem pisownię.

piątek, 25 stycznia 2019

Z hetmanem na Tatara


Datowana na 1687 rok kopia Dodacameronu czyli wyprawy na czambuły tatarskie w 1672 roku, autorstwa Romeyna de Hooghe. Znajdziemy tu samego hetmana Jana Sobieskiego, husarię, pancernych i dragonów, walczących z Tatarami i odbijających jasyr.

Co ciekawe, w Rijksmuseum, w którego zbiorach online znalazłem ten fragment, opisany jest jako walka oddziałów Karola Lotaryńskiego i margrafa Badeńskiego z Turkami w 1687 roku. Jest to oczywiście opis błędny – Sobieski i jego husarze są zbyt charakterystyczni. Wysłałem już do muzeum email w tej sprawie, może wezmą pod uwagę i zmienią?



























poniedziałek, 24 grudnia 2018

Londyńskie prezenty dla chana



Święty Mikołaj przynosi prezenty grzecznym dzieciom, ale tylko tym które napisały do niego list z prośbą o prezenty. Zapewne znał taką tradycję chan krymski Sahib I Girej, który w 1532 roku, po śmierci swojego brata Saedata został władcą Chanatu. W grudniu 1539 roku wysłał oto do króla Zygmunta I Starego list w którym można znaleźć punkty paktu polsko-tatarskiego. Nie mogło tam oczywiście zabraknąć informacji o „upominkach”, które co roku strona polska miała składać Tatarom. Zobaczmy co też sobie chan zażyczył pod choinkę…

Bratu naszemu, wielkiemu królowi, i synowi waszemu, wielkiemu królowi, każdego czasu bracką przyjaźń  sprawiedliwie dzierżeć, a każdego roku wam, bratu swemu, mamy się upominać upominków: za 13 000 złotych sukna luńskiego[1]—z Korony Polskiej 200 postawów[2] sukna luńskiego bez trzech postawów[3], a z Wielkiego Księstwa Litewskiego także 200 postawów sukna luńskiego bez trzech postawów. A każdy postaw mamy przyjąć po 33 czerwonych złotych[4]. A przy tych suknach 2000 gotowymi złotymi czerwonemi macie dać, a to ma być summa wszytkiego piętnaście tysiąca złotych czerwonych. Macie przysyłać na rok na dzień Świętego Jurgia[5] wiosnego.



[1] Tj. londyńskiego.
[2] Nie wiem jednak, który z postawów przyjętego za jednostkę rozliczenia.
[3] Tj. 197 postawów.
[4] Czyli każdy z postawów miał mieć wartość 33 czerwonych złotych (florenów).
[5] Jeżeli dobrze kojarzę, chodzi tu o świętego Jerzego, którego dzień obchodzony jest 6 maja.

piątek, 25 maja 2018

Dobry język i człowiek ma być znaczny



Czasami w materiałach źródłowych można znaleźć rozsiane perełki dotyczące strojów czy wyposażenia z epoki, przyznam że uwielbiam tropić takie ślady i wrzucać je na blog (hej, petyhorcy!). W dzisiejszym wpisie krótka notka dotycząca tatarskiego mirzy Bała Kuunduka, pochwyconego przez polski podjazd na początku października 1692 roku. Złapali go żołnierze z chorągwi wołoskiej rotmistrza Konstantego Turkuła[1], wyprawieni z chorążym jego na Budziak. Hetman Stanisława Jabłonowski w liście do króla Jana III Sobieskiego opisał jak to jeniec, dobry język i człowiek ma być znaczny, podał na przesłuchaniu wiele ciekawych informacji dotyczących tatarskich planów. Mnie jednak najbardziej zaciekawił opis rynsztunku tatarskiego wielmoży, dobrze wskazujący na jego wyższy status: sahajdak ma piękny i oprawny, szablę czerkieską bardzo dobrą i konia tureckiego bardzo dobrego.


[1] Do 1692 roku chorągiew Andrzeja Potockiego, gdzie Turkuł był porucznikiem.

poniedziałek, 21 maja 2018

P. Boga nie znają, ani o nim wiedzą



W 1569 roku Jędrzej Taranowski wyprawił się z poselstwem do sułtana. Jako że ten wyruszył akurat z wyprawą wojenną na Astrachań, polski poseł chcąc nie chcąc musiał ruszyć jego śladem. Po drodze Taranowski przejeżdżał przez ziemie ordy nogajskiej, gdzie goszczono go kobylem mlekiem i mięsem końskiem i baraniem. Dyplomata zostawił po sobie bardzo ciekawy opis owych Tatarów, który chciałbym teraz przytoczyć. Taranowski wspomniał, że Nogajcy P. Boga nie znają, ani o nim wiedzą, cnoty ani czci u nich niemasz, kto duższy [potężniejszy] ten lepszy. 



czwartek, 22 lutego 2018

Pan Mikołaj zranił, diabeł dzieła dokończył


Ciekawy epizod z polsko-litewskiej wyprawy na Wielkie Łuki w 1580 roku. Dotyczy podjazdu dowodzonego przez Andrzeja Zborowskiego, który starł się z jazdą moskiewską (w tym Tatarami). Szarża polskiej jazdy zaczęła się od mocnego uderzenia, prawie jako ptacy przeleciawszy, kopjiami w nie uderzyli. Polacy mieli tylko stracić kilka postrzelonych (tak z łuków jak i broni palnej) koni, zostało też rannych kilku towarzyszy. Wśród nich nieszkodliwie postrzelono bohatera naszej powiastki, Mikołaja Jazłowieckiego. Jazdę moskiewską złamano po krótkiej walce, pościg w wyniku którego wzięto do niewoli wielu przeciwników miał trwać cztery godziny.

Wspomniany pan Mikołaj miał w trakcie potyczki walczyć z Tatarzynem mężem wielkim. Gdy polski towarzysz zaatakował go, obrócił się pohaniec, ściął się z nim, uderzył go w rękę szablą, ręka mu ścierpła aż szablę upuścił, wszakoż zrazu dobył multana, natarł nań koniem, uderzył tak, że się koń z nim przewrócił. Pozbywszy konia pohaniec, znowu się do Jazłowieckiego rzucił, który mu w łeb dał pałaszem, on też na nim pancerz przeciął. Co bacząc, Stadnicki Stanisław, rotmistrz z domu Śrzeniawa bez krzyża[1], dokonał onego Tatarzyna.

To ciekawy przykład używana w toku starcia różnego uzbrojenia. Co jest jednak dla mnie konfudujące (bo też żaden spec od uzbrojenia ze mnie…) to opis broni właśnie. Jazłowiecki miał bowiem stracić szablę, potem dobyć multana, który tu wydaje się być innym określeniem na pałasz. Do tej pory wydawało mi się, że multanem nazywano szable pochodzenia mołdawskiego – dziwne byłoby bowiem, gdyby nasz bohater miał dwie różne szable i do tego jeszcze pałasz. Chyba że ktoś ma inny pomysł? Zapraszam w takim razie do komentowania.

A przepiękną wisienką na torcie jest to, że rannego Tatara dobił sam Diabeł Łańcucki…


[1] Szreniawa bez Krzyża.


wtorek, 6 lutego 2018

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XV


Dawno nie było żadnej recenzji, dziś pora to nadrobić. Kilka miesięcy temu szukając w internecie informacji o Chanacie Kałmuckim, natknąłem się na bardzo ciekawą pracę. Chodzi o Where two world met. The Russian State and the Kalmyk Nomad, 1600-1771, autorstwa Michaela Khodarkovsky’ego, a wydaną w 1992 roku. Temat wydawał mi się bardzo zajmujący, a książka faktycznie nie zawiodła. Przyjrzyjmy się najpierw nieco samej strukturze pracy, później kilka zdań ogólnego komentarza.

Książka składa się z siedmiu rozdziałów i kilku dodatków. Pierwszy rozdział to wprowadzenie w historię i kulturę Kałmuków (Ojratów), strukturę ich państwa i plemion, sztukę wojenną i religię. W drugim rozdziale Autor opisuje wzajemne postrzeganie między Kałmukami i Rosją. Rozdział trzeci to historia przybycia Kałmuków na stepy na północy Morza Kaspijskiego, wyparcia stamtąd plemion tubylczych i początków relacji z Moskwą. W kolejnym rozdziale zapoznamy się z dojściem do władzy najsłynniejszego i najpotężniejszego z władców Chanatu  -Ajuki (Ayuki) Chana.  Rozdział piąty mówi o niełatwych sojuszach tego władcy z Moskwą, w okresie 1697-1722. W rozdziale szóstym widzimy stopniowo pogłębiający się kryzys Chanatu, w latach 1722-1735. Rozdział siódmy to postępująca kolonizacja moskiewska i tragiczny exodus Kałmuków, uciekających do Dżungarii  w Chinach.

Jeżeli chodzi o dodatki, mamy obszerny aneks będący tłumaczeniem negocjacji pomiędzy posłem moskiewskim a kałmuckimi wodzami w 1650 roku. Dodatkowo mamy także listę władców kałmuckich, a także chanów rządzących Ojratami pozostały w Dżungarii.  Lekturę ułatwiają cztery mapy, ukazujące regiony w których rozgrywały się opisywane wydarzenia. Na końcu pracy możemy także znaleźć słownik wyrażeń mongolskich, kałmuckich i rosyjskich, używanych w tekście.

Autor opiera się o źródła tureckie i rosyjskie – głównie drukowane, chociaż mamy kilka odnośników do archiwów tureckich ze Stambułu. W bibliografii znajdziemy także kilka źródeł z końca XVIII/początku XIX wieku, napisanych w języku niemieckim.  Wśród użytych opracowań gros to te w języku rosyjskim, jest tam też kilka opracowań wydanych po angielsku.

Książka napisana jest bardzo przystępnym językiem, Autor sprawnie lawiruje pomiędzy skomplikowanymi zależnościami plemienno-państwowymi Chanatu i jego sąsiadów. Czytelnik ma okazję zapoznać się z niezwykle fascynującymi i mało znanymi wydarzeniami z XVII i XVIII wieku, obserwując Kałmuków lawirujących pomiędzy Moskwą, Tatarami i resztą wojowniczych sąsiadów. Khodarkovsky z dużą dozą szczegółów przedstawia nam historię fascynującego tworu państwowego, jakim stał się Chanat Kałmucki. Prowadzi nas  przez cały okres jego istnienia, aż do upadku pod wpływem zwiększającego się naporu ze strony Moskwy. Widzimy więc zarówno „małą wojnę” prowadzoną na stepach, próby użycia Kałmuków w moskiewskich kampaniach wojennych (w tym także na Ukrainie), ale i negocjacje dyplomatyczne i zmieniającą się sytuację geopolityczną regionu. Mimo że stepowe państwo Kałmuków istniało przez relatywnie krótki okres czasu, odegrało ważną rolę w  regionie, lektura niniejszego książki zdecydowanie pozwoliła mi na wypełnienie specyficznej „białej plamy” w mojej wiedzy.

Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to zdecydowane trzeba mieć jeżeli ktoś jest zainteresowany historią regionu. Bardzo niszowy temat, ale ciekawie zaprezentowany i warty lektury.



sobota, 12 sierpnia 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXXI


Ostatnio na blogu dzieje się (znowu) mało, bo skupiłem się na obrazkowych albumach, które zamieszczam na swojej stronie Facebookowej. W tym tygodniu tematem przewodnim są klimaty węgierskie, może więc kogoś to zainteresuje:
- wizerunki wojsk siedmiogrodzkich z okresu Potopu, według Erika Dahlbergha
- wizerunki władców i żołnierzy węgierskich, według Issaca Maiora

A dla miłośników podobnie orientalnych klimatów:
- wizerunki Tatarów (XVI-XVIII wiek)
- wizerunki władców i wojowników perskich (XVI-XVIII wiek)


W jutrzejszym wpisie nieco linków do armii zachodnich...