Pokazywanie postów oznaczonych etykietą flota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą flota. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 września 2019

Kadrinazi radzi i odradza - cz. XXIV



Mimo czasowego zawieszenia prac na blogu wspomniałem, że od czasu do czasu pojawi się tu jednak jakaś recenzja. Okazja jak trzeba, bo w końcu wpadła mi w ręce nowa, bo pochodząca z tego roku, praca Mariana Huflejta Bitwa pod Oliwą 1627, fakty i mity. Wojna o ujście Wisły 1626-1629 to zdecydowanie mój ulubiony konflikt XVII-wieczny, nic więc dziwnego że byłem bardzo zainteresowany zapoznaniem się z tą pracą. Oczywiście spec od marynistyki ze mnie żaden, ale po zapoznaniu się z bardzo pozytywną recenzją autorstwa niekwestionowanego autorytetu – p. Krzysztofa Gerlacha – wiedziałem że praca p. Huflejta musi trafić do mojej biblioteki.
Jak to zwykle w przypadku recenzji blogowych, pokrótce omówimy strukturę pracy a potem przejdziemy do dodatkowych komentarzy. 

Książka podzielona jest na cztery rozdziały i jeden aneks. W rozdziale pierwszym zapoznamy się z przebiegiem tytułowego starcia, gdzie narracja autora pracy przeplata się z rozlicznymi cytatami z zeznań uczestników bitwy – to przetłumaczone z języka niemieckiego fragmenty przesłuchań marynarzy floty królewskiej z Diariusza Królewskiej Komisji Okrętowej. Każda kolejna faza starcia jest obficie okraszona diagramami ukazującymi manewry i pozycje walczących okrętów. Rozdział drugi to dziesięć pytań (oczywiście z odpowiedziami) dotyczącymi różnych aspektów starcia – od broni używanej przez szwedzkiego admirała, przez bardzo ważny wątek ”polskości” floty  Zygmunta III po problemy w przyjętych w historiografii polskich nazwach okrętów czy nazwisk oficerów.W rozdziale trzecim zapoznamy się z nietypowym wątkiem, czyli aresztem pokładowym w galionie okrętowym,  a także bardzo ciekawego propagandowego wydźwięku dwóch rzeźb przedstawiających Polaków na słynnym okręcie Vasa. Czwarty, bardzo obszerny rozdział dotyczy zagadnienia bander króla Zygmunta III, mitów i błędów z tym związanych. Aneks to lista urzędników i członków załóg floty królewskiej, oparta o Diariusz.

Ogromny plus książki to użycie dużych fragmentów przetłumaczonego Diariusza. Dzięki temu czytelnik znajdzie tu wiele nowych, do tej pory nieznanych czy słabo opisanych aspektów bitwy – jak nowy poziom niekompetencji kapitana Murraya. Pozwala to na wręcz drobiazgową analizę starcia, mamy okazję prześledzić rozwój wypadku i to w perspektywie samych uczestników. W pracy tej znajdziemy wiele polemik z dotychczas przyjętymi ustaleniami dotyczącymi zarówno tytułowej bitwy jak i floty królewskiej. Osobiście bardzo zainteresował mnie fragment dotyczący narodowościowego składu floty i sposób w jaki  autor analizuje cytaty do tej pory używane w historiografii na dowód ‘polskiego’ pochodzenia wielu marynarzy. Wiele miejsca poświęcono kwestii tłumaczenia niemieckich nazw okrętów na język polski , przy okazji autor wsparł swoje rozważania sporą dawką ikonografii. Miłośnicy weksylologii będą z kolei bardzo zadowoleni z rozważań na tematy bander polskich, gdzie po raz kolejny autor polemizuje z wieloma utartymi do tej pory ustaleniami.  

Kilka drobnych uwag, które rzuciły mi się w oczy w czasie lektury, oczywiście jako szczur lądowy zwróciłem uwagę na aspekty najlepiej mi znane. Autor nazywa (zarówno w tekście jak i bibliografii) uczestnika niderlandzkiego poselstwa Abrahamem Bootem, podczas gdy wszystkie prace tego podróżnika podpisane są Booth. Brakuje mi odniesień do Diariusza albo summy spraw… gdzie znajdujemy przecież interesującą (acz nieco mylącą) notkę dotycząca bitwy pod Oliwą. Jest mi niezwykle miło, że autor powołuje się w kilku miejscach na mój blog, nie sądzę jednak by informacje dotyczące uzbrojenia rot piechoty cudzoziemskiej w Inflantach w 1601 roku można użyć jako dowód na podobne wyposażenie oddziałów  w Prusach w 1627 roku. Zaczynam tez mieć poważne wątpliwości, czy moja hipoteza dotycząca polskich muszkieterów i pikinierów broniących Iławy w 1628 roku jest właściwa -  w świetle moich najnowszych ustaleń (o których jeszcze nie wspominałem na blogu – nie omieszkam jednak zamieścić wkrótce sprostowania) garnizon należał do wojsk brandenburskich/pruskich, a kapitan Jakub Morszen to brandenburski Jacob Morss z regimentu Hilebrada von Krachta. Z tego miejsca muszę więc przeprosić zarówno p. Huflejta jak i wszystkich zainteresowanych za wprowadzenie w błąd. Cóż, rzeczą badacza jest mylić się, ale i naprawiać własne błędy. Można też dyskutować, że to ‘głównie etniczni Niemcy’ wchodzili w skład zaciężnej piechoty służącej na okrętach: rota Astona była szkocko—angielska, sam Aston był Anglikiem, Murray Szkotem, du Plessis Francuzem a Appelman Holendrem. Nie znamy niestety struktury narodowościowej ich oddziałów. Przy informacji o piechocie walczącej pod Oliwą brakuje też zaskakująco wzmianki o oddziałach Ernesta Fittinghofa i Balthasara Rotsteina – trochę dziwi to przeoczenie. Z kolei rzecz która rzuciła mi się w oczy w czasie lektury i która bardzo szybko stała się dość męcząca – każdy okręt królewski jest w tekście opisany każdorazowo pod oryginalną niemiecką nazwą, wraz z najczęściej przyjętą polską nazwą w nawiasie.  Sądzę że wystarczyło zastosować taki zapis tylko na początku, przy wymienieniu wszystkich okrętów, a potem stosować już tylko i wyłącznie nazwy niemieckie. Są to jednak naprawdę mało istotne szczegóły, które nie rzutują na odbiór książki.

Końcowa ocena [według rankingu – trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać]  to zdecydowanie trzeba mieć. Tryumf królewskiej floty pod Oliwą jest ukazany tu w nowym świetle, autorowi udało się zwalczyć wiele mitów związanych tak ze starciem jak i flotą Zygmunta III. Książka naprawdę przydatna i wręcz niezbędna dla zainteresowanych konfliktami polsko-szwedzkimi. Bardzo się cieszę że tak dobrze opracowana pozycja trafiła na rynek wydawniczy, mam nadzieję że zdobędzie ona uznanie w gronie zainteresowanych epoką.


poniedziałek, 25 lutego 2019

Pułk pontonowo-mostowy Zygmunta III



Odkopałem wczoraj pochodzący z 1979 roku artykuł Władysława Czaplińskiego Cień Polski nad Sundem (Kartki z dziejów dyplomacji w latach 1621-1626), zachęcam do lektury, można go znaleźć tutaj. Jest on oparty o relacje szwedzkiego agenta Andera Svenssona, który w Elsynorze miał pilne baczenie na Cieśniny Duńskie. Znalazłem tam bardzo interesujące informacje z marca 1623 roku, kiedy to Svensson donosił do Sztokholmu o przygotowywanej przez Zygmunta III inwazji na Szwecję. Oto w porcie gdańskim cieśle, pod kierownictwem kapitana Polidora (Adriana von Katza) mieli budować około 70 wielkich łodzi, czy też promów o płaskich dnach. Późniejszy raport donosił, że każda z tych łodzi może pomieścić około 15 ludzi i że mają służyć do przerzucania przy ich pomocy mostów pontonowych przez wąskie zatoki czy też ujścia rzek. W Sztokholmie przypuszczano więc, że mogą być użyte  do ataku na wyspy przy wybrzeżu szwedzkim. Co prawda wiemy że plany Zygmunta III pozostały tylko w sferze marzeń, jednak dla miłośników historii alternatywnej wizja szkockiej i niemieckiej piechoty polskiego króla, desantującej się na wybrzeże Szwecji  czy budującej dzięki takim łodziom mosty pontonowe na pewno musi być kusząca…

poniedziałek, 28 maja 2018

Kamieniem w Anglika



Dziś ciekawostka dotycząca potyczek morskich, miejmy nadzieję że będzie mało z terminologii więc się nie zbłaźnię. W czerwcu 1586 roku szlachcic z Suffolk, Thomas Cavendish, wyruszył z Londynu na czele dość przypadkowo zebranej wyprawy angielskich korsarzy. Cavendish zastawił cały swój majątek, by kupić galeon Desire i pinkę Hugh Gallant, dodatkowe finansowanie dołożyli prywatni inwestorzy, w tym syndykat kupców z Ipswich. Angielskie okręty uderzyły na wybrzeże Brazylii, a później przez cieśninę Magellana dostały się na Pacyfik. Ich głównym celem był atak na hiszpańskie okręty i statki na trasie Manila-Acapulco. Wyprawa okazała się niezwykle udana, straty Hiszpanów oceniano na ok. 400 000 funtów, chociaż Cavendishowi udało się dowieźć do Londynu (dwa lata po wyruszeniu) towary wartości „tylko” 90 000 funtów.

Epizod o którym chciałbym wspomnieć dotyczy starcia które stoczono 4 listopada 1567 roku, kiedy to Anglikom udało się zdobyć karakę Santa Ana. Statek wydawał się łatwym łupem, całym jego ciężkim uzbrojeniem były bowiem dwa arkebuzy. Galeon Cavendisha zbliżał się po, jak sądzono, łatwy łup, szykując się do abordażu. Wtedy dowodzący Hiszpanami Tomas de Alzola pokazał, że nie zamierza tanio sprzedać skóry. Duża część załogi Santa Any skupiła się na przednim kasztelu statku i stamtąd postanowiła dać odpór Anglikom. Do „ostrzału” użyto kamieni przeznaczonych do balastowania karaki. Tak starcie opisał sam Cavendish:

[Hiszpanie] skryci w kasztelu, tak że żadnego z nich nie było widać, czekali [na nas] z pikami, oszczepami, rapierami i tarczami, a także ogromnym zapasem wielkich kamieni, które zaczęli rzucać nam na głowy i na nasz okręt z taką szybkością i w takiej liczbie, że zmusili nas do przerwania abordażu i powrotu [na galeon]. Straciliśmy przy tym dwóch zabitych i czterech czy pięciu rannych.
Desire oddała wtedy salwę burtową, niszcząc część hiszpańskich masztów i zabijając kilku żeglarzy, jednak ponowiony abordaż znów został odparty. Anglicy wznowili więc ostrzał, trafiając w końcu statek przeciwnika poniżej linii wodnej. Santa Ana zaczęła nabierać wody, a wielu spośród jej załogi zginęło bądź zostało rannych. Dopiero wtedy, po walce trwające pięć lub sześć godzin, dzielny kapitan de Alzola zdecydował się na kapitulację.


czwartek, 1 lutego 2018

Zbiory Riksarkivet dostępne (od dzisiaj) za darmo


Jakiś czas temu wspominałem na blogu, że od 1 lutego Riskarkivet udostępni swoje zdigitalizowane zasoby za darmo. I ten piękny dzień wreszcie nadszedł - populacja fanów armii szwedzkiej podwaja się ;) Poniżej kilka przydatnych linków:
- popisy jednostek szwedzkich w okresie 1620-1723
- wyszukiwarka map
- armia i flota szwedzka w okresie 1680-1901
- wyszukiwarka portretów żołnierzy szwedzkich


wtorek, 24 października 2017

Zwycięska (acz ostatnia) bitwa admirała Jacoba


Dzisiaj rzadka wyprawa blogowa na morze, ale okazja ku temu dobra – zawsze bowiem chciałem napisać o pewnym artefakcie, a i data bliska memu sercu. 25 kwietnia 1607 roku w bitwie morskiej pod Gibraltarem, flota Zjednoczonych Prowincji zadała dotkliwą porażkę Hiszpanom. Nad samą bitwą nie będę się rozwodził, można o tym poczytać online, chciałem się jednak przyjrzeć jej jednemu epizodowi. Holendrami dowodził znany podróżnik i oficer Jacob van Heemskerk. Na swoim flagowcu Aeolus zaatakował hiszpański galeon San Augustin, flagowy okręt admirała Juana Alvareza de Avili. Obydwaj dowódcy zginęli w toku starcia, co ciekawe – van Heemskerk poległ zaraz na początku bitwy, kiedy to hiszpańska kula armatnia zgruchotała mu lewą nogę.

Wdzięczni rodacy uhonorowali admirała, składając go do grobowca w słynnym Oude Kerk w Amsterdamie. Zbroję którą nosił w czasie bitwy zawieszono nad monumentem w kościele, a po pewnym czasie trafiła ona do Rijksmuseum, gdzie można ją podziwiać do dziś. Jest to ciekawy przykład na to, w jakim rynsztunku stawali do bitwy morskiej tacy oficerowie jak van Heemskerk. Charakterystyczny jest brak lewego nabiodrka (cuisse), zgruchotanego w momencie trafienia kulą armatnią. Wraz ze zbroją zachował się i miecz admirała, który także trafił do zbiorów muzeum. 



czwartek, 5 maja 2016

Kadrinazi radzi i odradza - cz. X


W kąciku recenzji pozostaniemy dziś w klimatach wojen polsko-szwedzkich, ale zajmiemy się o wiele poważniejszą pracą. Chodzi mianowicie o opublikowaną w 2002 pracę habilitacyjną profesora Ryszarda Skowrona, Olivares, Wazowie i Bałtyk. Polska w polityce zagranicznej Hiszpanii w latach 1621-1632. Jeżeli ktoś nie zna badań tego historyka, to szybciutko proszę sprawdzić tutaj.
Autor jest specjalistą od historii Hiszpanii w XVI i XVII wieku, jej relacji z Rzplitą w tym okresie a także historii dyplomacji europejskiej. Wszystkie te wątki znajdziemy w omawianej pracy, ukazane na tle wojny hiszpańsko-holenderskiej, polsko-szwedzkiej i Wojny Trzydziestoletniej.
Książka podzielona jest na dwie części. W pierwszej możemy zapoznać się z relacjami polsko-hiszpańskim w okresie 1518-1623. Mamy tu więc wątek sum neapolitańskich, a także polityki hiszpańskiej dotyczącej Bałtyku – ten ostatni dotyczący bezpośrednio koncepcji planów wojny ekonomicznej, która miała uderzyć w zbuntowane Zjednoczone Prowincje. Znajdziemy tu także elementy polityki Zygmunta III w stosunku do Szwecji i prób uzyskania wsparcia hiszpańskiego dla idei odzyskania przez polskich Wazów tronu w Sztokholmie.
Druga część (nieco ponad 2/3 książki) to skupienie się na planach Olivaresa, czyli różnych koncepcjach uczynienia z Bałtyku strefy wpływów Habsburgów (hiszpańskich i austriackich) przy wsparciu Zygmunta III. W niezwykle interesujący sposób autor przedstawia nam różnorodne wizje i plany współpracy katolickich monarchów, to wszystko za pomocą mniej lub bardziej tajnych poselstw, korespondencji i obrad politycznych gabinetów. Dla polskiego czytelnika bardzo ciekawe muszą być zwłaszcza dalekosiężne plany Zygmunta III, włącznie z wizją Wazów na tronach trzech krajów: Zygmunta III w Polsce, królewicza Władysława w Szwecji i królewicza Jana Kazimierza w Danii. Jednocześnie widzimy jak zmieniająca się sytuacja polityczno-militarna, np. „duńska” faza Wojny Trzydziestoletniej czy wybuch wojny o ujście Wisły, wpływała na zmianę postaw i planów zaangażowanych w dyplomatyczne negocjacje stolic. Sporo miejsca autor poświęcił też planom Wallensteina, dotyczącym tworzenia sojuszniczej floty na Bałtyku i próbom współpracy z Zygmuntem III i Hiszpanami w tej materii. Do tego dodajmy kolejne pomysły inwazji Szwecji, inicjowane przez polskich Wazów – wskazuje to na bardzo ciekawy aspekt walk polsko-szwedzkich w tym okresie.
Z pracy wyłania się niezwykle interesujący obraz politycznej mapy Europy, gdzie ścierają się różne wizje hiszpańskich i austriackich Habsburgów (nie zawsze zbieżne), Zygmunta III i jego syna Władysława (zwłaszcza w kontekście jego zbliżenia z tronem hiszpańskim) a także władców protestanckich. Wszystko to ukazane w kontekście trwających w tym czasie konfliktów zbrojnych, z dużym naciskiem na ekonomiczny aspekt tych wojen. Wszystko to przedstawione w bardzo ciekawy sposób; narracja jest bardzo płynna, wydaje mi się że nawet czytelnik mało zorientowany w temacie mógłby z łatwością śledzić rozwój wydarzeń.
Niezaprzeczalną zaletą omawianej pracy jest bogata baza źródłowa, na której oparł się w swoich badaniach autor. Kwerendy w hiszpańskim Archivo General w Simancas przyniosły ogromy i bardzo szeroki wybór materiału: od protokołów z obraz hiszpańskiej Rady Państwa, poprzez liczne listy, relacje posłów czy instrukcje wydawane tymże przez Radę Państwa. Wiele dodatkowych materiałów autor odnalazł także w Bibliotece Narodowej w Madrycie i Państwowym Archiwum Głównym w Pradze (materiały związane z Wallensteinem). Odniósł się także, nierzadko krytycznie, do wielu opracowań: w języku polskim, hiszpańskim, czeskim czy niemieckim. Z punktu widzenia czytelników nieznających języka hiszpańskiego niezwykle ważne jest to, że liczne cytaty zawarte w tekście książki są w przypisach przetłumaczone na język polski.
Twarda okładka (z trzema głównymi „graczami politycznymi” omawianych wydarzeń) przykuwa uwagę i zachęca do zainteresowania się pracą. Bardzo przydatny jest indeks osobowy, który pozwala łatwiej śledzić rozlicznych posłów i polityków zaangażowanych w negocjacje. Mamy też kilka map, ułatwiających analizowanie polskich i hiszpańskich planów morskich. Znalazłem w tekście kilka drobnych literówek, nie stanowią one jednak żadnego problemu w lekturze – ot, korektor nie zauważył, zdarza się.


Końcowa ocena [według rankingu: trzeba mieć – można mieć – lepiej odpuścić – zdecydowanie unikać] to zdecydowanie trzeba mieć. Praca jest wręcz fundamentalna dla wszystkich zainteresowanych panowaniem Zygmunta III, konfliktami polsko-szwedzkimi czy Wojną Trzydziestoletnią. 

sobota, 6 czerwca 2015

Morskie rozpiski księcia Kubusia


Elementem który zawsze niezwykle mnie bawił w wargamingu był (jest?) etap składania rozpiski. Kombinowanie jakie oddziały wybrać do bitwy, obowiązkowe nadawanie im nazw (niezależnie od tego czy chodzi o grę historyczną, fantasy czy s-f) i dobieranie odpowiednich dowódców: mogłem na to poświęcać długie godziny. Znalazłbym chyba pokrewną duszę w Jakubie Stuarcie, księciu Yorku (1633-1701), który do historii przeszedł jako Jakub II (król Anglii) i Jakub VII (król Szkocji).  W wieku trzech lat Kubuś został mianowany honorowe stanowisko dowódcy Royal Navy[1], a po Restauracji dynastii Stuartów objął faktyczne dowództwo floty angielskiej, walcząc na jej czele w dwóch kolejnych wojnach przeciw Holendrom.
Co to ma jednak wspólnego z wargamingowymi rozpiskami? Otóż ok. 1672 lub 1673 roku[2] książę Yorku wydał specjalną pisemno-rysunkową instrukcję dla swoich admirałów. Chciałbym ją dzisiaj zaprezentować na blogu, bo wygląda to niezwykle ciekawie. Jak zacznę pleść głupoty związane z terminologią to proszę mnie poprawić, generalnie dostaję choroby morskiej na sam widok okrętu, więc o pomyłkę nietrudno. Całość floty została tam podzielona na trzy ‘kolorowe’ eskadry: Niebieską[3], Czerwoną i Białą. Z kolei każda eskadra podzielona była na trzy mniejsze, dowodzone przez panów noszących rangi: admirał, viceadmirał (vice-admiral) i  rearadmiral[4]. Admirał dowodzący Czerwoną eskadrą był także dowódcą całego zgrupowania, jako admiral of the fleet. Tu dochodzimy do najciekawszego fragmentu owej ‘rozpiski’ – instrukcja nakazywała bowiem wpisać na karcie nazwy poszczególnych okrętów i pływać w tak wyznaczonym szyku[5]. Jeżeli więc jakiś okręt wypadał z szyku, admirał mógł spojrzeć na swoją pieczołowicie rozpisaną kartę i warknąć: Czemu Tiger nie płynie pomiędzy Glorious i Triumphant? Nie wątpię, że panowie mieli nielichą zabawę w takim wargamingu w skali 1:1, zwłaszcza pod holenderskim ostrzałem.





[1] Ranga zwała się po angielsku Lord High Admiral. Jako że zagadnienia związane z flotą to moja pięta achillesowa, nie będę nawet próbował szukać polskiego odpowiednika.
[2] Czyli w czasie trzeciej wojny angielsko-holenderskiej.
[3] Zapisaną jako Blew.
[4] Ma to jakiś polski odpowiednik?
[5] Chociaż to zapewne pozostało raczej tylko teorią i instrukcja była przede wszystkim używana jako lista okrętów. 

poniedziałek, 25 maja 2015

La conquista de las islas Azores

W dzisiejszym wpisie królować będą hiszpańskie Tercio i hiszpańska flota, przyjrzymy się bowiem lądowaniu wojsk króla Filipa II na portugalskich Azorach w 1583 roku. Z opisem kampanii można się zapoznać chociażby tutaj, skupię się bowiem na przepięknym malunku (jego autor jest niestety anonimowy), który do dziś widnieje w Escorialu. Udało mi się wejść w posiadanie dobrej kopii tego malowidła, pozwolę więc sobie zamieścić kilka zdjęć. Widzimy tutaj kilka najważniejszych faz lądowania: desant osłaniany przez galery Alvaro de Bazana, osławione Tercio formujące szeregi na plaży a także fort Św. Katarzyny, którego działa ostrzeliwały lądujących Hiszpanów.
 Łodzie transportujące piechotę hiszpańską. 
 Kolejne zbliżenie na desant, na pierwszym planie jedna z galer osłania ogniem z dział lądującą piechotę. Po lewej pechowi Portugalczycy...
 Wiosłować, nie ociągać się!
 Ta łódź nie miała szczęścia, widać że wpadła pod ogień portugalskich żołnierzy i siedzący tu desant ponosi straty. 
 My strzelamy, wy wiosłujecie...
 I jeszcze raz.
 Prawdopodobnie flagowa galera samego admirała Alvaro de Bazan - okręt ten prowadził flotę hiszpańską, został przy tym uszkodzony przez ostrzał z portugalskich dział.

Raz jeszcze łodzie widoczne na lewej flance desantu.
Działa z fortu Św. Katarzy próbują powstrzymać atak Hiszpanów.
 Hiszpańskie Tercio sformowało szyki i maszeruje w głąb lądu. Dobrze widać niezwykle gęsty szyk tej formacji. 
 Kolejne Tercio, to nawet jeszcze liczebniejsze niż poprzednie.
 Oficerowie uzbrojeni w halabardy prowadzą Tercio do boju, 
 Arkebuzerzy z Tercio. 
 I kolejne zbliżenie na szyk Tercio. 
A tu ciekawostka, widzimy bowiem dwóch hiszpańskich (jak sądzę) kopijników. 

poniedziałek, 13 lutego 2012

Jak popłynął król na wojnę...

Wyprawa na morze nas czeka, acz niedaleko, bo na Bałtyk... Powyżej spis okrętów floty szwedzkiej z 9 lipca 1655 roku, na pokładzie liniowca Scepter (jakże odpowiednio) sam Karol X Gustaw. W takim to towarzystwie monarcha udawał się na wojnę która miała przejść do historii jako (nie)sławny 'Potop'.
Flota podzielona na trzy eskadry. Na czele pierwszej stał sam król, drugą dowodził Karl Gustav Wrangel, trzecią zaś Ake Hansson Ulfsparre. Na pierwszym miejscu nazwa okrętu, potem liczba dział (25, 12, 10, 6 i 4 funtowe), na końcu liczba przewożonych żołnierzy.

sobota, 31 grudnia 2011

Cennik szkockiego kapra

Koniec roku to zazwyczaj czas podsumowań, remanentów i tym podobnych zestawień z dużą ilością cyferek. W tym duchu postanowiłem więc pożegnać się z odchodzącym 2011 za pomocą cennika roku 1628 roku, datowanego dokładnie na jakże mi bliską datę 25 kwietnia. Jest to fragment kontraktu kaperskiego pomiędzy szkockim kapitanem Williamem Douglasem a przedstawicielem Fryderyka Henryka księcia orańskiego. Na jego mocy Holendrzy mieli  sponsorować  wyekwipowanie okrętu (man-of-war czyli o ile mnie moja nikła wiedza nie myli w tym okresie będzie to zapewne galeon) a także dwóch lub trzech slupów. Douglas i jego dwóch braci zobowiązywałi się by, na własny koszt, ryzyko i ponosząc trudy topić, niszczyć lub palić okręty (mające działa i znajdujące się na służbie wroga). Ustalono także niezwykle interesujący cennik za niszczenie okrętów:
- Za okręt powyżej 100 ton – 30 000 guldenów
- Za okręt powyżej 70 ton – 20 000 guldenów
- Za okręt pomiędzy 50 a 70 ton – 15 000 guldenów
- Za okręt powyżej 30 ton – 10 000 guldenów
- Za okręt powyżej 20 ton – 8 000 guldenów
- Za jacht poniżej 20 ton, który miałby przynajmniej 4 działa – 4 000 guldenów
- Za fregatę z dwunastoma wiosłami po każdej stronie – 8 000 guldenów
- Za łódź okrętową lub długą łódź z ośmioma ławkami dla wioślarzy (thwarts – nie znam polskiego odpowiednika) lub szesnastoma wiosłami  - 2 000 guldenów
- Za łódź okrętową lub długą łódź z sześcioma ławkami dla wioślarzy – 1 200 guldenów
- Za łódź okrętową lub długą łódź z czterema ławkami dla wioślarzy – 600 guldenów
Kapitan miał też prawo by zatrzymać jako własny (…) każdy okręt, jacht, slup, działo, kotwicę, liny, dobra (przewożone na okrętach/statkach) i wszelkie inne rzeczy, bez wyjątku, które uda mu się ocalić z jednostek wroga.
I tym miłym, matematycznym akcentem, kończymy na blogu rok 2011. Wszystkiego Najlepszego Panie i Panowie, oby nadchodzący rok był jeszcze lepszy!

środa, 26 stycznia 2011

Plan na okrętów dwadzieścia

Ciekawy wycinek z rękopisów Tadeusza Czackiego, zawartych w Ojczystych spominkach… Ambrożego Grabowskiego. Poniżej krótka notka może z końca XVI lub początków XVII wieku pochodząca, zatytułowana Jakim sposobem mogłaby Rzplta mieć na Morzu Bałtyckiem 20 okrętów?  Rzadko się zapuszczam w klimaty morskie, więc raczej niecodzienny to widok na tym blogu...
Notkę rozpoczyna spis wyjaśniający jak można by pozyskać owe dwadzieścia okrętów.
Xiążę pruskie ratione feuda, powinien na obronę brzegów i portów chować wojennych okrętów 4.
Względem zaś połowicy ziemi pomorskiej mógłby trzymać 2.
Xiążę kurlandzkie względem dwóch xięztw – 2.
Miasto Gdańsk – 2.
Miasto Toruń – 1.
Miasto Elbląg – 1.
Do 20 tedy ośmiu nie dostaje. Około tego porozumiawszy się z olęderskimi stanami [Zjednoczone Prowincje] nalazłoby się, że na siłu towarach mogłoby cło w Gdańsku być podwyższone: zkądby się tak wiele zebrało, że mogłoby się chować te okrętów – 8.
Uzbierało nam się więc 20 okrętów, pora zastanowić się więc nad kosztem utrzymania takiej floty – za okres wiosna – jesień: a prima Aprilis ad medium Novembris, na miesięcy siedm i pół, rachując na każdym okręcie 160 człowieka.
Solarium albo żołd na 160 osob, po fl. olęd. [florenów holenderskich?] 15 na miesiąc – fl. 2400
Na strawę albo victualia wszytkie, po fl. 10 stywrow 15 d. 7 ½ - fl. 1725
Od pożyczenia okrętów ze wszytkiemi potrzebami i wojennym apparatem – fl. 3000
Na jeden okręt uczyni fl. 7125.
Na 20 okrętów uczyni na miesiąc fl. 142 500.
Na miesięcy 7 ½ uczyni fl. 1 068 750 czyli talarów 427 500.