Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sebastian Cefali. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sebastian Cefali. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 kwietnia 2011

Pan Sebastian opowiada o... BPP

Opowieści Sebastiana Cefaliego zakończymy na piechocie. Znajdziemy tam wzmiankę o krótkotrwałym funkcjonowaniu urzędu generała piechoty w armii koronnej:
Dawniej piechota w Polsce składała się z Węgrów, zwanych pospolicie hajdukami, których teraz używają tylko do parady w publicznych uroczystościach i usług domowych. Kozacy nim się zbuntowali, służyli także w piechocie i dzielnie się bili mianowicie w wojnach z Turcyą. Później zaczęto zaciągać do piechoty cudzoziemców, dziś złożona po większej części z chłopów polskich zatrzymała nazwisko cudzoziemskiej. Stanowiła niedawno znaczną część wojska, dziś dla braku pieniędzy prawie rozpuszczona. Piechota była bardzo liczna i bitna, lecz w ostatnich wyprawach króla przeciw Kozakom i Moskwie prawie cała dostała się do niewoli. Urządzona jest na sposób niemiecki, chociaż żołnierze są chłopi polscy, oficerowie ze wszystkich narodów.  W wojnach kozackich a mianowicie pod Beresteczkiem było przeszło 12 000 piechoty [chyba nieco zawyżona liczba, która zawiera piechotę cudzoziemską, polską i dragonię]. Zdawało się królowi dać jej wodza obeznanego z trybem niemieckim, i wyznaczył Bogusława Radziwiłła z niemałem szemraniem szlachty, której niepodobało się widzieć zaprowadzające się zwyczaje cudzoziemskie. Po jego przejściu na stronę Szwedow dana była komenda z tytułem generała [Janowi] Zamojskiemu, który go zrazu przyjął, potem zaniechał, bądź dla wkrótce potem powstałych konfedaracyj wojskowych bądź że nie chciał narazić się żołnierzom i wodzom z zawiścią poglądającym na ten nowy stopień generalski.
  

Pan Sebastian opowiada o... rajtarii i dragonach

O rajtarii napisał Cefali zdawkowo i, niestety, zupełnie błędnie:
Prócz pułku rajtarów w. marszałka, wszystkie inne ich chorągwie rozrzucone po wojsku zaledwie złożyłyby drugi pułk.
De facto w 1665 roku nie było już w armii regimentu rajtarii Lubomirskiego. Jednostką rajtarską, acz ‘ukrytą’ pod mianem regimentu arkabuzerii była regiment podstolego sandomierskiego Marcina Ścibora Chełmskiego – w jego skład weszły kompanie z rozwiązanych regimentów rajtarskich. Od III kwartału 1665 roku w służbie był rajtarski skwadron Jana Odrowąża Pieniążka, dowodzony przez Jakuba Wolffa, jednak nie sądzę by istniał w okresie gdy Cefali pisał swoją relację.

Bardzo krótka jest też wzmianka o dragonach:
 Więcej jest dragonów, i ci prawie wszyscy są Polacy.
Fakt, że jednostek tych było sporo – 4 regimenty, 3 skwadrony i 1 chorągiew.

niedziela, 3 kwietnia 2011

Pan Sebastian opowiada o... znakach lekkich

Opis kawalerii armii koronnej według Sebastiana Cefaliego to jeszcze jazda lekka, czyli wołoska i tatarska:
Wołosi jest to lekka jazda złożona z ludu wołoskiego, dawniej podległego Polsce, dziś Turcyi. Używana do podjazdów, niepokojenia nieprzyjaciela, dostania języka, lekko jest uzbrojona. Łuk, pałasz i pistolety są jej bronią, niektórzy zamiast łuku mają karabin, przedniejsi odziani siatką żelazną. Są to wielcy rabusie, ale bitni, liczba ich w całem wojsku nie dochodzi do dwudziestu chorągwi [a tu się musiało coś Cefaliemu pomylić, gdyż w 1665 roku w armii koronnej była tylko jedna chorągiew wołoska!]
Tatarzy są z osad perekopskich przeniesionych do Polski i nadanych wielkiemi przywilejami dla zachęcenia ich do służby wojskowej: bo gdy Rzplita miała ich od najdawniejszych czasów na żołdzie, tym którzy przywiązali się do Polski i żądali w niej osiąść, wyznaczono grunta, żeby ich mieć pod ręką w każdej potrzebie. Wyznają religię mahometańską, za broń mają łuk i strzały. Nie masz ich w wojsku koronnym nad 10 chorągwi [a tu liczbę wysoce zaniżył, gdyż było ich 25 – być może chorągwie tatarskie pomyliły mu się z wołoskimi?], w litewskiem daleko więcej [17, czyli tak naprawdę mniej niż w armii koronnej].     

Pan Sebastian opowiada o... jeździe kozackiej

A oto co Sebastian Cefali miał do powiedzenia o jeździe kozackiej, a i rajtarzy się załapią:
Kozacy jest to także lekko uzbrojona jazda szlachecka. Noszą kolczą zbroję, na głowie misiurkę, z której siatka żelazna spada na ramiona i podpina się pod brodą. Na popisach szlachta ma łuki, ale w bitwie używa karabina. Nieszlachta jest podobnie ubrana i uzbrojona, i cała różnica zależy na tem, że równie jak w chorągwiach husarskich jedni idą przed, drudzy za muzyką. Ta jazda pomnożyła się znacznie po buncie Kozaków, dla zstąpienia ich ubytku.  
Roty pancerne podobne do naszych kirasjerów zostały zupełnie zaniechane, a na ich miejsce wprowadzono znaczną liczbę rajtarów niemieckich, których teraz [czyli w 1665 roku] jest mało. 

Pan Sebastian opowiada o... husarii

Pośród datowanej na 1665 rok Relacyi o stanie politycznym i wojskowym Polski autorstwa Sebastiana Cefaliego, sekretarza Jerzego Lubomirskigo, znajdujemy bardzo interesujący opis polsko-litewskiej wojskowości. Jako że bardzo lubię takie spostrzeżenia pióra odwiedzających nasz kraj cudzoziemców, spojrzymy jak to Cefali opisywał wojskowość RON. W pierwszym odcinku chluba armii czyli husaria.
Wojsko kwarciane składa się z Hussarów, Kozaków, Wołochów i Tatarów. Z tych hussary zasługują na szczególniejszą uwagę tak dla niezrównanego męstwa, jako też osobistej godności. Mają coś podobnego do dawnej jazdy włoskiej [wszak autor relacji jest Włochem – K.], chociaż w karności i uzbrojeniu różnią się od niej. Oprócz szabli broń ich jest lanca zwana kopią, wewnątrz próżna, zwierzchu opleciona surowem rzemieniem i oblana smołą, którą jeździec pędząc na koniu przebić może na wylot zbroję. Dłuższa jest od spisy, pod żelazem ma proporzec kitajkowy, w środku przecięty, coraz węższy u dołu i tak długi że dotyka ucha końskiego. Chorągwie odróżniają się kolorem proporców i drzewców kopij, które wkładają się w rurkę rzemienną kilka razy złożoną, przymocowaną do kuli siodła i łączącą się ze strzemieniem. U łęku z lewej strony mają pistolet, pod lewym udem przywiązany do siodła koncerz bardzo długi, którego używają po skruszeniu kopii. Na zbroi noszą skórę tygrysią lub lamparcią spiętą pazurami na lewym ramieniu. Z tyłu mieli zwyczaj przyczepiać duże skrzydła sępie, które w pędzie czyniły wielki szelest, ale teraz mało kto ich używa. Każdy służy najmniej za trzech, to jest powinien przyprowadzić z sobą do chorągwi dwóch ludzi dorodnych, równie dobrze uzbrojonych i na dobrych koniach, którzy  dla różnicy od panów noszą skóry niedźwiedzie lub wilcze, skrzydła i oprócz innego uzbrojenia karabin. Chorągwie husarskie były prawie zarzucone w wojnach z Kozakami i Tatarami, bo na mało się przydały z nieprzyjacielem nieznającym porządnym sztuki wojowania, ale gdy się zaczęła wojna ze Szwedami i Moskwą powróciły znowu do dawnego znaczenia. Przedniejsza szlachta zaciąga się do tych chorągwi i zasłużeni oficerowie, którzy dowodzili Kozakami lub w innych dobornych pułkach, nie mają sobie za ujmę służyć jak prości żołnierze w hussarach. Chorągiew husarska kosztuje daleko więcej niż pułk jazdy zwyczajnej lub piechoty cudzoziemskiej, a w szczególności rotmistrza, który prócz dostarczenia kopij swym podkomendnym musi ich hojnie częstować i udarować. Roku 1661 było tylko w całem wojsku [koronnym] sześć chorągwi husarskich: jedna królewska z 200 ludzi, której namiestnikiem był [Stefan] Czarniecki wojewoda ruski; druga [Stanisława] Potockiego wielkiego hetmana koronnego z 200 ludzi; trzecia wielkiego marszałka koronnego [Jerzego] Lubomirskiego z 200 ludzi; czwarta [Jana] Zamojskiego ze stu ludzi; piąta i szósta brata i syna marszałka [chorągwie Aleksandra i Stanisława Lubomirskich], każda ze stu ludzi. W chorągwi złożonej z 200 ludzi nie masz więcej jak 60 szlachty, reszta przyprowadzona i uzbrojona przez nich dopełnia liczbę. Żołnierze szlachta tak hussary jak kozacy zowią się towarzysze, i zostają w takiem poszanowaniu, że sami hetmani dając im rozkazy nazywają ich panowie bracia. W marszu naprzód idą towarzysze, za nimi muzyka złożona z trąb, surm i kotłów, za nią dopiero żołnierze nieszlachta.