Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan III Sobieski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan III Sobieski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 grudnia 2021

Nowa książka w sprzedaży


 

W sumie jakoś głupio wyszło, że wrzuciłem ogłoszenie wszędzie, tylko nie na blog... 9 grudnia weszła do sprzedaży moja nowa książka w serii 'Century of the Soldier 1618-1721', zatytułowana 'We came, we saw, God conquered. The Polish-Lithuanian Commonwealth's military effort in the relief of Vienna, 1683'. Jest to moja próba przybliżenia czytelnikom nie mającym dostępu do prac w języku polskim zagadnień związanych z organizacją, liczebnością i działaniami bojowymi wojsk polskich i litewskich w 1683 roku. 

Nieco więcej o książce na stronie wydawcy


poniedziałek, 30 sierpnia 2021

I perceived him to be a very niggardly person

 


Pracując nad nową książką podczytuję sobie znowu źródła do „Potopu”, wynotowując co ciekawsze fragmenty. Akurat padło na Patricka Gordona, a tu przepiękny fragment z końca 1658 roku. Szkot przebywał wtedy znowu w polskiej niewoli, pojawiła się więc szansa na kolejną zmianę barw klubowych. Jak wiemy ostatecznie Gordon trafił pod skrzydła Lubomirskiego, ale co ciekawe, to inny magnat początkowo zaproponował mu służbę. Cytat jest wręcz przedni, podkreślenie moje:

[Jan] Sobieski zaoferował mi wstąpienie na jego służbę, obiecując kompanię dragonów która stacjonowała w jego miasteczku Jaworów i okolicach; odmówiłem, odpowiadając że jako młody człek, opuściłem swój kraj by szukać honoru [i sławy], a siedząc na kwaterach [jako garnizon] nie będę miał ku temu [zdobyciu sławy] żadnej okazji; poza tym [Sobieski] wydał mi się dusigroszem. Odrzekł że nie ma dla mnie żadnej innej [oferty] służby. Wyraziłem więc chęć, by odesłał mnie do Króla [Jana II Kazimierza] lub do marszałka [Lubomirskiego], mówiąc że jestem chętny do służby w polu by się zasłużyć; był nader zadowolony moją odpowiedzią i odparł, że postara się przekonać Lubomirskiego o mojej osobie.

 

środa, 28 kwietnia 2021

Murzyn, Węgierczyk i Kałmuk mały

 


Wśród strat polskich w pierwszej bitwie pod Parkanami możemy znaleźć i ciekawe przypadki spośród służby Jana III. W liście pisanym już po drugiej, tym razem zwycięskiej bitwie, król wspomina o tym, że owego Murzyna Józefa Holendra Turcy już w ręku mając go ścięli. Miałem także Węgrzynka, co kilka języków umiał; i ten zginął. Z kolei Kałmuk mały, którego Turcy wzięli żywcem w pierwszej bitwie, miał sporego pecha w drugiej. Kiedy wojska sprzymierzonych wpadły do tureckiego obozu, Polacy poznali sługę króla, ale Niemiec jakiści przypadł, ciął go rapirem przez nos i przebił. Niewiemże, jeśli będzie żyw, luboć mu przecie cyrulik nie źle tuszy. Oprócz tego kolejny sługa, Golańskim, zmarł na skutek choroby, stąd też król ze skutkiem skonstatował mnie prawie wszyscy chłopcy poginęli.

sobota, 10 kwietnia 2021

Armia Etiopów



Bardzo ciekawy wyjątek z zapisków Duponta, opisujących przebieg wyprawy Sobieskiego do Mołdawii latem 1686 roku. Armia zmierzająca w stronę Budziaku musiała maszerować w skwarze przez ‘wielkie, rozległe pustkowia’, na których wycofujący się Tatarzy podpalali trawy. Wpłynęło to w nader specyficzny sposób na wygląd żołnierzy:

Kopyta koni wzbijały chmury popiołu, które tworzyły w powietrzu czarne tumany, tak gęste, że nie widać było nieba. Popiół pokrywał nasze twarze, stale spływające potem. Wojsko wyglądało, jakby pochodziło z Afryki. Król był równie czarny jak najzwyklejsi żołnierze i często żartował na ten temat z hetmanami i towarzyszącymi mu wielmożami, mówiąc że wszyscy zamieniliśmy się w Etiopów. 

piątek, 1 stycznia 2021

Struthio camelus przez Turczyna ubity

 


Od pewnego czasu siedzę, ze zrozumiałych względów, w ‘klimatach’ kampanii 1683 roku i odsieczy Wiednia, nic więc dziwnego że wynotowuje coraz to nowe informacje i ciekawostki które mogą się przydać do książki. Stąd właśnie pomysł na dzisiejszy wpis, czyli historia o nietypowej ofierze bitwy.

W liście do Marysieńki, datowanym ’w namiotach wezyrskich, 13 IX, w nocy’, król Jan III wspomniał o strusiu, co ciekawe miała to być turecka zdobycz na cesarskich: wezyr wziął tu był gdzieś w którymś ci cesarskim pałacu strusia żywego dziwnie ślicznego; tedy i tego, aby się nam w ręce nie dostał, kazał ściąć. Historia z nieszczęsnym strusiem musiała mu jednak zapaść w pamięć, postanowił go więc uwieńczyć. Otóż na obrazie autorstwa Martina Altomonte, ukazującym szarżę husarii prowadzonej przez króla, na drugim planie, przy namiotach tureckich, możemy dojrzeć moment egzekucji. Akurat dzisiaj, przeglądać na google books podgląd piątego tomu Stanu badań nad wielokulturowym dziedzictwem dawnej Rzeczypospolitej, znalazłem zdjęcie tego fragmentu w artykule Katarzyny Góreckiej Konserwacja i restauracja XVII-wiecznych wielkoformatowych obrazów batalistycznych Martina Altomontego z kolegiaty pw. Św. Wawrzyńca w Żółkwi. Jak widać biedny struś nie miał żadnych szans w obliczu tureckiej szabli…

sobota, 12 września 2020

Niepodobna wyrazić, jakie z nich mam ukontentowanie


 

Listy Jana III Sobieskiego z jego kampanii wiedeńskiej przynoszą masę niezwykle interesujących szczegółów dotyczących walk – od opisów starć po drobne anegdoty dotyczące różnych wydarzeń z otoczenia władcy. Bardzo ciekawe są jego uwagi dotyczące wyglądu i zachowania sojuszników, niektóre cytowałem już zresztą na blogu. Dzisiaj fragment listu pisanego o trzeciej w nocy 12 września 1683 roku, tuż przed decydującą bitwą. Król tak oto pisał w nim elektorów bawarskiego i saskiego:

Zrazu elektorowie obadwaj byli przecię z nami niby obcy; teraz, jakeśmy się to poczęli zbliżać ku nieprzyjacielowi, niepodobna wyrazić, jakie z nich mam ukontentowanie: sami zawsze parol ode mnie odbierają i dziesięć czasem razy pytają, jeśli jeszcze czego nie rozkażę. Saski[1] poczciwy człowiek, w którego sercu nie masz zdrady. Spadł onegdy nieboraczeńko z konia i podrapał sobie twarz: jakobyś Wc moje serce patrzała na ową kompanię kapraliską. Kawalerów kilku mają przy mnie zawsze dla odbierania ordynansów, rajtarów nawet zbrojnych przysłali po kilkadziesiąt tej nocy, aby stali na koniach przed namiotem moim; co, moje serce jedyne, racz oznajmić ks. łuckiemu (bo ja nie mam czasu), który był tego rozumienia, żem z nimi miał zażyć, i z flegmą ich, wielkiej trudności. Przydali mi do wojska mego polskiego na skrzydło prawe cztery wielkich regimentów piechoty: owo zgoła, kapitan najprostszy nie mógłby być posłuszniejszym nad nich i dlatego możemy się spodziewać dobrego przy łasce bożej skutku, lubo z wielką pracą, bośmy całe rzeczy inaczej znaleźli, osobliwie w położeniu miejsca, niżeli nas informowano.



[1] Jan Jerzy III Wettyn, to jego srogie oblicze ozdabia ten wpis.

wtorek, 1 września 2020

Dałże tedy wprzód pięścią w gębę



Dziś powiastka o krewkim podkomorzycu i równie krewkim oficerze dragonów. Przekonamy się, że nawet w XVII wieku kłótnie na tematy wojskowe potrafiły być bardzo nerwowe. Rzecz będzie miała miejsca na dworze króla Jana III w 1694 roku,  a opisał ją Kazimierz Sarnecki.

Po obiedzie jmp. Dąbrowski podkomorzyc wileński z p. Lamarem starszym rotmistrzem dragańskim powadziwszy się z dyskursów o komendę, że ją lepiej Lamar rozumie, bo ma onej księgę, wprzód słowami, a potem pięściami solwowali sobie racyje. Dałże tedy wprzód jmp. podkomorzyc Lamarowi pięścią w gębę, a Lamar kijem oddać miał w głowę jmp. podkomorzycowi, potem do szpady się porwał jmp. Dąbrowski, za którą uchwycił p. Prusiński rotmistrz dragański j.k.m.; że ten uczynili eksces w zamku, przed skarbcem, pod bokiem pańskim i hetmańskim, odebrał zaraz te szpady pod wartę, a ichmciów aresztował na tym się miejscu, aby nie wychodzili, kawalerskim słowem, nie biorąc samych pod warte. Zaraz tedy powiedziano królewsku ichm., inkwizycyją czynić kazano, z której się pokazało, że obadwa byli pijani, i tak się tego nie aprehendowano, że po pijanu ten eksces zrobili, szpady im oddać kazano, żeby się sami po trzeźwiu pogodzili.  

sobota, 30 maja 2020

Co je pokruszyli, połamali albo porzucali



Ciekawostka dotycząca kopii husarskich w armii koronnej w czasie kampanii 1683 roku. Już po odsieczy wiedeńskiej, 20 października, tak oto pisał sam król Jan III z obozu pod Strzygomiem:
Co o kopie i o proporce, sam mi tylko oddzał Pan Łasko[1] kopie, a Pan Starosta Sandomirski[2] proporce; bom to był wszystko porozpożyczał. Xiądz Podkanclerzy[3] nie oddał ani proporców, ani kopij; ale że w Krakowie odebrano kopie, i to jakożkolwiek. Drugie kopie gdzieś w Ołomuńcu, które się były zleciły Xdzu Hackiemu, aby je był popchnął tu gdzie za nami; ale on podobnie tego i myśli niemiał. Mam tu ja proporce dla jednej Chorągwi, drugie się różnie rozdawały tym, co je pokruszyli, połamali albo porzucali; aleć to już skończymy my wojnę, nim oni nadeją. Żal się Boże kosztu na te Chorągwie: zimie też niewiele kopiami nawołują.
Jak widać tak kopie jak i proporce do nich były towarem mocno deficytowym i po bitwach pod Wiedniem i Parkanami bardzo ich brakowało koronnym husarzom.


[1] Krzysztof Łasko, dowodzący chorągwią husarską Jana Wielopolskiego (po Andrzeju Morstinie).
[2] Józef Lubomirski, starosta sandomierski i koniuszy koronny.
[3] Wydaje mi się, że chodzi o biskupa krakowskiego Jana Małachowskiego, który do 1681 roku był podkanclerzym koronnym. Był on nominalnym rotmistrzem jednej z chorągwi husarskich (w polu dowodził nią Stanisław Małachowski). W 1683 roku podkanclerzym koronnym był już Jan Gniński, który także miał chorągiew husarską (pod Jackiem Boratyńskim), ale Gniński nie był duchownym.

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Kadłub tylko na placu zostawiwszy



Czasami przedbitewne harce czy starcia podjazdów okazywały się imprezą nader krwawą. W dzisiejszym wpisie taka oto nader nieprzyjemna sytuacja z 12 września 1691 roku. W rolach głównych Wacław Iskra, porucznik chorągwi husarskiej Kazimierza Ludwika Bielińskiego, kilku towarzyszy oraz mrowie ordy tatarskiej.

(…) ochoczo skoczył p. Iskra, porucznik jmp. oodkomorzego kor[onnego], samoszóst dwóch zbiwszy Tatarów, i drugi towarzysz, Bielecki, jm. ks. biskupa chełmińskiego, od ordy majaczący occubuerunt[1], osobliwie p. Iskra, gdy położył tych Tatarów, ogień wydał, dzidą tedy dwa razy pchnięty, ręka ucięta, salwowany trochę od towarzysza swego, p. Jabłońskiego, ale natarłszy na niego orda uprowadzić nie mógł, porwany od Tatarów dobity został na drugiej stronie przeprawy, głowę mu ucięto i serce wyrżnięto, kadłub tylko na placu zostawiwszy. Posiłku żadnego nie miał, lubo przednia straż niedaleko była i różne towarzystwo junacznie bokiem jadące.

Następnego dnia doszło do większego starcia wojsk Sobieskiego z ordą, ale o tym już przy innej okazji.    



[1] Zabity

niedziela, 11 sierpnia 2019

Milagro de Joannes



Cud pod Empel to epizod z Wojny Osiemdziesięcioletniej, wydaje się jednak że wieści o tym wydarzeniu były znane i w Polsce. Oto bowiem blisko sto lat później po bitwie pod Empel, kiedy to armia Jana III Sobieskiego maszerowała na Wiedeń, miał miejsce praktycznie identyczny przypadek, także dotyczący obrazu przedstawiającego Marię Matkę Niepokalanego Poczęcia. Oddajmy zresztą głos naocznemu świadkowi, Mikołajowi Dyakowskiemu:




sobota, 20 lipca 2019

Nie ma państwa, w którym polityka byłaby tak trudna jak w Polsce



Phillipe le Masson (Dupont) pozostawił po sobie bardzo interesujące zapiski dotyczące życia i czynów Jana III Sobieskiego. Francuski inżynier wychwala w swoich pamiętnikach Jana III,  skupiając się na jego przewagach militarnych w walkach z Turkami i Tatarami.  Zdarza się jednak, że tu i ówdzie Dupont komentuje z niejaką uszczypliwością lub przyganą zjawiska które widział w Polsce. Poniżej taki właśnie fragment dotyczący systemu elekcyjnego:
Elekcja królów Polski odbywa się na dwa sposoby: albo poprzez wolne zgromadzenie szlachty albo jedynie przez senat i sejm[1]. Pierwszemu rodzajowi elekcji zawsze towarzyszą zamieszki i niepokoje. Rzadko okazywał się on korzystny dla Rzeczypospolitej z powodu zgromadzenia niezliczonej rzeczy różnych temperamentów, nieświadomych, co naprawdę jest dla niej korzystne, i gotowych poświęcić wszystko dla prywaty. Taki czy inny minister obcego państwa często próbuje nimi manipulować wedle własnej woli, wydając dużo pieniędzy. Ale zwykle zostaje wystrychnięty na dudka, gdy sądzi, że sprawy układają się najkorzystniej z punktu widzenia księcia, któremu służy.
Nie ma państwa, w którym polityka byłaby tak trudna jak w Polsce. Wybitne umysły, wielcy ludzie wykształceni w dyplomacji i wyrobieni w najdelikatniejszych kwestiach mają mnóstwo trudności z osiągnięciem sukcesu w tym kraju. Większość zgromadzonej szlachty hamuje mądre i rozsądne projekty obywateli, którzy poświęciliby wszystko dla dobra i chwały narodu przy wyborze króla, gdyby mieli większe możliwości. Jednak podejmowane wysiłki często zostają udaremnione przez prywatne interesy i pasje. Tak dzieje się zawsze przy okazji elekcji odbywających się w sposób, jaki opisałem. Są one tym bardziej niespokojne i niebezpieczne dla Rzeczypospolitej, im większa liczba szlachty bierze w nich udział. Nazywa się je elekcjami na koniu i towarzyszy im zawsze rozlew krwi.


[1] Jak widać Francuz niezbyt zrozumiał ideę sejmu elekcyjnego, stąd nagle pojawiły się u niego dwa sposoby elekcji.

środa, 10 lipca 2019

Oto mi wierny sługa!



Jan Sobieski miał niezwykłą słabość do Tatarów, czego dowody możemy znaleźć w wielu źródłach z epoki. W czasie kampanii 1684 roku przyprowadzono królowi kilku pochwyconych Tatarów, których przesłuchiwał sam monarcha. Sobieski zauważył, że jeden z ordyńców ma ucięty fragment ucha, zapytał go więc o przyczynę takiego ‘ubytku’. Tu wywiązał się bardzo interesujący dialog, który tak zapisał naoczny świadek wydarzenia:
Miałem – odpowiedział Tatar – w Krymie murzę, bardzo dobrego pana, który umierając zostawił mi parę sukien, broń, a w szczególności pałasz, któryś W.K.Mość kazał mi odebrać. Zwyczajem jest u nas po śmierci braci i najbliższych krewnych ucinać ogon koniowi, na znak smutku i żałoby, ale mnie się nie zdawało, aby to było dosyć, kiedy się traci tak dobrego pana, i dlatego nie przestając na ucięciu koniowi ogona, uciąłem sobie kawałek ucha.
Zdziwił się król i widać było, że mu się podobała cnota tego barbarzyńcy, który dał taki dowód wdzięczności zmarłemu panu. Kazał go potem zapytać, czy dostał drugiego pana i co by uczynił po jego śmierci.
Przystałem – rzekł [Tatar] – do syna mego dobroczyńcy, który jeżeli się ze mną tak dobrze jak ojciec obchodzić będzie, utnę po jego śmierci pozostałą część ucha.
Co tak się podobał królowi, że zawołał „Oto mi wierny sługa! Lubię tego Tatara!” i kazał mu dać sutą wieczerzę, do której sam dodał ze swego stołu parę półmisków w zamian za tak smaczną odpowiedź.
Swoją drogą ciekawe jakie były późniejsze losy tego Tatara? Kto wie, może trafił na służbę króla Jana?

wtorek, 12 marca 2019

A król kontentować się musiał zdechłym



W poszukiwaniu egzotycznych zwierząt które w XVII wieku trafiały do Polski, zawitamy do Amsterdamu, w 1678 roku. W tym czasie rezydentem króla Jana III w mieście był niejaki Mollo, człowiek godny wielce i kochający Polaków, którym wszelką czynił obserwancyą, i jako mógł, drugich supplementował. Wysłał on do Gdańska transport różnego ptactwa indyjskiego a także niezwykłą rzadkość – krokodyla żywego. Ten ostatni nie należał do najtańszych, miał bowiem kosztować talerów bitych dwa tysiące. Transport dotarł do bezpiecznie do Gdańska, tu niestety doszło do nieprzyjemnego wydarzenia. Tam Polacy, nieuważni drażnili się z nim, i uderzył go jeden w głowę. Zaraz na miejscu został – w żelaznej klatce; a już nie mały był. I tak pieniądze daremne! A król kontentować się musiał zdechłym – z wielką swoją żałością.

piątek, 25 stycznia 2019

Z hetmanem na Tatara


Datowana na 1687 rok kopia Dodacameronu czyli wyprawy na czambuły tatarskie w 1672 roku, autorstwa Romeyna de Hooghe. Znajdziemy tu samego hetmana Jana Sobieskiego, husarię, pancernych i dragonów, walczących z Tatarami i odbijających jasyr.

Co ciekawe, w Rijksmuseum, w którego zbiorach online znalazłem ten fragment, opisany jest jako walka oddziałów Karola Lotaryńskiego i margrafa Badeńskiego z Turkami w 1687 roku. Jest to oczywiście opis błędny – Sobieski i jego husarze są zbyt charakterystyczni. Wysłałem już do muzeum email w tej sprawie, może wezmą pod uwagę i zmienią?



























środa, 21 listopada 2018

Jaka to piękna inwencja i kunszt kozacki!



Już kilka razy wspominałem na blogu przypadki używania przez Kozaków różnych forteli wojennych. Dziś kolejna taka historia, tym razem z listopada 1683 roku, ze szturmu tureckiej twierdzy Seczyn (Szecseny).  Kiedy oddziały polskie, cesarskie i brandenburskie podeszły pod miasto, Sobieski wysłał Kozaków w celu zdobycia jeńca, który mógłby udzielić informacji o siłach garnizonu. Jan Chryzostom Pasek przepięknie opisał nam całe zdarzenie:

(…) kazano Kozakom, żeby się starali, obiecawszy nagrodę. Poszło ich kilka w sady, nikogo porwać nie mogli, bo [Turcy] ostrożni byli i nie wychodzili nic z miasta. Znajdują sposób taki: zasadzili się w sadach kilkanaście, a dwaj poszli pod miasto i przypatrując się chodzą coraz bliżej. Skoro tam w mieście zrozumiano, że ich może kula donieść, wyrychtowano tam do nich z hakownice czy z janczarki strzelono. Ów jeden, choć mu nic, uderzył się o ziemię, drugi począł go quidem[1] trzeźwić, podnosić, a potem go i rozbierać z sukien. Widząc to Turcy i do owego dali ognia z kilku sztuk, on rozebrawszy go, w nogi i nie obejrzał się, a jeszcze gołymi miejscami uciekał, żeby z miasto widziano, że ku obozowi idzie. Ów quidem zabity leży (ubrał się  jasno, w suknię czerwoną); aż po małej chwili idzie Turczyn rozbierać go. Dochodząc do niego stanął, obejrzał się na wszystkie strony, pod drzewa podejrzał – nie widać nic; przymknie do niego, spojrzy mu w oczy – a on oczy zawarł, zęby wyszczerzył – pocznie się już sposobić do owej nieborakowi atamanowi posługi  (nie ubierał go, a rozbierać chce), przyklęknie, a guziki mu chce rozpinać; a Kozak go za kark. Krzyknie Turczyn; wezmą się z sobą. Tu miasto daleko i przez fosę ratować trudno, a tu Kozacy z zasadzki lecą; Turczyn się wydziera, rad by bardzo puścił Kozaka, a Kozak go nie chce. Przypadki, wzięli, przyprowadzili królowi. Jaka to piękna inwencja i kunszt kozacki!

Pochwycony Turek musiał ‘sypać’, bo król Jan III szybko zdecydował się na szturm. Ten znów poprowadzili Kozacy, chyżo, odważnie i mężnie, jak to pisał monarcha w liście do Marysieńki. Po trzech godzinach ostrzału, a także ataków piechoty i dragonii, dowódca garnizonu zdecydował się na kapitulację. Tak załoga jak i ludność cywilna otrzymali prawo wyjścia do Egeru, samo miasto zaś zostało splądrowane przez tryumfujących Kozaków.


[1] Niby.

niedziela, 4 listopada 2018

Nic na świecie delikatniejszego ani cieplejszego



Jeszcze jeden wyjątek z listu Jana III do Marysieńki, tym razem jednak będzie miło, ciepło i przytulnie – wszak dziś niedziela, więc wypada coś spokojniejszego zamieścić na blogu. Tak król wymienia listę bagateli zdobytych na Turkach, które oto wysyła przez posłańca swojej ukochanej żonie:

Naprzód kołdrę z hatłasu białego chińskiego ze złotymi kwiatkami, nową i [w]cale jeszcze nie używaną; nic na świecie delikatniejszego ani cieplejszego, bo pod taką drugą sam sypiam; daleko rzecz milsza niżeli de ouate[1] ani owo pierze, które przykro jest gorące. Do tejże kołdry posyłam poduszkę do siadania na niej, którą haftowała rękami swymi pierwsza żona wezyrska, jako jego pokojowi powiadają, których także odsyłam trzech albo czterech. (Ma z tych ludzi każdy po tysiącu czerwonych złotych i po drugim; chcą być kupcami i osięść w Żółkwi). Trzecią rzecz posyłam przykrycie na taburet, na którym wezyr siadał, a ten taburet stawiał na sofie, tj. na tapczanie; o co z posłem francuskim tak wielka kontrowersja.  Czwarta rzecz jest parę kobierczyków karmazynowych, złotem tkanych; co przyjąć za wdzięczne uniżenie proszę.

Przyznaję, że jak wczoraj wieczorem znalazłem sobie ten cytat, to aż się rozmarzyłem za taką kołdrą z hatłasu białego chińskiego, bo za oknem mi wiało i lało… Ciekawe czy się prezenty spodobały Marysieńce?


[1] Watowana.

sobota, 3 listopada 2018

Tak nieostrożnie i niedbale



Wśród prezentów które po bitwie wiedeńskiej w 1683 roku miał wysłać Jan III Sobieski do cesarza Leopolda I, znalazł się znak jeden wezyrski. Jak się okazuje, wysłannicy króla mieli jednak nieprzyjemny wypadek wioząc owe trofeum do cesarza. Oddajmy głos samemu Janowi III, który tak to opisał w liście do Marysieńki:
Posłałem z komplementem i powinszowaniem jmć ks. podkanclerzego[1] dawszy mu znak jeden wezyrski na pamiątkę szczęśliwej naszej wiktorii. Zbliżywszy się tedy jmć. ks. podkanclerzy pod miasto, stanął w jakimś ci pustym ogrodzie, czekając na przyjazd cesarski, bo go był poprzedził; a tymczasem tak grzeczny chorąży jego Jaskólski, który ten znak niósł za nim, postawił gdzieś ten znak tak nieostrożnie i niedbale w ogrodzie, że mu go ukradziono. Z którą wiadomością dogoniono mnie już o dwie mili; tak że drugi który-m był dla siebie zostawił, musiałem posłać. Ale takich mam jeszcze dwa.
Swoją drogą ciekawe czy ów Jaskólski dostał za to po uszach?


[1] Jan Krzysztof Gniński. W 1679 roku, po śmierci żony, wstąpił on do stanu duchownego, stąd też ks. wspomniane w liście.

wtorek, 18 września 2018

Kot indijski z Wirdziniej



Jesienią 1647 roku bracia Jan i Marek Sobieski, w ramach swoich wojaży zagranicznych, dotarli do Londynu. Przy okazji zwiedzania Tower of London, polscy szlachcice zajrzeli także do (istniejącej od XIII wieku) menażerii. Opis zwierząt które przyszło im obejrzeć jest tyleż lapidarny co i interesujący:

Ztąd wyszedłszy, blizko też bastiliej[1] szliśmy widzieć bestyje, od osoby płacą po gr. 2, to jest w klatce Lwe i Lwia osobno każde, wielkie barzo bestyie, tamże Tygrysów dwóch i rysiów dwóch, jeden stary, drugi młody, także i kota indijskiego z Wirdziniej[2]. Tamże skóra z węża srogiego, którego w tej rzece Tames[3] zabito dawnycgh czasów, jest tak długi, na naszych łokci 12 albo 13.

Menażeria faktycznie słynęła z kolekcji dzikich kotów, jak widać Sobiescy mieli okazję zobaczyć całkiem sporą grupę. Oczywiście najbardziej frapująca jest historia owego węża. Wysłałem maila z pytaniem o to do Historic Royal Palaces w Londynie, ciekawe czy wiedzą coś więcej o tym stworze.


[1] Tak w dzienniku podróży określane jest Tower.
[2] Chodzi o pumę (kuguara) z Virginii w Ameryce Północnej. Niestety ostatnią pumę w tym rejonie zabito w 1882 roku.
[3] Tamizie.

poniedziałek, 3 września 2018

Elearzy ze strzelbą długą



18 września 1693 roku hetman wielki koronny Stanisław Jabłonowski  podpisał ordynans do poruczników[1] chorągwi jazdy koronnej – husarii, pancernych i lekkich – nakazujących wybranie ze swoich oddziałów żołnierzy desygnowanych do garnizonu Okopów Świętej Trójcy. Mieli oni utworzyć formację „elearów okopowych”, która w kolejnych latach zasłynęła w walkach z Tatarami. Z każdej chorągwi miano wysłać dwóch towarzyszy (z ich pocztami)[2]. Bardzo interesujący jest wymóg uzbrojenia dla tak utworzonych oddziałów, wskazujący że będą one przeznaczone do „małej wojny”[3]:
- wyposażenie husarii to w lamparcie, w zbrojej z karwaszami, ze strzelbą długą, munsztukiem i ostrogami na koniech dobrych, po parze pistoletów, tak towarzysz, jako i pachołek, mający
- uzbrojenie pancernych to pancerz, z tąsz długą strzelbą, z pistoletami, tak towarzysz, jak i poczet
- jazda lekka także miała być wyposażona w długą strzelbę i pistolety, nie posiadała jednak wymogu uzbrojenia ochronnego.
Oprócz husarzy, pancernych i lekkiej jazdy, w Okopach nie zabrakło i rajtarii[4], utworzono bowiem kompanię wybraną z wszystkich jednostek koronnych. Każda z nich miała wysłać 33 żołnierzy, z munderunkiem i porządkiem rajtarskim.  Oznacza to zapewne, tak jak i w przypadku pozostałej jazdy, posiadanie trojga strzelby, nie wiem jednak jak przedstawiała się kwestia uzbrojenia ochronnego.


[1] Będących de facto dowódcami chorągwi.
[2] W kolejnych latach ulegało to zmianie, wysyłano np. 4 towarzyszy.
[3] Za niezwykle ciekawym artykułem Marka Wagnera Kawaleria koronna w dobie panowania Jana III Sobieskiego. Lata 1683-1696 [w:] Do szarzy marsz, marsz… Studia z dziejów kawalerii, tom III, Toruń 2012.
[4] Czy raczej, używającej ówczesnej terminologii, arkabuzerii,

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Buty żółte były przed dwiema miesiącami albo trzema



W liście datowanym na 31 sierpnia 1683 roku, król Jan III Sobieski opisał Marysieńce swoje pierwsze spotkanie z Karolem V Lotaryńskim, dowódcą armii cesarskiej. Książę przybył dosyć nieoczekiwanie do maszerującego zgrupowania polskiego, także go i pierwsze nie poznały straże. Cesarski generalissimus miał okazję obejrzeć krótki popis wojsk Sobieskiego: jak to wspomniał król mamy też tu przecię cztery usarskie chorągwie i z dzidami niemało. Po okazaniu wojska przyszła pora na poczęstunek, tu goście nie tylko się najedli, ale się i popili, i dobrze. Oddajmy głos polskiemu monarsze:

P. Waldeck przyjechał także w godzinę jakąś po ksciu lotaryńskim. Ten nie jadł z nami dlatego, jak się wyżej napisało. Księcia lotaryńskiego portret niżej opis, ale to wprzód dla uciechy księżnej jejmci. Naprzód nie chciał pić inszego wina, jeno mozelskie z wodą, i to wody bardzo siła; jakoż cale nie pija. Rozochociwszy się jednak, p i węgierskie. Ów Taff, co był posłem od niego na mojej elekcji, b też z nim, i zda mi się, że jest we wszystkim Robakowskim[1], i często mu do ucha szeptał i aby b nie pił, przestrzegał; ale s zaś i sam stróż upił, i samże potem ochoty dodawał. Gdy już sobie tedy podpił ksżę, po różnych komplementach pytał, jako s zowie po polsku ojciec i brat. Powiedziano mu. Tedy (jako owo ks. Arcybiskup gniniski zwykł czynić) powtórzył to z pięćset razy, pokazując na mnie: ,,To ojciec, a ja syn, a wy bracia moi . Na Fanfanika[2] zaś coraz, że ten wprzód i tamci trzej, a ja piąty . To znowu w moment zapomniał, jak ojciec po polsku. To tak tego było przez kilka godzin.

Impreza jak widać była nader udana… Ciekawy jest też opis wyglądu samego księcia, zacytuję fragment dotyczący jego stroju, który jasno pokazuje nienajlepszą sytuację armii cesarskiej (jeśli mierzyć ją stanem stroju samego wodza):

Suknia na nim szara, bez wszystkiego, guziki tylko złote szmuklerskie[3] dosyć nowe; kapelusz bez piór. Buty żółte były przed dwiema miesiącami albo trzema; napiętki z korków. Koń niezły, siedzenie stare; uzdy na koniu, tj. harnais, proste, rzemienne, złe arcy i stare.



[1] Tu oznacza to ‘stróża’, osobę pilnującą.
[2] Tym pieszczotliwym mianem para królewska nazywała Jakuba Ludwika Sobieskiego.
[3] Ozdobne.