Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielbłąd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielbłąd. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 maja 2020

Z drzewkami i szablami tylko na kształt węgierskiego usarza



Kilka ciekawych fragmentów z relacji polskiego szpiega, który był świadkiem wymarszu sułtana Osmana II i armii tureckiej z Konstantynopola (czy jak kto woli Stambułu) 29 kwietnia 1621 roku. Całość opisu jest bardzo obszerna, wynotuję więc tylko część:

I.                     Sułtan Osman II w czerwoney ferezji atłasowey, gronostaikami podszytey, w dołamanie czerwonym atłasowym w pąsy drukowanym, na koniu żółtawey sierści, pod dwiema kitami siedział
II.                   Wojna wojną, ale trzeba było zabrać psy myśliwskie: psów brytańskich[1], ogarów swor 6, chartów smyczów 2.
III.                 Sułtanowi towarzyszył ogromny dwór, liczący 4000 ludzi.
IV.                Cztery wozy sułtańskie, po cztery konie siwych [każdy]. Jeden wóz złotogłowiem kryty, drugi zielonym suknem, dwa czerwonym suknem także.
V.                  Słonie 4 z namiotkami pięknemi, może w każdym osób 15 siedzieć.
VI.                Wielbłądy z pieniędzmi których naliczono 400.
VII.               A na koniec ciekawostka, nietypowy oddział janczarów konno pod jedną chorągwią z drzewkami i szablami tylko na kształt węgierskiego usarza.


[1] Tu mam problem z odczytaniem źródła, może chodzi o „brytany” czyli popularne na dworze sułtańskim duże psy, jak mastiffy?

środa, 12 października 2016

Sułtańskie wielbłądy wyborne


Wieki temu zamieściłem fragment Pamiętników janczara, pora dziś do niego wrócić i wrzucić jakiś nowy cytat. Znalazłem uroczy zapisek o stadzie wielbłądów „służących” na dworze sułtańskim, pozwolę go sobie zacytować, bo zwierzę sympatyczne i lubię je już od czasów lektury Koziołka Matołka:
Jest ci też sześćdziesiąt wielbłądów wybornych, którzy noszą skarby cesarskie[1]; każdy wielbłąd sześćdziesiąt tysiąc w skrzyniach. A jest innych czterdzieści, którzy noszą kuchnię a spiżarnię. Drugich tyleż, którzy noszą stany[2]; A jest tych sto, a ci też noszą trębackie stany[3] a ich potrzeby, wszytkie a cztery bębny wielkie noszą: jedne wielbłąd niesie dwa, a drugi drugie dwa; zowię je kosz, na których nie bębnią, chyba że byłby wielki bój. A tych innych [bębnów] wielkich i małych jest mnóstwo. A którzy wielbłądy zbroje noszą, jest ich trzysta. Aboociem[4] wozów żadnych nie miewają przeto, aby s niemi nie mieszkali, gdy na wojnę ciągną.



[1] Tj. sułtańskie.
[2] Namioty.
[3] Rzeczy/ekwipunek.
[4] Albowiem. 

środa, 21 maja 2014

Camelus dromedarius jako bestia z piekła rodem


Obłowiło się wojsko koronne i litewskie na Turczynie pod Chocimiem w 1673 roku. Nasiało się tedy po wszystkiej Polszcze rzeczy tureckich, owych haftowanych rzeczy ślicznych, koni pięknych, łubiów bogatych i inszych różnych specjałów, jak o tym napisał Jan Chryzostom Pasek. Zdobycz nasi wielką wzięli w rzędach, w srebrach, w namiotach bogatych, w sepetach[1]zaś owe specjały wyborne, co mógłby drugi sepet na sto tysięcy rachować, one szable bogate, one janczarki. Naprowadzono też do Polski wielbłądów siła, tak że go dostał i za podjezdka. Nasz pamiętnikarz przytoczył też anegdotę z gatunku słodko-gorzkich, co to zaczęła się śmiesznie, acz skończyła tragicznie. A że dotyczy wielbłądów – a egzotyczne zwierzaki to zawsze gratka na blogu – pozwolę sobie ją tu przytoczyć.
Ale też to jeden syn osobliwie ucieszył ojca zdobyczą. A był to ten syn jego rotmistrzem dymowskim[2], miał wielbłądów kilka zdobycznych. Przyjeżdżając pod dom, chciał się też ojcu pokazać na powitaniu tureckim strojem: ustroił się w ubiór wszystek turecki i zawój, wsiadł na wielbłąda; kazawszy czeladzi zatrzymać się na wsi, pojechał przodem do dwora. Ociec staruszek idzie przez podwórze z laską do jakiegoś gospodarstwa, a owo straszydło wjeżdża przez wrota. Starzec okrutnie uciekać począł żegnając się. Syn widząc, że się ociec zaląkł, pobieży też za nim wołając: Stój Dobrodzieju, ja to, syn twój! Ociec tym bardziej w nogi. Potem rozchorował się z przelęknienia i niezadługo potem umarł.
Oj nieprzemyślany to był dowcip młodego wojaka, nieprzemyślany… Swoją drogą ciekawym cóż też się stało z tymi złupionymi wielbłądami, jakie były ich dalsze losy w polskich wsiach i miasteczkach?



[1] Miał to być rodzaj skrzynki z szufladkami, używany przede wszystkim do przechowywania kosztowności i dokumentów.
[2] Czyli służył w wyprawach dymowych. Żołnierze ci zostali w znacznej części włączeni w skład oddziałów regularnych.