Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jarmark. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jarmark. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 marca 2020

My życzliwości nasze koronie oświadczając



[Tydzień mołdawski, wpis 5/7]

Tym razem na blog zawita Chorwat Kacper Grazziani, który hospodarem Mołdawii był nader krótko, bo tylko pomiędzy 1619 i 1620 rokiem. Znamy go chociażby z nieszczęsnej wyprawy cecorskiej hetmana Żółkiewskiego, tu jednak notka o czymś innym. Oto bowiem list hospodara do urzędów Grodzkiego i Miejskiego Lwowskiego, w którym Grazziani martwił się o jarmark odbywający się w Śniatyniu. Miasto to, leżące na ważnym szlaku handlowym, słynęło właśnie z jarmarku, gdzie przybywali kupcy z hospodarstw. Jak widać nowy władca Mołdawii chciał by jarmark odbywał się bez przeszkód, stąd jego zapewnienia dla strony polskiej i żądanie, by jego list został udostępniony polskim kupcom.






wtorek, 22 stycznia 2019

Zły jarmark, kiedy tylko pięciu zabiją



[Tak, wiem, rysunek z czapy, ale potrzebowałem jakiś chłopów z XVII wieku, więc pożyczyłem tych kolegów z Projektu Chłop.]

W 1713 roku Jan Stanisław Jabłonowski, za udział w spisku detronizacyjnym Augusta II, został wysłany na trzyletnie przymusowe wakacje do saskiej twierdzy Konigstein. Miał tam dużo wolnego czasu, poświęcił się więc pisaniu diariusza. Nakreślił w nim między innymi kapitalną charakterystykę Mazurów, którzy wszak od kilku już wieków cieszyli się renomą ludu wiejskiego hożego, wesołego i bitnego[1]. Zobaczmy więc co też pan Jan tam napisał:

Mazurek kiedy się przetrze, przyznać, że dobry żołnierz i prócz tego do wszystkiego są Mazurowie sposobni. Żartują z nich insze nasze województwa i powiadają, że się ślepo rodzą; ale ja i z relacyj starych i z własnego doznałem przekonania, że gdy „Ślepy Mazur” przejrzy, głębiej patrzy pod czas niż Włoch albo Hiszpan. Powiadają i to o Mazurkach, że gdy go oddadzą do dworu, to pierwszego roku wszyscy drwią z niego, drugiego roku on drwi z drugich, a trzeciego i z samego pana. Co zaś do żołnierstwa, mają serce i ran i śmierci lekceważenie, bo się sami między sobą jak psy biją. Zły jarmark, kiedy tylko pięciu zabiją. Co zaś do ran i owych „Pęknij no mię”[2] to jest jak chleb z masłem.


[1] To akurat charakterystyka z XVI wieku.
[2] Jakaś mazurska zaczepka?

wtorek, 17 lipca 2012

Człek o czterech nogach, strzelający słoń i inszy szarlatani

Jan i Marek Sobiescy, podróżując w latach 1646-1648 po kilku krajach europejskich, mieli okazję zwiedzać królewskie dwory, pałace książąt i obozy wojskowe. Nie zabrakło jednak i nieco bardziej przyziemnych rozrywek, jak wizyty na jarmarku w Hadze (w maju 1648 roku). Taką oto towarzyszący młodzieńcom Sebastian Gawarecki zanotował w swoim diariuszu:
Na jarmarku widzieliśmy słonia, barzo wielką bestyą, który rozmaite sztuki umiał chorągwią wywijać, z szpadą z pistoletu strzelać, z kieszenie u człowieka wybierał swym nosem cokolwiek miał, na swej trąbie nosiła chłopa i inszych wiele sztuk; [widzieliśmy] także lwa i lwicę; człeka o 4 nogach, białogłowę i 4 piersiach i inszych dwie bez rąk co nogami szycia różne robiły, dzieci barzo tłustych w lat 4 dwoje nad podziwienie, także i wielbłąda, bo to za podziwisko wielkie w tym tu kraju mają. Inszych szarlatanów z cudownemi sztukami barzo wiele.
Zastanawia mnie to strzelania z pistoletu w wykonaniu Trąbalskiego, ciekawe jak to wyglądało. Interesująca jest też uwaga, że oto wielbłąd wzbudzał duże zaciekawienie w Niderlandach – z racji naszych częstych kontaktów z Turkami zwierzę to musiało nieco mniej dziwić przybyszy z Polski. Słoniem który zainteresował naszych podróżników mógł być Hansken, którego widzimy powyżej na rycinie z 1641 roku (anonimowa praca, aktualnie w zbiorach Rijksmuseum).