Wiem, wiem,
miała być recenzja (‘The Thirty Years War. A Sourcebook’ Petera H.
Wlsona), zgodnie z ankietą na FB bloga. Będzie jutro, bo znalazłem coś takiego
czym po prostu muszę się podzielić. Studiuję ostatnio bardzo zawzięcie
zdigitalizowane zbiory Biblioteki Kórnickiej i wczoraj w nocy znalazłem perełkę
dotyczącą jednego z XVII wiecznych oficerów który kilka razy zawędrował już na
blog. Chodzi o James (Jakuba) Murraya, Szkota w służbie Zygmunta III i
Władysława IV. Znalazłem zapisek dotyczący początku jego kariery w Polsce i z
czyjego polecenia trafił do kraju nad Wisłą. Dokument to brewe papieża Klemensa
VIII, datowane na 10 lutego 1600 roku. Jest to ni mnie ni więcej a prośba o
przyjęcie do służby w wojsku Zygmunta III młodego
Szkota i gorliwego katolika. Ów młodzian miał nazywać się Jakub Murravius.
Murray miał w 1601 lub w 1603 roku trafić na dwór Zygmunta III jako dworzanin,
co – jeżeli polecał go papież – nie wydaje się zaskoczeniem. Interesujące jest
jednak to, że nasz pan Jakub był katolikiem, to interesujący szczegół i kolejny
dodatek do interesującej historii tego oficera.
Wojskowość europejska XVI-XVIII wieku [dużo], wargaming historyczny [odrobinę], a także co tam mi jeszcze przyjdzie do głowy...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Murray. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Murray. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 6 kwietnia 2020
niedziela, 12 grudnia 2010
Murray, Mora, Moraj - niechlubny koniec kariery
Pisałem kiedyś o ciekawej postaci Jakuba Murraya:
gdzie wspomniałem, że nie znalazłem dalszych śladów jego działalności. Jak jednak sądzę, wpadłem właśnie na nowy trop – o ile ‘More’ z materiałów źródłowych to właśnie Murray. Wydaje mi się to prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że nie spotkałem się z innym oficerem o tym nazwisku w tym czasie.
O świcie 6 kwietnia 1634 roku moskiewska wycieczka zaatakowała szańce obsadzone przez regiment piechoty cudzoziemskiej Jakuba Weyhera oraz dragonią królewską Jakuba Murraya (Morego, Moore’a). Napastnicy uzyskali zupełne zaskoczenie, błyskawicznie spychając słabe straże, które nie były nawet porządnie dowodzone, gdyż pp. officyrowie śniadać sfatygowani do bud z warty rozeszli. Moskiewscy piechurzy przedostali się do obozu polskich jednostek i wyrządzili stosunkowo poważne szkody - acz głównie natury moralnej. Pochwycili bowiem cztery sztandary regimentu Weyhera oraz cztery chorągwie dragońskie Murraya, sztandary te u wału postawione szybko padły łupem atakujących. W ręce atakujących, po złupieniu namiotów oficerskich, wpadły także szpada Murraya oraz wierzchnia suknia albo katanka rysia należąca do Weyhera. Co ciekawe, zginąć miał tylko jeden polski żołnierz, za to kilku zostało rannych, do niewoli wpadł także kapitan, gefrajter i jeden piechur z regimentu Weyhera. Bardzo jednak prawdopodobne, że są to tylko straty regimentu piechoty, a nie uwzględniono tu strat dragonów.
Następnego dnia odbył się błyskawiczny sąd polowy. Jak się okazało, Moskale przeszli przez obóz Murraya . Oberster More nie opatrzył quatery swojej (bo miasto 30 człeka ledwie kilka było na straży), kapitan który miał dowodzić strażą obozową zszedł ze stanowiska i towarzyszył Murrayowi w posiłku. Po krótkiej naradzie oficerów armii ex communi consensu PP. oberstówi pułkowników, a za dekretem hetmańskim uznano winę i zaniedbanie Murraya, który od obersterstwa odstawiony i abdankowany czyli został usunięty z armii. Z kolei ofiarą gniewu Weyhera padli kapitan, chorąży i sierżant dowodzący strażą jego regimentu tego feralnego poranka. Cała trójka została skazana na karę śmierci, że pod ich kommendą ten żałosny casus się stał.
Etykiety:
armia koronna,
James Murray,
oficerowie,
wojna smoleńska
piątek, 18 czerwca 2010
Murray, Mora, Moraj...
Słów kilka o postaci ciekawej, nieco tajemniczej, która zasłużyła sobie nawet (pytanie czy słusznie?) na ważne miejsce w powieści…
Szkot Jakub Murray (Moraj, Mora) w czasie bitwy morskiej pod Oliwą w 1627 roku był kapitanem galeonu ‘Król Dawid’ (König David), piastował także rangę kontradmirała floty i wchodził w skład Rady Wojennej. Na tym jednak nie koniec – w stopniu kapitana dowodził także kompanią piechoty cudzoziemskiej w armii koronnej. Oddział ten stanowił część garnizonu Pucka, stamtąd został delegowany w rejon Karczmy Zachodniej gdzie piechurzy weszli w skład załóg okrętów i wzięli udział w bitwie. Murray nie popisał się w czasie bitwy, wbrew rozkazom wiceadmirała Witte dowodzony przez niego galeon nie wsparł ‘Wodnika’ w abordażu ‘Solena’, ograniczając się do mało skutecznego ostrzału szwedzkiego okrętu. ‘Król Dawid’ został też kilka razy trafiony przez Szwedów, co mogło (acz nie musiało) mieć wpływ na ostrożne zachowanie szkockiego kapitana. Postawa Murraya w bitwie zaowocować miała w usunięciu go z floty – 2 maja 1628 roku jako kapitana galeonu ‘Król Dawid’ widzimy już Grzegorza Fentrossa, zaś Szkot nie figuruje jako dowódca jakiejkolwiek jednostki. Bardzo prawdopodobne, że Murrayem w czasie bitwy kierowały kwestie ambicjonalne. Szkot już od 1603 roku był dworzaninem Zygmunta III, jako inżynier morski już od 1621 roku zajmował się rozbudową floty. Zapewne nie bardzo było mu w smak, że musiał słuchać rozkazów Dickmanna i Witte, stąd taka a nie inna jego postawa w trakcie bitwy.
Wydaje się jednak, że są silne przesłanki by twierdzić, że o ile Murray utracił stanowisko we flocie, o tyle wciąż piastował rangę w armii koronnej i to długo po bitwie oliwskiej. Najwyraźniej więc nie wypadł tak zupełnie z łask królewskich. 29 sierpnia 1628 roku hetman Stanisław Koniecpolskie pisał spod Grudziądza do króla Zygmunta III przez ten wszystek czas gwoli temu trzymałem tam [chodziło o wydzielenie piechoty cudzoziemskiej do służby na okrętach – K.] kompanię Apelmanową, Morego i Duplessego z Pucka kazałem był wziąć, kiedyby byli czas sposobny panowie komisarze uczynili. Mora to nader specyficzna forma nazwiska Murray, nie wydaje mi się więc, że hetman nazywałby tak oddział, gdyby Szkot nim nie dowodził.
Szkot musiał także zyskać zaufanie nowego króla – Władysława IV. Od 1 stycznia 1633 roku widzimy bowiem Murraya na czele kompanii dragonów gwardii JKM pod Smoleńskiem. Szkot wraz z drugim kapitanem Murmcem (Marwitzem, Mareniczem) mieli dowodzić oddziałami po 200 dragonów każdy - kiedy jednak połączyli się z siłami hetmana Radziwiłła mieli ich zaledwie 291. Niestety brak dokładnych informacji o udziale owych dragonów w toku kampanii, poza informacją że w czasie kapitulacji sił moskiewskich w 1634 roku rota piesza Mora (czyżby ‘wygubiono’ konie?) stanowiła część sił przejmujących Dziewicze Wzgórze. Nie udało mi się niestety znaleźć w dostępnych mi materiałach śladu Murray po 1634 roku...
Etykiety:
armia koronna,
James Murray,
oficerowie,
wojna 1626-1629
Subskrybuj:
Posty (Atom)